W tym artykule, zainspirowany słowami Maxa Plancka, postanowiłem poszukać uzasadnienia skuteczności hipnozy w teoriach naukowych. Udokumentowane, choć mało znane, eksperymenty z zakresu fizyki kwantowej i zrodzone na ich tle wnioski przerosły moje oczekiwania.

Data dodania: 2013-05-10

Wyświetleń: 1942

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 3

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

3 Ocena

Licencja: Creative Commons

„Wszelka materia powstaje i istnieje jedynie przy pomocy pewnej siły. Musimy uznać istnienie poza tą siłą świadomego i inteligentnego umysłu. Ten umysł jest matrycą wszelkiej materii.” Tymi słowami Max Planck - twórca teorii kwantowej, opisał uniwersalne pole energii, które łączy całe dzieło stworzenia.

Kiedy przeczytałem powyższe słowa zadałem sobie pytanie, jak zjawisko hipnozy może być widziane oczami współczesnej nauki. Hipnoza, owiana aurą tajemniczości, wzbudza wiele kontrowersji, a nic nie rozwiewa uprzedzeń lepiej niż wiedza. Braki wiedzy i niezrozumienie pewnych zjawisk rodzą strach przed ich powszechnym wykorzystaniem. Na przykład kiedy pojawiły się lampy elektryczne, zabraniano zbliżania się do nich, a włączanie i wyłączanie, w obawie o własne zdrowie, zlecano służbie. Dzisiaj nie można wyobrazić sobie normalnego życia bez elektryczności. Jestem przekonany, że lepsze poznanie zjawiska hipnozy również pozwoli na szerokie i powszechne wykorzystanie drzemiącego w niej potencjału.

John Wheeler, profesor Uniwerytetu w Princeton i kolega Einsteina, odnosząc się do eksperymentów z końca XX wieku, pokazujących nam, jak zwyczajne patrzenie na coś zmienia tę rzecz, stwierdził, że czas już rozbić szybę oddzielającą nas od świata i zajrzeć do wewnątrz jako uczestnik – a nie obserwator. Jest rzeczą niemożliwą, abyśmy po prostu oglądali świat wokół nie będąc jednocześnie jego uczestnikiem. Eksperymenty w fizyce kwantowej faktycznie pokazują, że samo zwyczajne patrzenie na coś tak małego, jak elektron - przez samo skupienie naszej świadomości na tym, co on robi choćby przez chwilę w czasie - zmienia jego właściwości w trakcie oglądania. Choć może się to wydawać kontrowersyjne, eksperymenty z zakresu fizyki kwantowej pokazują, iż sam akt obserwowania jest aktem tworzenia i że świadomość dokonuje owej kreacji. Te odkrycia wydają się popierać tezę Wheelera, iż nie możemy się już dłużej uważać wyłącznie za widzów niemających wpływu na świat, który obserwujemy.

Inny fizyk David Bohm, doktor nauk fizycznych Uniwerytetu w Berkeley, pozostawił po sobie dwie nowatorskie teorie oferujące niemal holistyczne spojrzenie na wszechświat i naszą w nim rolę. Pierwszą Bohm określił jako „twórcze działanie ukrytych poziomów rzeczywistości". Wierzył on w istnienie głębszych lub wyższych poziomów stworzenia, które utrzymują wzór formy tego, co dzieje się w naszym świecie. To właśnie na tych subtelnych poziomach rzeczywistości bierze początek nasz fizyczny świat. Jego druga teoria była objaśnieniem wszechświata jako pojedynczego, zjednoczonego systemu natury, połączonego wzajemnie w sposób, który nie zawsze jest oczywisty. Bohm odkrył, że gdy cząsteczki były w stanie plazmy, zachowywały się nie tyle jak oddzielne jednostki, ale raczej jak połączone ze sobą wzajemnie, jakby były częścią większej istoty. Eksperymenty te stały się podstawą jego publikacji „Wholeness and the Implicate Order” (Ukryty porządek). Bohm zaproponował, iż jeśli moglibyśmy zobaczyć wszechświat jako całość z wyższego punktu widzenia, wówczas obiekty w naszym świecie ukazywałyby się w istocie jako projekcja tego, co dzieje się w innym wymiarze, którego nie możemy obserwować. Uważał zarówno widzialne, jak i niewidzialne za wyraz większego, bardziej uniwersalnego porządku. Aby je rozróżnić, nazwał te dwa wymiary „ukrytym" i „jawnym”.

Myślimy, że wszystkie rzeczy, które widzimy i których możemy dotknąć, takie jak skały, oceany, lasy, zwierzęta i ludzie - są oddzielne w naszym świecie. Jednakże jakkolwiek odmienne od siebie mogą się one wydawać, Bohm sugerował, iż są powiązane w głębszej rzeczywistości w sposób, którego po prostu nie możemy zobaczyć z naszego miejsca w świecie. Uważał wszystko, co wydaje się nam oddzielne, za część większej całości, którą nazwał ukrytym porządkiem.

W 1970 roku Bohm przedstawił jeszcze jaśniejszą metaforę, aby opisać wszechświat rozumiany jako rozprzestrzeniony, a jednak będący niepodzielną całością. Rozmyślając nad współzależną naturą kreacji, nabrał większego przekonania, iż wszechświat działa jak wielki kosmiczny hologram. W hologramie każda część tego, czymkolwiek jest dany obiekt, zawiera ten obiekt w całości, jedynie w mniejszej skali. Według Bohma to, co widzimy jako świat, jest w rzeczywistości projekcją czegoś nawet bardziej realnego, co odbywa się na głębszym poziomie kreacji. To ten głębszy poziom jest według niego poziomem pierwotnym - ukrytym. W tym ujęciu, nowego znaczenia nabierają sformułowania „jako w niebie, tak i na ziemi" oraz „jak wewnątrz, tak i na zewnątrz". Głębsze zrozumienie tego faktu prowadzi do wniosku nr 1, że mamy już w sobie wszystkie potencjały i możliwości. Wystarczy po nie sięgnąć. Przypomnę w tym miejscu, iż cały czas omawiam teorie fizyki kwantowej. Ale okazuje się, że współczesna fizyka kwantowa sięgnęła już tak głęboko, że zaczęła objaśniać niektóre starożytne teksty.

Implikacją zarówno fizyki kwantowej, jak i starożytnych tekstów, jest to, iż w niewidzialnym wymiarze tworzymy plan naszych związków, kariery, sukcesów i porażek w widzialnym świecie. Z tej perspektywy, wszechświat działa jak wielki kosmiczny ekran, który pozwala nam ujrzeć niefizyczną energię naszych emocji i przekonań wyświetloną w naszym realnym, fizycznym świecie.

Innymi słowy, jesteśmy jak twórcy wyrażający najgłębsze namiętności, lęki, marzenia i pragnienia poprzez żywą matrycę kwantowej rzeczywistości. Jednak jesteśmy jednocześnie twórcą, jak i stworzoną przez nas rzeczywistością. To nierozerwalne połączenie prowadzi do wniosku nr 2, że nieustannie tworzymy naszą własną rzeczywistość, a jednocześnie jej wpływ kształtuje nas samych.

Ktoś może zauważyć, że nie mamy wpływu na naszą rzeczywistość. Czy aby na pewno? Pytanie powinno jednak brzmieć – „W jakim stopniu mam przekonanie, że mam wpływ na własne życie?”. Czy kiedy ubieramy się – nie mamy wpływu na rzeczywistość? Przecież sami wybieramy, jakie ubranie mamy dziś na sobie. Czas uświadomić sobie, że sami nałożyliśmy na siebie ramy, które zbudowały w nas przekonanie o ograniczoności naszego wpływu na własne życie. Czy mamy skłonności do oddawania swojego losu w czyjeś ręce? Czy przyswajamy wiedzę oferowaną nam przez innych bez jej sprawdzenia? Czasem wygodniej jest się dać prowadzić, ponieważ to zwalnia od myślenia i wysiłku.

Zawsze w takich chwilach przypomina mi się, że często słyszę „to niemożliwe”. Według wielu żeglarzy w czasach Kolumba niemożliwa była żegluga oceaniczna. A jednak Kolumb przepłynął przez ocean. Podobnie w XIX wieku panowało powszechne przekonanie, że żadna maszyna cięższa od powietrza nie może latać. Aż do 1903 roku, kiedy bracia Wright pokazali swoim samolotem, że to możliwe. W takim razie co jest możliwe, a co niemożliwe? Albert Einstein stwierdził: „Wiadomo, że taki a taki pomysł jest nie do zrealizowania. Ale żyje sobie jakiś nieuk, który o tym nie wie. I on właśnie dokonuje tego wynalazku.” Dlaczego? Bo nie wiedział, że to „niemożliwe”. Nie było w nim negatywnego przekonania o ograniczoności. Ktoś inny powiedział, że chodząc najbardziej wydeptanymi ścieżkami, nie osiągniesz nic więcej od swoich poprzedników. Kolejny wniosek (nr 3) nasuwa się sam – sami jesteśmy autorami naszych własnych ograniczeń.

Ale jak pokonać nasze ograniczenia? Przede wszystkim nie musimy ich pokonywać, ale zrozumieć. Jeśli chcemy coś pokonać – nasze działania skierowane są przeciwko czemuś. Działając przeciwko wykorzystujemy zasadę akcji i reakcji naszego dualnego świata. Oddajemy naszą energię i uwagę temu, co chcemy pokonać. Jakie to ironiczne, prawda? Nie walczmy z chorobą, tylko działajmy i myślmy zdrowo. Nie walczmy ze złamaną nogą, tylko pragnijmy, by jak najszybciej była zrośnięta i sprawna. Nie rozpaczajmy nieustannie nad nieszczęściem, tylko skupmy się na budowaniu szczęścia. Podsumowując, (wniosek nr 4) skierujmy swoją uwagę na to, co chcemy osiągnąć, a nie na to co nam się nie podoba.

Jak to zrobić? Nasze tradycyjne mądrości przypominają nam, iż rzeczywiście istnieje język, który przemawia do matrycy wszechświata, język bez słów i gestów. Ma on formę tak prostą, iż wszyscy już od dawna wiemy, jak się nim posługiwać. Jednak nikt nas nie uczy, jak go wykorzystać i co możemy dzięki niemu osiągnąć. Jest to język naszych emocji.

Współczesna nauka odkryła, iż poprzez każdą emocję, jakiej doświadczamy w ciele, podlegamy również różnym biochemicznym zmianom, jak pH i hormony i przewodność skóry. Poprzez „pozytywne" doświadczenia miłości, współczucia i wybaczenia oraz „negatywne" emocje nienawiści, osądzania i zazdrości, każdy z nas ma moc afirmacji lub negowania swojego istnienia w każdej chwili, każdego dnia. Co ciekawe, moc naszych emocji oddziałuje nie tylko w naszym ciele, ale również w kwantowym świecie poza nim.

Dean Radin, naukowiec w Institute of Noetic Sciences, był pionierem w badaniach nad alokalnością świata. Alokalność oznacza, iż rzeczy, które wydają się być oddzielone, w rzeczywistości nie są oddzielone. Cząsteczki światła (fotony), ulegają bilokacji – czyli są w dwóch różnych miejscach, oddzielone od siebie odległością wielu mil, dokładnie w tym samym momencie. Istnieją takie aspekty nas samych, sugeruje Radin, które wykraczają poza tu-i-teraz i pozwalają nam się rozprzestrzeniać w czasie i przestrzeni. Innymi słowy to „ja", żyjące w naszej osobie fizycznej, nie jest zewnętrzną powłoką naszego ciała. Kolejna teoria z dziedziny fizyki zwracająca uwagę swoim filozoficznym charakterem.

Od DNA naszego ciała po atomy wszystkiego innego, wszystkie rzeczy w naturze wydają się wymieniać informacje szybciej, niż przepowiadał Albert Einstein - że wszystko w każdej chwili może się przemieszczać - szybciej niż z prędkością światła. Podczas niektórych eksperymentów dane docierały na miejsce przeznaczenia, zanim opuściły miejsce pochodzenia! Wynika stąd, że musi być jakiś czynnik, który je łączy. W jakiś sposób w tkaninie wszechświata musi istnieć połączenie między przeszłymi wyobrażeniami a obecnymi i przyszłymi rzeczywistościami. Einstein mocno wierzył, iż przeszłość i przyszłość są intymnie splecione jako tworzywo czwartego wymiaru. Rzeczywistość tą nazwał czasoprzestrzenią. „Rozróżnienie pomiędzy przeszłością, teraźniejszością a przyszłością" - powiedział - „jest tylko uporczywie utrzymującą się iluzją".

Można więc pokusić się o wniosek nr 5, że jesteśmy połączeni nie tylko ze wszystkim, co widzimy teraz w naszym życiu, ale również ze wszystkim, co kiedykolwiek istniało i dopiero zaistnieje.

W XVII wieku sir Izaak Newton, znany wszystkim z podręczników szkolnych, używał słowa „eter", aby opisać niewidzialną substancję, dzięki której może istnieć wszechświat. Był on również przekonany, że eter jest odpowiedzialny za grawitację i za odczucia ciała. Myślał o tym jak o żywym duchu, chociaż miał świadomość, iż narzędzia potrzebne dla potwierdzenia istnienia eteru nie były dostępne w jego czasach.

Ale w XIX wieku pojawił się człowiek, który rozwinął badania nad eterem. James Clerk Maxwell zaproponował teorię elektromagnetyczną, która w sposób naukowy przedstawiała eter jako czynnik łączący wszystko we wszchświecie. Opisał go jako „materialną substancję subtelniejszego rodzaju niż ciała widzialne, przypuszczalnie istniejącą w tych obszarach przestrzeni, które pozornie są puste". Dla odprężenia proponuję małą zagadkę – czego jest najwięcej w naszym otoczeniu. Właśnie przestrzeni. Jednak czy ta przestrzeń jest taka pusta, jak nam się wydaje?

„Mogę jedynie uważać, iż eter, który może być siedliskiem pola elektromagnetycznego z jego energią i wibracjami, jest obdarzony pewnym stopniem substancjalności, jakkolwiek odmienny może być od zwykłej materii" - stwierdził laureat Nagrody Nobla fizyk Hendrik Lorentz na początku XX wieku. Równania Lorentza dały Einsteinowi narzędzie do rozwinięcia jego rewolucyjnej teorii względności.

Nawet później, gdy teorie Einsteina wydawały się nie brać pod uwagę eteru we wszechświecie, on sam wierzył, że odkryte zostanie to, co wypełnia pustkę przestrzeni. Twierdził: „Przestrzeń bez eteru jest nie do pomyślenia". Lorentz i starożytni Grecy myśleli o tej substancji jako o nośniku, przez który poruszają się fale, Einstein twierdził, iż eter jest konieczny dla istnienia praw fizyki: „W takiej przestrzeni [bez eteru] nie tylko nie byłoby rozprzestrzeniania się światła, ale również możliwości istnienia norm czasu i przestrzeni".

Przeprowadzony ponad 100 lat temu eksperyment eterowy został nazwany od nazwisk dwóch naukowców, którzy go opracowali, Alberta Michelsona i Edwarda Morleya. Jedynym celem eksperymentu Michelsona-Morleya było ustalenie, czy tajemniczy eter wszechświata faktycznie istnieje. Jeśli eter istnieje naprawdę, wówczas musi istnieć energia będąca wszędzie i nieruchoma. A jeśli to prawda, wówczas przejście ziemi przez to pole w przestrzeni powinno tworzyć ruch, który można by zmierzyć. Dokładnie tak, jak możemy wykrywać powietrze falujące nad rozgrzanym asfaltem, powinniśmy być w stanie wykryć zaburzenia eteru. Michelson i Morley nazwali ten hipotetyczny fenomen wiatrem eterowym.

Pilot każdego samolotu wie, że kiedy samolot leci wraz z prądem atmosferycznym, czas potrzebny na dotarcie z jednego miejsca w drugie może być o wiele krótszy. Jednakże kiedy leci on pod prąd, opór wiatru może wydłużyć lot. Michelson i Morley wydedukowali, iż gdyby mogli wystrzelić promień światła w dwóch kierunkach jednocześnie, różnica w czasie dotarcia do celu każdego promienia powinna pozwolić eksperymentatorom wykryć obecność i prąd wiatru eterowego. Podczas gdy sama idea doświadczenia była dobrym pomysłem, wyniki zaskoczyły wszystkich. Ostatecznie sprzęt Michelsona i Morleya nie wykrył wiatru eterowego. Podczas gdy ów eksperyment może być określony jako „porażka" pod względem udowodnienia istnienia eteru, pokazywał on w istocie, iż eter mógł po prostu nie zachowywać się w sposób, w jaki naukowcy początkowo oczekiwali.

Akceptując ten eksperyment jako dowód na nieistnienie eteru, współcześni naukowcy działają w założeniu, iż wszystkie rzeczy we wszechświecie wydarzają się niezależnie od siebie. Akceptują całkiem logiczną tezę, iż to, co jedna osoba robi w jednej części świata, jest zupełnie niezwiązane z innymi obszarami i nie ma wpływu na nikogo po drugiej stronie naszej planety. Bezspornie ten eksperyment stał się bazą dla światopoglądu mającego głęboki wpływ na nasze obecne życie i współczesny świat. Jednak takie podejście nie wyjaśnia choćby fenomenu instynktu, który wzbudza podobne zachowania u różnych zwierząt – nawet pozbawionych kontaktu z przedstawicielami swojego gatunku.

Jednak najnowsze doświadczenia pokazują, że twierdzenie o rozdzielności zjawisk w świecie jest błędne. Nowe badania sugerują, że eter lub coś w tym rodzaju rzeczywiście istnieje, jednak w formie dalekiej od oczekiwań.

W 1986 roku magazyn "Nature" opublikował skromny raport zatytułowany po prostu „Szczególna relatywność". Jego następstwa całkowicie wstrząsają podstawami eksperymentu Michelsona-Morleya, podobnie jak wszystkim, co myślimy o naszym połączeniu ze światem. W artykule tym opisano eksperyment wykonany przez naukowca o nazwisku Ernest Wilbur Silvertooth. Powielając eksperyment z 1887 roku - ale z użyciem lepszych przyrządów - Silvertooth doniósł, iż wykrył ruch w polu eterowym. Co więcej, był on dokładnie połączony z ruchem Ziemi w kosmosie, właśnie tak, jak przewidziano. Ten eksperyment oraz inne od tamtej pory, sugeruje, iż eter istnieje rzeczywiście, tak jak postulował Planck w 1944 roku.

Definicja fizyki kwantowej zawiera się w jej nazwie. „Quantum” znaczy „nieciągła ilość energii elektromagnetycznej" - jest to budulec, z którego zrobiony jest nasz świat, gdy sprowadzimy go do jego esencji. Fizycy kwantowi szybko odkryli, że to, co wydaje się nam stałym światem, nie jest wcale takie stałe. Następujący przykład może nam pomóc zrozumieć, dlaczego. Program telewizyjny lub zapis na płycie DVD to w rzeczywistości nieruchome obrazy. Są one jednak odtwarzane tak szybko, że mózg nie rejestruje ich jako pojedynczych ani nie rejestruje przerw w ich wyświetlaniu. Wykorzystując bezwładność ludzkiego wzroku, mózg łączy te obrazy w płynny ruch, który postrzegamy. Jednak to, co człowiek widzi jako płynny ruch na ekranie, dla pszczoły już nim nie będzie. Pszczoła mając inne właściwości widzenia, nadal nasz film będzie widziała jako przeskakujące i nieruchome klatki.

Fizycy kwantowi wierzą, iż nasz świat działa dokładnie w ten sam sposób. Wszystko, co widzimy, jest ciągiem pojedynczych i bardzo częstych kwantowych błysków. Takie postrzeganie świata opisał Max Planck w roku 1900 w swojej teorii świata jako rozbłysków energii zwanych kwantami. Eksperymenty na poziomie kwantowym pokazują, iż materia istnieje raczej jako prawdopodobieństwa i tendencje, aniżeli rzecz absolutna, sugerując, że nasza rzeczywistość może nie być ostatecznie tak realna ani tak trwała. Fizyk Konrad Finagle określił z kolei przestrzeń jako coś, co powstrzymuje wszystko przed wydarzaniem się w jednym miejscu.

Max Planck stwierdził, iż istnienie pola sugeruje, że inteligencja odpowiada za nasz fizyczny świat. „Musimy uznać poza tą siłą istnienie świadomego i inteligentnego Umysłu. Ten Umysł jest matrycą wszelkiej materii .”

W 2004 roku międzynarodowy zespół naukowców opisał w magazynie "Nature" pierwsze udokumentowane doświadczenie teleportacji kwantowej. Było to udane przeniesienie stanu kwantowego na dowolną odległość z wykorzystaniem stanu splątanego. Udowodniono możliwość wysłania kwantowej informacji o cząsteczce do odległych miejsc w tym samym czasie. Mówiąc prościej, można spowodować, aby dowolna materialna cząsteczka ujawniła się w dowolnym miejscu świata. I nie koniec na tym. Inne eksperymenty wykazały istnienie cząsteczek kopiujących się z jednego miejsca w drugie i dokonujących bilokacji. Wszystkie te badania łączy wspólny czynnik. Mianowicie musi istnieć przekaźnik, nośnik lub coś, przez co cząsteczki będą mogły się przemieszczać. I tu właśnie leży być może największa tajemnica współczesnych czasów, odkąd konwencjonalna fizyka stwierdziła, iż takie medium nie istnieje.

W 1997 roku pisma naukowe na całym świecie opublikowały wyniki czegoś, co według opinii tradycyjnych fizyków nie powinno się zdarzyć. Przedstawione ponad trzem tysiącom czterystu dziennikarzom, wykładowcom, naukowcom i inżynierom w ponad 40 krajach doświadczenie  zostało przeprowadzone przez Uniwersytet Genewski w Szwajcarii nad cząsteczkami światła zwanymi fotonami, z których zbudowany jest nasz świat - z rezultatami, które nadal wstrząsają podstawami współczesnej nauki .

Naukowcy specjalnie podzielili pojedynczy foton na dwie cząsteczki, tworząc „bliźnięta" o identycznych właściwościach. Następnie, wystrzelili obie cząsteczki w przeciwnych od siebie kierunkach. Zanim każdy z bliźniaczych fotonów osiągnął swój cel, dzieliła je odległość ok. 22 km. Na końcu drogi bliźnięta były zmuszone „wybrać" pomiędzy przypadkowymi drogami, które były dla obydwu pod każdym względem identyczne. To, co czyni ten eksperyment tak interesującym, to fakt, iż gdy bliźniacze cząsteczki osiągnęły punkty, gdzie miały podążać jedną z dwóch dróg, obie dokonały dokładnie tego samego wyboru i poruszały się taką samą drogą w tym samym czasie. Rezultaty były bezbłędnie identyczne za każdym razem, kiedy przeprowadzano to doświadczenie. Nawet jeśli konwencjonalna wiedza stwierdza, iż bliźnięta są od siebie oddzielone i nie mają ze sobą kontaktu, działają tak, jakby wciąż były połączone. Fizycy nazywają to tajemnicze połączenie „kwantowym splątaniem". Kierownik projektu, Nicholas Gisin, wyjaśnia: „Co jest fascynujące, to to, że splątane fotony tworzą jeden i taki sam obiekt. Nawet gdy bliźniacze fotony są oddzielone geograficznie, jeśli jeden z nich jest zmodyfikowany, drugi foton automatycznie podlega tej samej zmianie". Dr Raymond Chaio z Uniwersytetu w Berkeley opisuje dalej rezultaty eksperymentów genewskich jako „jedną z głębokich tajemnic mechaniki kwantowej. Te połączenia są faktami natury udowodnionymi przez doświadczenia, ale wyjaśnienie ich filozoficznie jest bardzo trudne" .

Aż do chwili przeprowadzenia tego eksperymentu istniało przekonanie, że jeśli dwie rzeczy są fizycznie oddzielone w świecie, wówczas nie wpływają na siebie wzajemnie. Jednak jeśli na siebie wpływają – muszą być jakoś połączone. Prowadzi to nas do wniosku nr 6, że wizerunek powstający w umyśle jednego człowieka może oddziaływać na umysł drugiego człowieka.

Vladimir Poponin i Piotr Garjajev poszli jeszcze dalej w swoich badaniach. W czasopiśmie, które ukazało się w Stanach Zjednoczonych w 1995 roku, opisali serię eksperymentów przeprowadzanych w Rosyjskiej Akadmii Nauk, wskazujących na to, że ludzkie DNA bezpośrednio wpływa na świat fizyczny poprzez coś, co wydaje się być nowym polem energii. We wstępie do swego raportu „Efekt fantomowy DNA” Poponin napisał: „Wierzymy, iż to odkrycie ma kolosalne znaczenie dla wyjaśnienia i głębszego zrozumienia mechanizmów stojących za fenomenami energii subtelnej, włączając w to wiele zaobserwowanych fenomenów uzdrawiania". Poponin i Garjajev zamierzali w swoim eksperymencie sprawdzić zachowanie DNA wobec cząsteczek światła - fotonów. W tym celu usunęli powietrze ze specjalnie zaprojektowanej tuby, tworząc próżnię i pozostawiając w tubie jedynie fotony. Następnie ustalili rozmieszczenie tych fotonów w tubie. Fotony były rozrzucone w sposób całkowicie nieuporządkowany. W następnej części doświadczenia, wewnątrz zamkniętej tuby umieszczono razem z fotonami próbki ludzkiego DNA. W obecności DNA cząsteczki światła zrobiły coś, czego nikt się nie spodziewał: zamiast rozproszonego układu, obserwowanego wcześniej przez ekipę, cząsteczki ułożyły się inaczej w obecności żywego materiału. DNA miało bezpośredni wpływ na fotony, kształtując je w regularne wzory dzięki niewidzialnej sile. Konwencjonalna fizyka nie potrafi wyjaśnić takiego efektu. A jednak okazało się, że DNA - substancja znajdująca się w każdej komórce naszego ciała - ma bezpośredni wpływ na kwantowy materiał, z którego nasz świat jest zbudowany. Kolejna niespodzianka nastąpiła, kiedy DNA zostało usunięte z pojemnika. Wg przewidywań naukowców cząsteczki światła miały powrócić do poprzedniego nieuporządkowanego układu wewnątrz całej tuby. Tymczasem fotony pozostały uporządkowane, zupełnie tak, jakby DNA pozostawało nadal w tubie. Po sprawdzeniu urządzeń i wyników, Poponin i jego koledzy stanęli przed zadaniem wyjaśnienia tego, co zaobserwowali. Co wpływało na cząsteczki światła, gdy DNA zostało usunięte z tuby? Czy DNA pozostawiło coś po sobie, jakąś trwałą siłę, która utrzymywała się po usunięciu fizycznego materiału? A może miało miejsce jeszcze bardziej tajemnicze zjawisko? Czy DNA i cząsteczki światła były wciąż połączone w jakiś sposób, którego nie rozpoznajemy, chociaż zostały fizycznie rozdzielone?

W podsumowaniu Poponin napisał, że on i pozostali badacze zostali „zmuszeni do zaakceptowania hipotezy, iż została wzbudzona jakaś nowa struktura pola". Ponieważ efekt wydawał się bezpośrednio związany z obecnością żywego materiału, zjawisko to zostało nazwane „fantomowym efektem DNA". Nowa struktura pola Poponina brzmi zaskakująco podobnie do „matrycy", którą Max Planck zidentyfikował ponad 50 lat wcześniej. Wniosek nr 7 może wobec powyższego przyjąć formę stwierdzenia, że ludzkie DNA ma zdolność wpływania na materialną rzeczywistość.

Rosyjscy naukowcy odkryli też, że nasze DNA wywołuje zakłócenia w próżni, produkując przez to namagnetyzowane dziury czasoprzestrzenne. Dziury te sa mikroskopijnymi równoważnikami tak zwanego mostu Einsteina-Rosena. Są to połączenia tunelów pomiedzy różnymi rejonami wszechświata, przez które to tunele informacje mogą być transmitowane poza czasem i przestrzenią. DNA przyciąga te kawałki informacji i przesyła je do naszej świadomości. Rosjanie odkryli także, że informacje mogą być przesyłane poprzez osoby, których DNA "jest włączone". To może wyjaśniać jak uzdolnione psychicznie dzieci wymieniają sie pomysłami poprzez niewidzialną sieć. Świadome uzdrawianie, telepatia i inne tzw. „fenomeny” mogą doczekać się wyjaśnienia. Na dodatek, istnieje ewidencja odnośnie zupełnie nowego typu medycyny, w której można wpływać na DNA i zmieniać jego program poprzez słowa i częstotliwości bez wykorzystania manipulacji w postaci przycinania białek i zastępowania pojedynczych genów. Jedynie 10% naszego DNA używane jest do budowy białek. I tylko ta część DNA jest przedmiotem zainteresowania zachodnich naukowców. Pozostałe 90% uważane jest za „odpadowe DNA”. Jednakże rosyjscy naukowcy, przekonani, że natura nie jest głupia, połączyli siły lingwistów i genetyków w ambitnym przedsięwzięciu przebadania tych 90% śmieciowego DNA. Ich rezultaty, odkrycia i konkluzje są po prostu rewolucyjne. Stosownie do tychże odkryć, nasze DNA jest nie tylko odpowiedzialne za konstrukcję naszego ciała, ale służy również jako baza przechowywania danych oraz komunikacji. Rosyjscy lingwiści odkryli, że kod genetyczny – a w szczególności owe bezużyteczne 90% – podlega tym samym prawom, co wszystkie nasze ludzkie języki. Aby dojść do takiego wniosku, porównywali oni reguły składni, semantyki i podstawowych zasad gramatyki. Odkryli oni, że zasady (chemiczne) naszego DNA oparte są na regularnej gramatyce i posiadają ustalone reguły, podobnie, jak nasze języki.

Rosyjski biofizyk i biolog molekularny dr Piotr Garjajev i jego koledzy badali również wibracyjne zachowanie się DNA. W wielkim skrócie, założenie miało brzmieć: „żywe chromosomy funkcjonują podobnie jak holograficzne komputery.” Oznacza to, że byli oni w stanie, np. modulować pewne wzorce częstotliwości (takie jak dźwięk) w formie podobnej do promienia laserowego, które wpływały na częstotliwości DNA, a zatem i na samą informację genetyczną. Jako że podstawowa struktura par zasad DNA oraz języka – jest tą samą strukturą, nie ma potrzeby żadnego dekodowania DNA. Można po prostu używać słów i zdań ludzkiego języka! To również zostało eksperymentalnie dowiedzione. Zdecydowanie należy to podkreślić w formie wniosku (nr 8) – dowiedziono, że słowo wpływa na DNA. Żyjąca substancja DNA (w żywej tkance, a nie w probówce) będzie zawsze reagować na modulowane językiem promienie laserowe, a nawet na fale radiowe, jeśli użyte zostaną właściwe częstotliwości (np. dźwięk). To ostatecznie i naukowo wyjaśnia, dlaczego afirmacje, hipnoza itp. mogą wywierać taki silny efekt na ludzi i ich ciała. Jest to bowiem całkiem normalna i naturalna kwestia, że nasze DNA reaguje na język. Podczas, gdy zachodni naukowcy wycinają pojedyncze kawałki DNA i wstawiają je w inne miejsca, Rosjanie entuzjastycznie stworzyli urządzenia, które wpływają na metabolizm komórkowy poprzez modulowane częstotliwości radiowe i świetlne, reperując w ten sposób zaistniałe uszkodzenia. Udało im się nawet odkryć wzorce informacyjne szczególnego DNA i transmitować je do DNA innej komórki, reprogramując tym samym komórkę do innego genu. Tak więc z powodzeniem transformowali oni np. embriony żaby w embriony salamandry, transmitując po prostu wzorce informacyjne DNA. W ten sposób całkowita informacja została transmitowana bez jakichkolwiek efektów ubocznych lub dysharmonii, które mają miejsce przy cięciu i łączeniu pojedynczych genów DNA. Reprezentuje to niewiarygodną, przeistaczającą świat rewolucję i sensację: poprzez stosowanie po prostu wibracji (częstotliwości dźwięku) i języka, dostępnych dla każdego możemy wpływać na swoje ciało i otoczenie.

Ten eksperyment wskazuje na ogromną potęgę genetyki falowej, która w sposób oczywisty ma większy wpływ na formowanie się organizmów niż biochemiczne procesy sekwencji zasadowej. Ezoteryczni i duchowi nauczyciele wiedzieli od wieków, że nasze ciało podlega programowaniu poprzez język, słowa i myśli. To zostało obecnie naukowo dowiedzione i wyjaśnione. Oczywiście, sama częstotliwość musi być poprawna. I oto dlaczego nie wszyscy odnoszą podobne sukcesy lub mogą dokonywać tego zawsze z tą samą siłą. Indywidualna osoba musi pracować nad procesami wewnętrznymi i swym rozwojem po to, aby ustabilizować świadomą komunikację z DNA. Rosyjscy naukowcy pracują nad znalezieniem metody, która nie byłaby uzależniona od tych czynników, ale która mogłaby działać zawsze, pod warunkiem, że użyje się poprawnej częstotliwości. Ale im wyżej rozwinięta bywa indywidualna świadomość, tym mniejszą ma ona potrzebę jakichkolwiek urządzeń zewnętrznych: jest ona w stanie osiągnąć te same rezultaty samodzielnie.

W innym eksperymencie skupiono się na przeanalizowaniu wpływu emocji na komórki w ciele człowieka. Badania wykazały ponad wszelką wątpliwość, że ludzka emocja ma bezpośredni wpływ na sposób funkcjonowania komórek. W latach 90-tych XX wieku naukowcy współpracujący z armią amerykańską badali, czy siła naszych uczuć ma nadal wpływ na żywe komórki, a w szczególności DNA, mimo że owe komórki nie są już częścią ciała. Innymi słowy, czy emocja ma nadal pozytywny lub negatywny wpływ na próbki tkanek, które zostały oddzielone od ciała? Logika podpowaiada, że gdy jakiś fragment naszej tkanki został usunięty z ciała, żadne połączenie już nie istnieje. Jednakże wnioski z kolejnego eksperymentu ukazują całkiem inną prawdę. W raporcie z badań z 1993 roku, przedstawionym w czasopiśmie "Advances", armia opisała eksperymenty, które przeprowadzono, aby precyzyjnie ustalić, czy połączenie emocji i DNA nadal trwa pomimo separacji, a jeśli tak, to na jakie odległości. Dr Cleve Backster opracował ten eksperyment w efekcie opublikowania swojej pionierskiej pracy dotyczącej wpływu ludzkich intencji na rośliny. Badacze zaczęli od pobrania wymazu tkanki i DNA z jamy ustnej wolontariusza. Próbka ta została wyizolowana i przeniesiona do innej sali w tym samym budynku, gdzie zaczęto badać fenomen, jaki według nowoczesnej nauki nie powinien mieć miejsca. W specjalnie zaprojektowanej komorze DNA było elektrycznie mierzone, aby sprawdzić, czy odpowiada na emocje osoby, od której pochodzi, czyli dawcy będącego w innym pokoju. W tym pokoju dawcy pokazano szereg obrazów wideo wywołujących silne reakcje emocjonalne. DNA funkcjonowało, jakby wciąż było połączone z jego ciałem. Co ciekawsze, identyczne wyniki uzyskiwano niezależnie od dzielącej dawcę i próbkę DNA odległości, która w pewnym momencie wynosiła 560 kilometrów. Jakby tego było mało, czas reakcji mierzono zegarem atomowym i niezależnie od odległości wynosił on zero. Czyli przeżycia emocjonalne dawcy powodowały natychmiastowe reakcje w próbce DNA niezależnie od odległości. Nasuwa się pytanie – jak to możliwe?

Najprostsze i najtrafniejsze wyjaśnienie zakłada, że jeśli istnieje kwantowe pole energii łączące całą materię, wówczas wszystko musi być połączone. Współpracownik Cleve'a Backstera, dr Jeffrey Thompson podsumował: „Nie istnieje miejsce, w którym czyjeś ciało naprawdę się kończy, ani miejsce, w którym się zaczyna". Mam wrażenie, że nie spodziewałem się takich rewelacyjnych teorii serwowanych przez fizyków. A jednak. Próba sformułowania wniosku dotyczącego tego doświadczenia przypomniała mi o pewnej ważnej i zaskakującej kwestii. Wiele udokumentowanych medycznie przeszczepów serca i innych organów zawiera informacje o niespodziewanych zmianach zachodzących w zachowaniu i osobowości biorców po przeszczepie. Mogłoby się wydawać, że przeszczepiony organ to tylko zestaw tkanek i białek. Jednak jak wyjaśnić, że stateczny mężczyzna po wszeczepieniu serca od nagle zmarłego motocyklisty – zapragnął jeździć motocyklem, mimo, że nawet nie miał takiego prawa jazdy? Wydaje się uzasadnionym wobec tego sformułować wniosek nr 9, że nasze emocje i uczucia mogą wpływać realnie na nasze DNA oraz na wszystko, z czym się zetknęliśmy, za pośrednictwem nieznanej formy energii poza czasem i przestrzenią.

Implikacje płynące z tego eksperymentu są rozległe i dla niektórych mogą być trudne do przyjęcia. Niemal każdego dnia większość z nas kontaktuje się z tuzinami, a czasem setkami innych ludzi - a często jest to kontakt fizyczny. Za każdym razem, gdy dotykamy innej osoby, nawet po prostu wymieniając uścisk dłoni, ślad tego indywidualnego DNA pozostaje z nami w formie pozostawionych przez tę osobę komórek skóry. Jak długie i jak silne może być to oddziaływanie? Ktoś może powiedzieć – ja przecież nie mam żadnego organu innej osoby, a ręce myję często. Ale pozostawię kwestii rozmyślań egzystencjanych spostrzeżenie, że zostaliśmy poczęci z komórek naszych rodziców i całe nasze ciało składa się z ich materiału genetycznego, a ciała naszych rodziców z ich rodziców.

Kolejny eksperyment można bezpośrednio odnieść do wpływu stanu odprężenia hipnotycznego i pozytywnych sugestii podawanych podczas terapii do podświadomości osoby zahipnotyzowanej. W poniższym eksperymencie stosowano emocje koherentne, które można porównać do stanu transu hipnotycznego. W 1991 roku utworzono organizację o nazwie Institute of HeartMath (Instytut Matematyki Serca), w specyficznym celu zbadania mocy, jaką mają ludzkie uczucia nad ciałem oraz roli, jaką te emocje mogą odgrywać w naszym świecie. Postanowiono skoncentrować swoje badania szczególnie na miejscu w naszym ciele, w którym emocja i uczucie zdają się powstawać, a mianowicie na ludzkim sercu. Jednym z najbardziej znaczących odkryć ogłoszonych przez Heart Math jest odkrycie pola energii o kształcie obwarzanka, które otacza serce i rozciąga się poza ciało. To pole energii elektromagnetycznej istnieje w konfiguracji zwanej torusem i ma średnicę długości od 2 m do 3,2 m. Chociaż pole serca nie jest aurą człowieka ani też praną opisaną w starożytnych tekstach, może jednak być przejawem energii, która bierze początek w tym obszarze. Co ciekawsze, w wyniku innych badań stwierdzono, że to nie mózg jest najsilniejszym generatorem pola elektromagnetycznego w naszym ciele. Jest nim właśnie serce, które generuje 100 razy silniejsze pole elektryczne i do 5000 razy silniejsze pole magnetyczne niż mózg. Co ciekawe, to serce jest pierwszym organem, który formuje się w ciele płodu. Wiedząc o istnieniu pola elektromagnetycznego dookoła serca, badacze Heart Math zadawali sobie pytanie, czy może istnieć inny rodzaj energii, jakiego jeszcze nie odkryliśmy, który jest zawarty wewnątrz tego pola. Aby sprawdzić tę teorię, badacze postanowili poddać testom wpływ ludzkiej emocji na DNA. Doświadczenia zostały rozpoczęte od wyizolowania DNA w szklanej zlewce, które następnie zostało poddane działaniu potężnej formy uczucia, znanej jako emocja koherentna. Według głównych badaczy, Glena Reina i Rollina McCraty'ego, ten stan fizjologiczny może być stworzony celowo poprzez użycie specjalnej techniki mentalnego i emocjonalnego samozorganizowania, które zawierają celowe uspokojenie umysłu, przeniesienie świadomości do rejonu serca i skupienie się na pozytywnych emocjach. Wykonano szereg testów, w których brało udział pięć osób wyszkolonych w stosowaniu emocji koherentnej.

Zmiany w DNA były niezaprzeczalne - ludzka emocja zmieniła kształt DNA! Bez fizycznego dotykania go ani robienia czegokolwiek innego poza stworzeniem precyzyjnego uczucia w swym ciele, uczestnicy potrafili wpłynąć na molekuły DNA w zlewce.

W pierwszym eksperymencie, w którym brała udział tylko jedna osoba, wpływ był wywarty kombinacją „ukierunkowanej intencji, bezwarunkowej miłości oraz specyficznego wyobrażenia molekuły DNA". Według słów jednego z badaczy: „Te doświadczenia ujawniły, że różne emocje wywoływały odmienny wpływ na molekuły DNA, powodując ich zawinięcie albo odwinięcie" . Rzecz jasna, implikacje wykraczały poza wszystko, co było dozwolone do dziś w tradycyjnej teorii naukowej. Czas odrzucić przekonanie, że nasze DNA jest niezmienne. Wniosek nr 10 jest nader przejrzysty – mamy wpływ na nasze DNA.

Zebrawszy wnioski w jednym sformułowaniu, uzyskujemy nowe spojrzenie na świat. Językiem naszych uczuć i emocji, w procesie nakierowanej na cel intencji, możemy wpływać na nasze DNA, a nasze DNA może z kolei wpływać na kwanty stanowiące budulec naszego świata materialnego. Świat materialny, jest z kolei, cały czas z nami połączony nieznaną formą energii pola stanowiącej wzajemne relacje w świecie, którego jesteśmy nieodłączną częścią. A dzięki holograficznej naturze świata – idea powstała w jednym umyśle może zostać odzwierciedlona w innym umyśle, gdzie jedynym czynnikiem ograniczającym jest nasze zawężone postrzeganie. Otrzymujemy do ręki potężne narzędzie kreacji własnej rzeczywistości. A hipnoza może pomóc opanować to nowe narzędzie. Einstein przedstawił słynne twierdzenie, że nie możemy rozwiązać problemu, dopóki pozostajemy na tym samym poziomie myślenia, które go stworzyło. Podobnie nie możemy zmienić rzeczywistości, pozostając w tej samej świadomości, która ją stworzyła. Aby zrealizować jedną z wielu naszych przyszłych hipotetycznych rzeczywistości, musimy ją określić z maksymalną dokładnością. Dzięki prowadzeniu terapeuty podczas hipnotycznego transu możemy naszą przyszłą rzeczywistość określić bardzo precyzyjnie. Hipnoza zyskała właśnie, oprócz poparcia empirycznego – poparcie fizyki kwantowej. Przytoczone powyżej przykłady to jedynie wybrane, niezbyt znane opisy najnowszych odkryć tłumaczących nasz świat. Dociekliwi mogą zainteresować się pracami Hameroffa, Scotta Hagana, De Gludice'a, Mike'a Battsa i wielu innych. Czas otworzyć oczy i dowiedzieć się prawdy. A kiedy już to zrobimy – czas wykorzystać wiedzę i czynić z niej użytek.

Licencja: Creative Commons
3 Ocena