Każda droga zaczyna się od rodzącej myśli. Z tej myśli powstaje ruch, który umożliwia przejście dalszej drogi. Czy wyobrażasz sobie rodzącą kobietę, która nagle w trakcie rodzenia oznajmia: "A rozmyśliłam się, nie rodzę".

Data dodania: 2014-04-23

Wyświetleń: 1112

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Prawda, że banalne i niewykonalne? W życiu jest jednak inaczej, bo często zabieramy się za coś z ogromnym zapałem, po czym ten zapał wyparowuje. Zaczynają się pojawiać wymówki typu: „później, nie teraz, nie mam czasu, mam za dużo zajęć” itp. itd. Prawda jest taka, że musimy nauczyć się doprowadzać rzeczy do końca, bo liczy się skuteczność, a nie ilość.

Wiele razy słyszałam od niektórych osób: „czego ja nie robiłem/am w swoim życiu, czym się nie zajmowałem/am”. Dobrze, ale co teraz? Ten brak niestabilności, niepewności i ciągłe skakanie spowodowały, że tak naprawdę takie osoby nie znalazły pomysłu na siebie. Często słyszy się słowa: „szukam własnej drogi…”.

W tej sytuacji pojawiają się następujące pytania: jak długo zamierzasz szukać? gdzie miejsce na poczucie spełnienia? Bo czym jest spełnienie jak nie SZCZĘŚCIEM. Czujesz się szczęśliwy? Jesteś szczęśliwy? Niektórzy w tym momencie mogą oburzyć się i powiedzieć: „a co ja mogę poradzić na to, że akurat w takiej pracy nie czuję się dobrze? przecież to nie moja wina, mam się męczyć? Przecież lepiej jest odejść i szukać czegoś, co będzie lepsze”. Owszem, ale co zrobiłeś, aby zmienić ten stan rzeczy, poza tym, że jesteś „skoczkiem”?

Znane powiedzenie mówi: „Szukajcie, a znajdziecie?”, ale nie jest w nim napisane, gdzie najlepiej i najpierw należy szukać? Dokąd się udać, aby zminimalizować straty? co zrobić, aby nie pogorszyć jeszcze bardziej własnej sytuacji? Czy „szukanie” w takim razie jest szczęściem?

Szczęście to stan umysłu, a jeśli twój umysł cały czas szuka nie wiedząc tak naprawdę dokąd pójść, to jesteś niczym „błądzący w ciemnościach”. W takiej sytuacji warto, naprawdę warto zatrzymać się, zastanowić i czasami zresetować się.

Tracąc czasami pewne rzeczy, często te ważne – takie sytuacje skłaniają nas do działania, ale i refleksji, a także do docenienia tego, co straciliśmy. Podejmowane próby odzyskania na przykład utraconych plików z komputera potrafią podłamać, ale nie załamać.

Pamiętam jak „odpalając” komputer nagle pojawił mi się na monitorze komunikat, że nastąpił jakiś błąd i że trwa próba odzyskiwania zawartości komputera. W tym momencie moje serce zamarło, sama do siebie powiedziałam: „O nie, przecież ja mam tam moje wszystkie najważniejsze artykuły, zdjęcia, e-booki, moją książkę”. Udało mi się odzyskać tylko cześć danych, a dlaczego? Bo wcześniej zapomniałam, tak zapomniałam zgrać moją pracy na dysk zewnętrzny.

Ta sytuacja uświadomiła mi, że często to, co odwlekamy przyjdzie do nas w postaci czasami niemiłego zaskoczenia. Ale też tego typu wydarzenia dają przysłowiowego kopa do nowego działania, przewartościowania pewnych kwestii, znalezienia innych drzwi, innych rozwiązań, pomysłów, czy też odnalezienia zupełnie innego sposobu działania.

No dobrze…. To wydaje się być oczywiste w sytuacjach kiedy wiemy, co chcemy robić lub tak nam się wydaje, że wiemy. Co natomiast w sytuacjach całkowitego zagubienia, czy też wątpliwości, niepewności? Jak wówczas odnaleźć się, jak znaleźć pomysł na siebie?

Strach – to główny sprawca, który nas powstrzymuje. Wówczas pojawiają się myśli typu: „a jak mi się nie uda, a jak polegnę, a jak stracę wszystko, to co wtedy?”. Pamiętasz przykład z rodzącą kobietą? Ona podjęła decyzję razem ze swoim partnerem, że zostaną rodzicami (pomijam już różne sytuacje życiowe). Rodząc nie myślała o tym: „a kim w przyszłości zostanie moje dziecko? Czy odniesie sukces w życiu?”.

W tym momencie ta kobieta skupiła się na jednym – na urodzeniu tego dziecka. To był jej główny cel i zadanie. Oczywiście później z pewnością pojawią się podobne pytania, ale nie w tym momencie. W takich sytuacjach ważne jest, aby w odpowiedniej chwili skoncentrować się na najważniejszym zadaniu i „urodzić swoje dziecko”, o którym się marzyło od dawien dawna, ale odwlekało się to, bo.....

Każde „bo” to kolejna przeszkoda jaką sobie stawiamy, kolejny przystanek, na którym pozornie odpoczywamy, bo tak bardzo jesteśmy zmęczeni trudami życia. Wszystko, tylko nie wyjście z miejsca, w którym jesteśmy obecnie, w którym pozornie jest nam dobrze, ale mimo tego odczuwamy jakiś niedosyt, niespełnienie. Ten komfort to nasz strach, który nie pozwala nam odejść, bo chce, abyśmy zostali z nim, „bo jakże tak samemu być? Kogo wówczas będę straszył? powstrzymywał? hamował?”. Tylko siebie…

Licencja: Creative Commons
0 Ocena