"Nie ma końca. Nie ma początku. Jest tylko niezaspokojona pasja życia". Dewizę tę widać wyraźnie w historii życia i twórczości jednego największych reżyserów filmowych – Federica Felliniego, dla znajomych po prostu Fefe.

Data dodania: 2009-09-14

Wyświetleń: 1745

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons


Podróż wpisana w geny


Fellini miał w sobie krew komiwojażera. Jego ojciec był wędrownym sprzedawcą. Wędrówkę miał więc reżyser w swoim obrazie świata od dzieciństwa, co przełożyło się na tryb jego życia i częste w filmach motywy homowiatora, podróży. W wieku 12 lat Federico uciekł z domu i ku rozpaczy rodziców przyłączył się do wędrownej trupy cyrkowej. Na szczęście policja odnalazła chłopca po miesiącu.

Szkoła była dla niego katorgą. Jak w przypadku wielu wybitnych ludzi tak i jemu szkolne mury kojarzyły się z odbieraniem wolności i szansy na przygodę. Dzielnie wytrzymał do zakończenia nauki, ale tuż po nim opuścił rodzinne Rimini, by już nigdy na stałe do niego nie wrócić. Topos wędrówki stał się przewodnim w pierwszym „oscarowym” obrazie reżysera - "La Strada" (1954). Jest to film czarodziejski. Zaprasza odbiorcę do podróży po powojennych Włoszech, ale przede wszystkim zabiera w głąb psychiki bohaterów: upośledzonej umysłowo dziewczyny Gelsomina (w tej roli żona Felliniego Giulietta Masina) oraz prymitywnego i brutalnego cyrkowego siłacza Zampano (Anthony Quinn). Warto odnotować, że wraz z tym filmem zaczęła się współpraca reżysera ze świetnym muzykiem Nino Roty. Zamieszczony poniżej temat muzyczny z filmu Osiem i pół jest jego autorstwa. 

Wysoka sztuka kiczu pełna

Kultura jarmarczna, współcześnie masowa oraz różnego rodzaju mieszanki gatunkowe stawiały sztukę Felliniego na granicy kiczu. Była to jednak świadoma kreacja artystyczna wykorzystywana na przekór obowiązującym standardom. Przełomowym w tej mierze był kontrowersyjny film "Osiem i pół". Obecnie większość filmoznawców uważa ten obraz za arcydzieło. Jednak znajdą się tacy, którzy dostrzegą w nim niespójną, wydumaną historię nie wiadomo służącą chyba tylko zabawie reżysera. Bo też Fellini chciał, aby film ten był komedią, przy 'okularze' kamery umieścił nawet napis, który miał mu ten zamiar przypominać "Pamiętaj, że to komedia". Przytrafił mu się film być może momentami śmieszny, ale przede wszystkim rewolucyjny. Opiera się na motywach autotematycznych, opiewa słynną niemoc twórczą, która paradoksalnie stała się kanwą tysiąca świetnych dzieł. Jego struktura bazuje na grotesce i surrealistycznej wizji, którą tworzą malarskie motywy rodem z plastycznego świata Boscha, Bruegla i Balthusa. 

Miłośnicy filmu mogą oglądać i oglądać i jeszcze raz…..wszystkie filmy Mistrza. Ze swojej strony najgoręcej polecam "Amarcord" – przepiękną bildungsroman, momentami kojarzącą się z "Doliną Issy" Miłosza – opowieść o dorastaniu i inicjacji w dorosłe życie głównego bohatera, ale też o jego ukochanym kraju – Włoszech nieuchronnie zbliżających się do wrót potwornej wojny.

Licencja: Creative Commons