Nasze pociechy mają szerszy wachlarz możliwości, także dzięki internetowi. Jest on źródłem wiedzy, po które sięga coraz więcej dzieci i jest to rzeczą zupełnie naturalną

Data dodania: 2009-10-23

Wyświetleń: 1631

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Jak to towarzysz Bierut mawiał (i bardzo prawdopodobne, że były to jedyne jego słowa warte zapamiętania) dzieci są solą tej ziemi. Sól nasza coraz częściej zamiast do książek, zagląda do internetu. Jaki internet jest każdy wie
– to śmietnik, na którym trafiają się perły. Cała sztuka leży w tym, aby wydobyć z niego, to co cenne.

Z pewnością internet nie zastąpi nam świetnej książki, która
znajduje się w kanonie klasyki, uwrażliwia nas na piękno, otwiera oczy na
świat. Inaczej jest z dziećmi. Jako pedagog i autor wielu prac poświęconych
literaturze dla dzieci, wiem że niekoniecznie jest ona na wysokim poziomie –
tak ta najnowsza, jak i leciwa, która w wielu przypadkach całkowicie się
zdewaluowała („W pustyni i w puszczy” Sienkiewicza, książki dla dzieci Konopnickiej,
wierszyki Tuwima czy stare, dobre, kochane przez nas „Dzieci z Bullerbyn”
autorstwa Astrid Lindgren). Internet
jest źródłem wiedzy, po które sięga coraz więcej dzieci i jest to rzeczą
zupełnie naturalną. Jako opiekunowie, mamy obowiązek pomóc dziecku odnaleźć w
internetowej dżungli takie treści, które będą przekazywały mu dobra wiedzę o świecie,
nie skażoną jakąkolwiek ideologią. Dziecko powinno mieć wybór, a my powinniśmy
uszanować jego prawo do wyboru. Internet pozwala zaprezentować mu świat,
którego często nie pokazuje szkoła.

Pozostając w najtrudniejszej z życiowych ról – matki –
jestem często zniechęcona tym, co oferuje mojemu dziecku system edukacji
państwowej. Chcąc nie chcąc trzeba szukać innych dróg rozwoju. Reforma edukacji
oddzielająca szkoły podstawowe od gimnazjów wydawała mi się świetnym pomysłem –
dziecko siedmioletnie nie musi pozostawać pod jednym dachem z dwunastolatkiem,
któremu zaczynają już buzować hormony. Świetny pomysł! Tylko dlaczego nie
realizowany?? Szkoły podstawowe mieszczą się nadal w zespołach szkół, gdzie
oprócz gimnazjów, czasami istnieją tez licea. Patronem jest Sienkiewicz, Traugutt,
Obrońcy Tobruku, albo Staszic. Ludzie! Moja siedmiolatka ma znać poczynania
przywódców powstań polskich? Ma uczyć się wiary w Boga wkuwając formułki z
podręcznika do religii, a wiary w człowieka z ufnością wchodząc do szatni
pełnej nastoletnich baranków, którzy tylko czekają na to, żeby komuś zrobić
przykrość, z czystej chęci, naturalnej potrzeby popisania się? Szukam dobrej szkoły,
gdzie będzie czuła się szczęśliwa i bezpieczna, ale coraz bardziej wątpię czy
uda mi się to na placu boju powszechnym – trzeba będzie zacząć odwiedzać szkoły
niepubliczne.

Wracając do tematu internetu… Co za męczarnia, żeby znaleźć
w nim coś wartego uwagi – podobnie jak w przypadku szkół. Mam portale z grami
edukacyjnymi dla dzieci, które to gry bezwzględnie
otępiają, a jako dodatkowy bonus dają dziecku mocnego stresora – czegoś nie
umie zrobić – bo nota bene jest tak głupie i zagmatwane, ze nawet ja tego nie
potrafię – i już wścieka się na całego. Ale tak, jak w końcu znajdę wymarzoną
szkołę, tak też znalazłam w internecie świetny kącik dla mojej pociechy. To
stronka uniwersytetdzieci. Od razu się spodobało mi się to, że dzieci traktuje
się tam z szacunkiem. Strona jest dobrze przemyślana i daje możliwość rozwijania
różnych gałęzi wiedzy. Podoba mi się pomysł, żeby dzieci uczyć sposobem „uniwersyteckim”
– powinniśmy w pierwszej kolejności nauczyć się, jak się uczyć. Tymczasem my zaczynaliśmy
zdobywać tę umiejętność dopiero na studiach. Nasze pociechy mają szerszy wachlarz
możliwości, także dzięki internetowi. Wielka szkoda, że nie zapewnia im tego Państwo.

Licencja: Creative Commons