" Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, którym zatrzymacie, są im zatrzymane " (J 20,23). O tak oto grzeszni sądzą i grzesznych. Trudno wymyślić większy paradoks. 

Data dodania: 2009-12-03

Wyświetleń: 1823

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

 Oto Jezus objawia się apostołom i ceduje na nich i przyszłych apostołów ( duchownych ) swoje największe prawo - prawo do oceny ludzi. Człowiek jest istotą grzeszną. Każdy człowiek, w tym duchowni. Wolą Boga jest, aby grzeszni sądzili grzesznych. Trudno wymyślić większy paradoks. 
Sadzę, że interpretować to zdanie należy ogólnie : jeśli ofiara przebacza katowi, Bóg nie będzie się w to mieszał i zaniecha wszelkich działań. Tam zaś gdzie przebaczenia nie ma - zostawia sprawę otwartą.

Na tym tekście oparto w kościele katolickim całą doktrynę sakramentu pokuty i odpustów. Katechizm określa sakrament pokuty następująco: "...jest to sakrament w którym Pan Jezus przez usta kapłana odpuszcza nam grzechy po Chrzcie popełnione"

 

Przez całe wieki zdanie to nie wywoływało żadnych skutków praktycznych. W Kościele starożytnym kwestia pokuty i praktyk z nią związanych nie była regulowana odgórnie. Była to sprawa indywidualna między człowiekiem, a Bogiem.
W III w. rozpowszechnił się zwyczaj jednorazowej pokuty, której poddawano się zazwyczaj na łożu śmierci. W VI w. rozpowszechniła pokuta wielokrotna. Rozwój spowiedzi indywidualnej, początkowo równoprawnej ze spowiedzią powszechną, przypada na czasy Grzegorza Wielkiego.

W 1215 Sobór Laterański IV wprowadził obowiązek spowiedzi przynajmniej raz w roku w czasie wielkanocnym oraz tajemnicę spowiedzi. W XVI w. wprowadzone zostały konfesjonały. Wprowadzenie tego obowiązku ( niedopełnienie jest grzechem śmiertelnym ) miało na celu funkcje typowo kontrolne. Oto duchowieństwo dostało do ręki potężną władzę. Stali się najlepiej poinformowaną grupą społeczną. Ponadto zyskano jeszcze coś - otóż zbawienie bez pośrednika ( duchownego ) stało się niemożliwe. Trzeba było uzasadnić konieczność swego istnienia. Złamanie tajemnicy spowiedzi zdarzało się bardzo rzadko i rzeczywiście przez sam kościół było z całą mocą przestrzegane i potępiane. Ale gdyby było inaczej cała idea szybko by się
skompromitowała. Uogólnienia i analizy były i są dopuszczalne. Znano panujące nastroje, można było szybko zlokalizować i radykalnie unieszkodliwić ewentualnych wrogów kościoła, lub ludzi myślących odmiennie. O ile pokuta, katharsis ma swoje uzasadnienie i nie budzi mojego sprzeciwu, to przymus - budzi i to ogromny - nie ma żadnego uzasadnienia w Biblii.
Nie znalazłem najmniejszej wzmianki, ani sugestii poza przytoczoną na wstępie, która nakazywałaby spowiedź i to pod groźbą grzechu. Nadmiar władzy z reguły doprowadza do nadużyć i doprowadziło kościół do największego chyba
w dziejach ludzkości oszustwa - odpustów.

Wszelkie krucjaty średniowiecznego rycerstwa, których celem było wyzwolenia Ziemi Świętej spod panowania Saracenów, i inne wyprawy czy wojny prowadzonej przez chrześcijan przeciwko wyznawcom innej religii lub heretykom z reguły były przez kościół wspomagane odpustem za grzechy. Skutecznie łagodziło to sumienia rycerzy pozwalając im rabować, gwałcić i zabijać. Z tych zagranicznych wojaży wracali zamożniejsi, owiani chwałą i... uwolnieni od grzechu. Trudno wyobrazić sobie większą perfidię moralną. Wojny te pozbawiły życia dziesiątki tysięcy ludzi, nasiliły prymitywny fanatyzm religijny. Niechęć do pogan, innowierców i Żydów była wręcz obsesyjna. Pogłębiano skutecznie wrogość między chrześcijaństwem a islamem, ale w znaczny sposób pomnożyło to majątek kościelny.


Pierwszą oficjalną tzw. „taksę apostolską grzechów" ogłosił panujący w latach 1316-1334 Jan XXII. Zaczęła się oficjalna praktyka kupczenia zbawieniem za mamonę, a taksa była normalnym kupieckim cennikiem. Religia dotąd ubogich stawała się powoli religią bogatych. Dla tych pierwszych zbawienie się oddalało, drudzy nie musieli już żyć w cnocie, by się zbawić.
Do kościoła płynęła rzeka pieniędzy. Władza i mamona jest jak opium, traci się poczucie rzeczywistości, kościół jako instytucja również nie potrafił oprzeć się pokusom, tego świata. Z czasem stanie się to jednym z głównych powodów reformacji i rozłamów na europejską skalę.

Świetnym obserwatorem życia i obyczajów tamtych czasów był Giovanni Boccaccio, który pisał :

"(...) każdy ksiądz, od najmniejszego do największego, rozpustą grzeszy i hołduje nie
tylko naturalnej rozkoszy, ale i sodomskiej, nie znając hamulca, wyrzutów sumienia
i wstydu. Dzięki przemożnemu wpływowi nierządnic i młodzieniaszków nie lada rzeczy można
było w Rzymie uzyskać. Obaczył także, że wszyscy są żarłokami i pijanicami, że na kształt
dzikich zwierząt jeno brzuchom swoim służą, nie mówiąc już o rozpuście. Jeszcze baczniej
się im przyjrzawszy poznał, że są skąpi i tak na grosz chciwi, że nie wstydzą się kupczyć
wszystkim, poczynając od krwi ludzkiej, nawet chrześcijańskiej, a kończąc na rzeczach
świętych, odpustach i beneficjach."

Dekameron

Wszelkie zasady jakiejkolwiek przyzwoitości pobił dominikanin, przeor klasztoru w Głogowie i inkwizytor generalny Polski Johann Tetzel znany ze słynnego powiedzenia :
- " gdy tylko złoto w misce zadzwoni, do nieba jakaś duszyczka pogoni "

Jego chciwość biła wszelkie rekordy. Organizował rajdy po miastach, miasteczkach wyciągając od bogobojnego motłochu co się dało, nie gardził niczym. Rozdawał łaski odpuszczenia hojnie, lecz nigdy za darmo. Oto jak brzmiały listy odpustowe :


" W autorytecie wszystkich świętych i w miłosierdziu względem ciebie ja odpuszczam tobie
wszystkie grzechy i cofam tobie wszystkie kary na ... ( tu padała ilość dni, miesięcy, lat
, a kwota decydowała o wielkości ). ", Listy jak zapewniano były nie tylko dowodem, ale
i gwarantem zbawienia.

Tetzel nie był żadnym samotnym jeźdźcem, pracował dla ówczesnego arcybiskupa Magdeburga - Albrechta Brandenburskiego.
Takich jak on było wielu. Mnichów różnej maści sprzedających odpusty, relikwie, czy gadżety z miejsc świętych było mnóstwo. Było zapotrzebowanie - znajdowano towar. Samego drewna, sprzedanego jako relikwia, z krzyża pańskiego zebrałoby się z kilkanaście ton. Wzmacniało to wiarę w pospólstwie, praktyki więc nie tylko tolerowano, a wręcz do nich zachęcano.


W 1514 r. Juliusz II opublikował bullę, na mocy której wydawano odpusty w formie tzw. jubileuszy. Odpust mógł otrzymać każdy, kto wspomógł finansowo budowę bazyliki św. Piotra.

Wśród zdrowo myślących i uczciwych duchownych i wiernych wzbudzało to niesmak i zgorszenie. 31 października 1517 augustianin Marcin Luter wywiesił na drzwiach kościoła w Wittenberdze 95 tez przeciw "handlowi odpustami". Dzięki wynalazkowi druku tezy bardzo szybko się rozpowszechniły.

W następstwie tych wydarzeń w 1518 papież Leon X wydał bullę Cum postquam, która przypominała właściwą naukę o odpustach. Pisał w niej:

" Biskup Rzymu, następca Piotra klucznika i namiestnik Jezusa na ziemi, mocą władzy kluczy otwierających królestwo niebieskie, usuwa u wiernych to, co stanowi przeszkodę w dostępie do Chrystusa, mianowicie winę i karę należną za grzechy uczynkowe; winę – za pośrednictwem sakramentu pokuty, karę zaś doczesną należną za grzechy według
sprawiedliwości Boskiej – za pośrednictwem odpustu Kościoła. (...) Kiedy na mocy swej władzy apostolskiej udziela odpustu tak dla żywych, jak i dla umarłych, wówczas rozdziela ze skarbca zasług Jezusa Chrystusa i Świętych. (...) Postanawiamy władzą apostolską i mocą obecnego pisma, że tak powinni wszyscy utrzymywać i głosić pod karą wyłączenia ze społeczności wiernych."

Pod wpływem nacisków ze strony uniwersytetów w Kolonii i Louvanium Leon X wydał w 1520 kolejną bullę – Exsurge Domine. Bulla ta nie uznawała 41 zdań Lutra i wzywała go do ich odwołania w ciągu 60 dni. Wśród tych zdań, aż sześć dotyczyło odpustów.

Zwołany w 1545 roku Sobór Trydencki był reakcją Kościoła na reformację. Papież Pius IV, który był bardzo chory, obawiając się swojej śmierci, w liście do kardynała Karola Boromeusza poprosił o szybkie zakończenie obrad. W ogromnym pośpiechu 3 grudnia zredagowano Dekret o odpustach, który o świcie został przyjęty przez ojców soborowych.
Był to jeden z ostatnich dekretów soboru i ograniczał się do zdefiniowania podstaw nauki o odpustach, czyli prawa Kościoła do dysponowania nimi oraz do rzeczywistego pożytku dla korzystających z nich. Kościół niczego nie zamierzał reformować.
Chciwość, chęć utrzymania dotychczasowych wpływów doprowadził do licznych wojen religijnych z wojną trzydziestoletnią na czele. Kolejne ofiary, kolejna fala nienawiści w imię - no właśnie, którego boga - Jezusa czy Mamony.
Między innymi w wyniku swej chciwości kościół stracił wpływy w połowie Europy. Niemcy, Skandynawia, Czechy, Brytyjczycy to kraje protestanckie.


Praktyki związane z pokutą, odpuszczenie grzechów w przeszłości była łagodnie mówiąc " gigantyczną aferą finansową " przynoszącą krociowe zyski kościołowi. W wymiarze moralnym szkody są ogromne i niepoliczalne. W wielu ugruntowała poczucie bezkarności za swoje czyny, zwłaszcza u zamożnych, którzy mogli kupić sobie bilet do nieba, beznadziejność ubogich, których na ten bilet nie było stać. Nie wspomnę o zwykłym żerowaniu na ludzkich uczuciach, oszustwie i okradaniu maluczkich.


Praktyka związana z odpustami była tak powszechna, że wiele modlitw, nabożeństw, medalików, figurek, świętych obrazków i innych gadżetów miało przypisane odpusty. Chęć udzielania łask w kościele stała się obsesją powodującą, że prosty lud przywiązywał więcej wagi do magi i rytuałów, niż do sakramentów.

Kościół namawia nas do pokuty. Przynajmniej raz w roku. Kościołowi jako instytucji też tego z całego serca życzę.

 

 

 

Licencja: Creative Commons