Ostatnia wieczerza - jeden z najbardziej znanych obrazów Leonarda da Vinci. Co kryje w sobie ten obraz? dlaczego uległ tak znacznemu zniszczeniu? Czy mozna snuć teorie spiskowe w oparciu o ten obraz?

Data dodania: 2009-04-26

Wyświetleń: 11671

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 2

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

2 Ocena

Licencja: Creative Commons

Leonardo da Vinci – Ostatnia wieczerza

Jeden z was mnie zdradzi – po wypowiedzeniu tych słów przez Jezusa w wieczerniku nastąpiło ogólne poruszenie. Co to ma znaczyć, zdradzi? Na pewno nie ja, każdy z apostołów zaczynał się gorączkowo zastanawiać na tymi słowami, które poruszyły ich do głębi. Kto to może być? Niektórzy podnoszą się ze swego miejsca rozglądają się po swoich przyjaciołach, tworzą się kilkuosobowe grupki próbujące odgadnąć, kto jest zdrajcą? Piotr chwyta ulubionego ucznia Jezusa za ramie i szepce mu do ucha zapytaj go, kto to jest? Ten, który je ze mną z tej samej misy - odpowiedział Jezus.
Tyle mniej więcej wiedział Leonardo zaczynając malować ostatnią wieczerzę a może wiedział coś więcej? Może wiedział coś więcej ponad to, co relacjonują ewangelie, o czym my nie wiemy? Wszak był genialnym myślicielem najwybitniejszy w swej epoce. Leonardo na pewno wiedział sporo, bo gdy rozpoczynał jakieś dzieło poprzedzał je długimi studiami. Ten temat wymagał szczególnego przygotowania musiał znaleźć trzynaście różnych twarzy oddających cechy charakteru, czy wygląd postaci biorących udział w tej scenie zdrady. Bo Leonardo nie namalował ostatniej wieczerzy, ale jedną scenę z tego wydarzenia, scenę, w której dokonuje się zdrada. Przyjrzyjmy się twarzom i dłoniom kluczowych aktorów zatrudnionych przez Leonardo do odegrania tej sceny. W środku siedzi Jezus z lekko pochyloną i skierowaną w lewo głową patrząc na swoją lewą otwartą dłoń po wypowiedzeniu słów o zdradzie a drugą dłonią zaczyna sięgać po kawałek chleba. Po lewej stronie Jezusa znajduje się grupka trzech postaci jeden rozkłada ręce drugi wskazując rękami na siebie z bólem na twarzy zdaje się pytać chyba nie ja Panie? Trzeci wskazuje palcem na niebo. Dalej siedzi druga grupka złożona z trzech apostołów, którzy między sobą postanowili rozstrzygnąć spór o zdrajcę. Po prawej stronie Jezusa jest kolejna grupka, apostołów, których imiona możemy z dużą prawdopodobieństwem wymienić, najbliżej Jezusa siedzi najmłodszy uczeń Jan dalej Judasz trzymający w jednej zaciśniętej ręce sakiewkę a drugą sięga po kawałek chleba oraz Piotr chwytający Jana za ramię a w drugiej ręce trzyma nóż. Ostatnia grupka wydaje się kluczową, od której zaczęło iść w stronę Jezusa pytanie o zdrajcę, Inicjatorem pytania wydaje się być ostatni apostoł, który aż się podniósł z oburzenia ze swego miejsca i chce już, od razu się dowiedzieć, kto jest tym nikczemnikiem wśród nich. Mówi do Andrzeja zapytaj brata, kto to do diabła jest! Trzeci z tej grupki słysząc to głośne pytanie unosi ręce do góry i gestem mówi nie mam z tym nic wspólnego. To możemy zobaczyć przyglądając się temu dziełu, przypatrzmy się teraz jednak dokładniej i sprawdźmy czy jest tam jakaś kobieta?
Tak?
A gdzie?
Chyba najbardziej kobiece rysy posiada ten najmłodszy apostoł siedzący po prawicy Jezusa, ale czy mógł Leonardo zamiast Jana namalować kobietę? Artysta wszystko może, ale przyjrzyjmy się dokładnie tej niby kobiecej twarzy. Włosy tak mogą być kobiece, czoło również mogłoby być kobiece, przymknięte powieki również, jednak nos jest zdecydowanie za szeroki, za duży jak na proporcje pięknej kobiecej twarzy, kobiety mają zdecydowanie mniejsze noski, a usta? Też są zdecydowanie za szerokie – ja bym takich ust nie pocałował, wzdrygam się na samą myśl, że mógłbym to zrobić. Może Brown Dan lubuje się w takich młodych męskich ustach i pewnie, dlatego stara się w młodzieńcu dopatrzyć wizerunku kobiety? Czyżby problem z rozróżnianiem płci? Ale można go usprawiedliwić, bo w pewnym wieku wielu młodzieńców można pomylić z dziewczynami a skoro nie widać różnicy to zawsze jest szansa na dowolną interpretację. Ale żeby w oparciu o tak mglistą interpretację odwrócić całą historię zbawienia do góry nogami? To już zakrawa na celowe działanie to nie jest jednorazowa pomyłka, ale cała seria idącym za tym celowych przekręceń. Działanie z premedytacją, ale, po co? Kompromitacja dzieła Leonarda? Kompromitacja chrześcijaństwa?
Jeżeli nie wiadomo, o co chodzi to chodzi o pieniądze. Niektórzy za pieniądze zrobią wszystko. Judasz za pieniądze sprzedał Jezusa. Kogo za pieniądze z książki sprzedał Brown dawn? Odpowiedzcie sobie sami. To tyle o kodzie Leonarda.
Wróćmy teraz do nieprzemijającego dzieła, jakim niewątpliwie jest ostatnia wieczerza Leonarda da Vinci. Leonardo był genialnym umysłem i nigdy nie zadawalał się tym, co było wiadome i niejednokrotnie sprawdzone. Taką sprawdzoną metodą niewątpliwie było malowanie fresku temperą na mokrym tynku. Metoda ta pozwalała zachować freski w nienaruszonym stanie na dziesiątki a nawet setki lat. Dzięki temu dzisiaj możemy podziwiać Dżotta, Rafaela, Michała Anioła i wielu innych artystów, którzy namalowali niezwykłe dzieła na ścianach kościołów czy pałaców. Dlaczego zatem Leonardo nie namalował ostatniej wieczerzy temperą na mokrym tynku? Nie mógł, bo ta technika nie pozwalała na taki sposób malowania jak malował Leonardo. Jeżeli ktoś kiedyś malował temperami i olejami wie, jaka jest podstawowa różnica między tymi technikami. Tempery schną szybko, ale po wyschnięciu kolory się zmieniają są bledsze, więc nie można pewnych subtelnych przejść tonalnych namalować, bo po wyschnięci i tak te przejścia stają się jednakowe i tracą przestrzeń. Natomiast olej długo schnie, ale po wyschnięciu kolory się nie zmieniają, więc to, co się namaluje pozostaje takie same po wyschnięciu, poza tym ta technika pozwala na bardzo subtelne malowanie. Leonardo malował subtelnie, uważał, że przedmioty, ludzie otoczeni przez powietrze są jakby zanurzeni w mgiełce i w miarę oddalania się od widza ta mgiełka jest bardziej wyraźna i Leonardo tak starał się malować, stosował bardzo łagodne przejścia między portretem a tłem, te przejścia są tak subtelne, że trudno wyznaczyć jednoznaczną granicę między przedmiotem a tłem. To było jak na owe czasy bardzo nowatorskie malowanie, więc Leonardo musiał zastosować również nowatorską dopiero rozwijającą się technikę olejną i niestety niesprawdzoną na murach. Nawet suche mury zawsze ciągną wilgoć a mokry mur i olej się ze sobą gryzą i bardzo szybko po namalowaniu ostatnia wieczerza zaczęła się sypać. To, co do naszych czasów dotrwało to zaledwie podmalówki a nie wierzchnia warstwa, która po prostu odpadła. Mimo tego fresk ciągle robi wrażenie swą kompozycją ludzi siedzących przy stole, którzy tak naprawdę nie siedzą tylko nadal żyją w tym odległym z przed dwóch tysięcy lat wydarzeniu i powodują, że kto ogląda tę scenę nie może być obojętny, więc można być albo gorącym albo zimnym, ale nie obojętnym. Dzięki temu, że również autor kodu nie był obojętny powstała książka oraz film, który zwrócił ponownie oczy widzów w stronę Leonarda i jego dzieła. Co jeszcze zawarł w tym dziele Leonardo? Pozostanie, na zawsze okryte jego tajemniczą mgiełką.


zdjęcia Ostatniej wieczerzy Leonarda

Licencja: Creative Commons
2 Ocena