Kolejna refleksja nad Tybetem, która tym razem dotyczy dzieci tybetańskich i ich losów.

Data dodania: 2009-08-06

Wyświetleń: 2117

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Od czasu do czasu widzę coś co mną wstrząsa. Wprawdzie mam swoją dziedzinę, gdzie mogę realizować swój altruizm, zrozumienie, pomoc, wspieranie i obserwować pozytywne zmiany, absolutnie realizując te potrzeby. Spotykam, jednak, w życiu inne sytuacje, często mi obce, które poruszają moją wrażliwość, budzą refleksje i nasilają przemyślenia.

Jednym z takich obszarów jest sytuacja Tybetu i Tybetańczyków. Opublikowałem już wcześniej swoją refleksję nad Tybetem, przed rozpoczęciem Igrzysk Olimpijskich w Chinach. Do tej refleksji natchnęło mnie coś nowego.

Oglądałem niedawno dokument o dzieciach, których rodzice puszczają w nieznane, do Indii, by tam budowały sobie lepsze życie. Te dzieci mają 7-10 lat i z przewodnikiem uciekają ze swojego kraju przez Himalaje. W niektórych przypadkach kończy to się nawet śmiercią. Częste są odmrożenia i amputacje kończyn. Za każdym razem jest to oderwanie od rodziców, matki, całej rodziny i społeczności, w której dotąd żyły. Często już na zawsze. Te dzieciaki są tego świadome.

Przewodnik prowadzi je do obozów uchodźców. Tam dostają się pod opiekę Dalaj Lamy. Ich pobyt w Indiach jest legalizowany, a one same trafiają do instytucji, które się nimi zajmują. Na filmie pokazana była szkoła, którą prowadzi najmłodsza siostra Dalaj Lamy. Dzieciaki zdobywają tam wykształcenie. Bezpłatne, odmiennie jak w samym Tybecie, gdzie nie stać by było ich rodziców na szkoły. Ideą przewodnią jest wykształcenie klasy inteligentów na czas odzyskania wolności przez Tybet.

Przewodnik mówił, że podjął się takiej roli właśnie dlatego, że uważa to za bardziej pożyteczne dla przyszłości Tybetu, niż uprawianie roli. Rzecz jasna, rolnictwo zawsze ma istotne znaczenie dla samodzielności i samowystarczalności kraju. Każdy spełnia swoją rolę. Zdaje się to w Buddyźmie ma konkretne określenie i znaczenie. W każdym razie zobaczyłem coś nowego. Z jednej strony dramat, z drugiej nadzieja i wiara w sens tego wszystkiego.

Dzięki temu, co przeżyłem w naszym kraju, mam realne podstawy by uważać, że Tybet będzie kiedyś wolny. Pewnie szybciej niż podpowiada to geopolityczny i gospodarczy obraz tego zakątka Ziemi. Dzięki temu co przeżyłem z sobą samym, mam realne powody by uważać, że Tybet będzie kiedyś wielki. Siła Tybetu będzie wynikiem dzisiejszej słabości i bezradności, wobec okupanta. Walka jaką preferuje Dalaj Lama jest fenomenalna. Obserwowałem kiedyś życiorys Mahatmy Gandhiego. Dzięki tym ludziom i własnym doświadczeniom wiem, gdzie tkwi prawdziwa siła i moc. Na czym polega Wolność i dlaczego nikt nie jest w stanie jej odebrać drugiemu człowiekowi.

Dzięki temu, że zainteresowałem się Tybetem, poznałem też ludzi, którzy wierzą, że Chiny wniosły tam coś dobrego, oświecenie i rozwój. No cóż, od początku takim ludziom nawet nie potrafię współczuć...

Ale chętnie wspieram Załogę Forum Ratuj Tybet
Licencja: Creative Commons