Ostatnio pokusiłem się o przeczytanie w „Przekroju" artykułu na temat życia seksualnego Japończyków. O ile seks Japończyków mnie w ogóle nie obchodzi, o tyle zainteresowały mnie negatywne i potencjalne katastrofalne skutki nieudanego pożycia intymnego w Japonii.

Data dodania: 2009-08-23

Wyświetleń: 4354

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 2

WIEDZA

-2 Ocena

Licencja: Creative Commons

Kiedyś oglądałem dwa filmy dokumentalne na temat dwóch zjawisk społecznych występujących w Japonii. Szybko oceniłem, że z Japończykami jest coś nie tak. Ale do rzeczy. Pierwszy film był o zjawisku nazywanym hikikomori. Hikikomori to młoda osoba (najczęściej nastolatek lub młody mężczyzna), która zupełnie odcina się od realnego świata zewnętrznego. Przenosi się do wirtualnego świata gier komputerowych i telewizji. Hikikomori zamykają się w swoich pokojach i nie opuszczają ich przez całe lata. W filmie pokazano wyznanie matki, która nie rozmawiała ze swoim synem od kilku lat. Z trudem też przychodziło jej wynegocjowanie aby syn wziął prysznic co kilka miesięcy. Porozumiewali się oczywiście za pośrednictwem kartek wsuwanych pod drzwiami pokoju. Drugi film traktował o pracoholizmie Japończyków i negatywnych jego skutkach na małżeństwa. Przeciętny Japończyk całe dnie spędza w pracy. Po pracy - niemal obowiązkiem jest - często spotykać się z kolegami z pracy. W ten sposób pokazujesz wszystkim, że zależy Ci na pracy, przyszłości całej firmy i w końcu wypełniasz powszechnie przyjęty etos Japończyka - prawdziwego mężczyzny. Z żoną masz nie wiele wspólnego. A co się dzieje gdy pewnego koszmarnego dnia zmuszony jesteś odejść na emeryturę? Tego dnia zostajesz w domu z kompletnie obcą Ci kobietą, która przez wiele lat zajmowała się domem, w którym spędzałeś zaledwie kilka godzin na dobę. W filmie przedstawiono kilka takich przypadków. Wypowiadały się głównie kobiety (prawdziwy samuraj przecież nie płacze) i opowiadały, że nie mogą się odnaleźć w domu z obcym mężczyzną. Wiele takich podstarzałych małżeństw cierpi na depresję.

Już wiesz jak Japończycy potrafią sobie skomplikować życie zaburzając podstawowe relacje rodzinne. Ale to dopiero początek ich problemów. Sypnę liczbami: w przedziale wiekowym 24 - 29 lat tylko ok. 25% mężczyzn i ok. 35% kobiet w Japonii założyło własną rodzinę. Tylko 34% Japończyków uprawia seks częściej niż raz w tygodniu ( w Polsce dla porównania 67%). Wg badań Durex-a, Japończycy są najmniej aktywnym seksualnie narodem na świecie. Wiele osób pewnie powie: „no tak, ale oni są przepracowani i zestresowani i o seksie nawet nie myślą". W takim razie kto mi odpowie na pytanie: dlaczego japoński przemysł pornograficzny już dawno wartością przekroczył budżet japońskiego sektora obronnego? Japończycy myślą o seksie, i to dużo, jednak współczesny Japończyk nie wie dokładnie czym jest seks i przestał zaspokajać seksem swoje popędy płciowe.

Otaku i moe. Otaku to zjawisko uwielbienia produktów masowej kultury. Moe jest tym samym tylko w wersji hardcore, czyli na poziomie obsesji. Jeśli myślisz, że na widok postaci anime i manga w Japonii piszczą tylko nastolatki, jesteś w błędzie. W kreskówkowych lolitkach masowo zakochują się mężczyźni. Moe to mężczyzna, którego dziewczyną (żoną? kochanką?) jest właśnie taka bajkowa lolitka. Ostatnio, bodajże w New York Times zrobiono reportaż o Japończyku, którego ukochaną jest podłużna poduszka z poszewką, na której wydrukowana jest jego ukochana postać z jakiejś kreskówki. Żyją sobie szczęśliwie, razem chodzą na spacery, oglądają telewizje i uprawiają seks. Tak, uprawiają seks! A raczej ukochany uprawia, zmieniając co jakiś czas poplamioną poszewkę. Szok? U nas tak, w Japonii już się pewnie do tego przyzwyczaili. Głównymi nabywcami anime- i manga-gadżetów są czterdziestoletni ojcowie i mężowie, a cały ten rynek wart jest 10 miliardów dolarów. Jako, że wiele kobiet nie jest zaspokajana przez swoich małżonków - prosperity przeżywa męska prostytucja. Oficjalnie prostytucja w Japonii jest zakazana dlatego wynajęci panowie dla niepoznaki pokrywają cześć kosztów takiego intymnego spotkania.

Można powiedzieć, że Japończycy dostosowali się jakoś do nowej rzeczywistości i mogą sprawiać wrażenie zadowolonych - więc w czym tkwi problem? W ujemnym przyroście naturalnym. Za 40 lat liczba „młodych produkcyjnych" pracujących na emerytury „starych poprodukcyjnych" (tak, tych którzy będą siedzieć w domu z depresją) zmniejszy się o połowę. Jeśli Japonia jakoś wytrzyma ten kryzys to w 2100 roku liczba Japończyków będzie o połowę niższa (obecnie 128 mln).

Wydaje mi się, że Japończycy trochę się zapędzili. Oni pędzą od stu lat. Gwałtowny rozwój przemysłowy ostatnich dekad wyczerpał całe pokolenia. Komputeryzacja, informatyzacja, "internetyzacja" legły u podstaw rozkładu podstawowych więzi społecznych. Ten ultranowoczesny świat jaki zbudowali sobie Japończycy został skonfrontowany z cały czas obecnymi w społeczeństwie japońskim konserwatywnymi wartościami, z zasadą patriarchatu na czele. Jednak ultranowoczesny, zapracowany mąż i ojciec już dawno przestał wywiązywać się ze swoich obowiązków. Japońskie szkoły od stu lat są fabrykami robotów zaprogramowanych na kilkunastogodzinny dzień pracy. Te roboty nie zostały nauczone jak budować relacje społeczne czy w końcu po co jest prokreacja.

Uważam Japonię za królika doświadczalnego ludzkości. Japończycy jako pierwsi zapłacą cenę za nadmierny rozwój, za zbyt szybkie tempo życia. Świat cały czas się rozwija ale gdzieś muszą być granice. Japonia te granice przekroczyła lub właśnie ją przekracza. Japonia osiągnęła najwyższy poziom technologiczny, który polega głównie na postępującej wirtualizacji ("internetyzacji") i zniekształceniu stosunków międzyludzkich, ze stosunkami płciowymi włącznie, co w perspektywie czasu może okazać się katastrofalne.

Licencja: Creative Commons