Zgodnie z obiegową opinią, typowa „chwilówka” to kpina zarówno z ustawy antylichwiarskiej jak i starań KNFu na rzecz świadomego i bezpiecznego zadłużania się Polaków. Paradoksalnie okazuje się jednak, że odkąd banki po kilka razy oglądają każdy wniosek kredytowy, firmy pożyczkowe przeżywają prawdziwy boom.

Data dodania: 2016-10-28

Wyświetleń: 825

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Luksus kosztuje

Pożyczki gotówkowe udzielane przez firmy parabankowe mają zaletę, która z punktu widzenia potencjalnego klienta jest najistotniejszą cechą każdej pożyczki. W przypadku, gdy pilnie potrzebujemy gotówki, interesuje nas głównie to, by ją otrzymać i to jak najszybciej, najlepiej bez żadnych dodatkowych formalności. I właśnie parabanki są w stanie sprostać tym oczekiwaniom lepiej niż banki. Ale za ten luksus trzeba sporo płacić.

Firmy pożyczkowe informują zwykle, ile trzeba będzie oddać po dwóch tygodniach czy miesiącu pożyczając określoną sumę. Z tej perspektywy chwilówki nie wypadają wcale tak źle. Przykładowo pożyczając 250 zł na dwa tygodnie w Kasomacie trzeba będzie oddać w sumie 287 zł. Koszty pożyczki wyniosą więc 37,80 zł. Pożyczając natomiast 500 zł na 30 dni w SMSkredyt oddamy w sumie 647 zł. RRSO, czyli Roczna Rzeczywista Stopa Oprocentowania, wynosi w drugim z przytoczonych przykładów aż 2104 %, podczas gdy w bankach RRSO dla pożyczek gotówkowych sięga 30%.

Klienci są skłonni zaakceptować takie warunki. Niektóre wydatki pojawiają się bowiem zupełnie nieoczekiwanie, jak chociażby konieczność naprawy samochodu, zakup drogiego leku, czy wyższy niż zwykle rachunek za media. W sytuacji gdy konto świeci pustkami, do wypłaty zostało jeszcze sporo czasu, a te kilkaset złotych wydaje się być niezbędne do przeżycia, Polacy zamiast do banku, zwracają się po pożyczkę do firmy pożyczkowej, która nie odeśle ich z kwitkiem.

Czy chwilówki łamią prawo?

Oprocentowanie chwilówek mieści się w granicach wyznaczonych przez prawo. Przynajmniej teoretycznie. Zgodnie z Ustawą antylichwiarską, poziom rocznych odsetek od kredytów udzielanych nie tylko przez banki, ale i firmy zajmujące się tym rodzajem działalności, nie może przekraczać czterokrotnej stopy kredytu lombardowego NBP. Aktualnie wartość ta wynosi 25,00 procent. Skąd więc bierze się poziom oprocentowania rzeczywistego idący w tysiące procent? Same odsetki od chwilówki wynoszą, zgodnie z ustawą, kilka złotych w zależności od okresu kredytowania i kwoty pożyczki. Lwią część kosztów stanowią prowizje, opłaty operacyjne – jak na przykład słynna opłata za dostarczenie gotówki do domu, oraz składki ubezpieczeniowe. Parabanki zarabiają właśnie na tego rodzaju opłatach.

Chwilówki skazane na sukces

Wszystko wskazuje na to, że rynek chwilówek będzie rósł. Szczególnie duże perspektywy rozwoju mają firmy, które pożyczają małe kwoty przez Internet. Procedury przyznawania pożyczki są w ich przypadku mało skomplikowane. Wystarczy zarejestrować się na stronie pożyczkodawcy i potwierdzić swoją tożsamość przelewem z własnego konta w banku, na minimalną kwotę 1zł. Internetowe parabanki nie sprawdzają historii kredytowej swoich klientów w BIK. Nie mają zresztą dostępu do zgromadzonych tam danych, jako że na mocy prawa tylko banki, oraz Kasy Spółdzielcze, typu Kasa Stefczyka, czy SKOK Wesoła mogą zamieszczać w BIK dane o swoich dłużnikach, oraz sprawdzać historię kredytową osób wnioskujących o kredyty.

To wszystko sprawia, że argumenty o olbrzymich kosztach chwilówek i niebezpieczeństwie wpadnięcia w pętlę długów, nie robią większego wrażenia na klientach parabanków. Cóż z tego, że pożyczka gotówkowa w banku jest nieporównywalnie tańsza, jeśli szanse na skorzystanie z niej są nikłe?

Licencja: Creative Commons