Wielu z nas od kilkunastu dni bardzo uważnie śledzi sprawę fali uchodźców napływających do Europy. Jedni bardzo mocno ich bronią, inni obarczają całym złem tego świata. Osobiście należę do tej pierwszej grupy i chciałbym przedstawić moje spojrzenie na całą sytuację. Nie będzie to jednak polityczna, psychologiczna czy ekonomiczna ocena. 

Img

Starałem się spojrzeć na to wszystko tak po prostu, po ludzku.

 

Jeszcze nie tak dawno temu myśleliśmy, że problemy ludzi na drugim końcu świata nas nie dotyczą.

Wiedzieliśmy, co tam się dzieje. Docierały do nas straszliwe zdjęcia i informacje. Po chwili jednak włączaliśmy M jak Miłość lub wchodziliśmy na Kwejka czy Facebooka. Była to dla nas kolejna ciekawostka ze świata. Przykra, ale co my mogliśmy zrobić, prawda? Mogliśmy więcej niż nam się wydaję... Jednak teraz, gdy los tych ludzi jest bezpośrednio w naszych rękach. Przeciętnego Adama, Kasi czy Andrzeja, odwracamy się i mówimy: nie pomagajmy, bo przez to możemy ucierpieć!

 

Wiele osób pokazało, że nie chcę pomóc komukolwiek i za żadną cenę, jeżeli tylko ich osobiste życie miałoby na tym ucierpieć, choćby odrobinę. Jeśli pomoc imigrantom oznaczałaby, że ich pensja zmaleje w miesiącu o 10 zł, że w autobusie będzie więcej ludzi i nie będą mieli gdzie usiąść, że obcokrajowiec ukradnie im kilka jabłek. To wszystko spowoduje, że wiele osób oburzy się tak niesamowicie, że będą w stanie wyjść na ulice i protestować. Będą nienawidzić i pluć jadem. A powód jest prosty - nasze społeczeństwo to ludzie słabi i przestraszeni.

 

Żyjemy w konformistycznych warunkach, nie zdając sobie nawet z tego sprawy, a już na pewno nie uświadamiając sobie, jacy się przez to stajemy. Dzisiejszym problemem są reklamy na filmie, wyczerpany limit transferu, wybór pomiędzy Jackiem Danielsem a wódką.

 

To, przez co imigranci przechodzą jest dla nas abstrakcją czymś tak obcym, że aż wypieramy to ze swojego umysłu.

Nie chcemy przyznać się sami przed sobą, że, podczas gdy my spacerujemy z pieskiem po parku pijąc mleko o obniżonej zawartości tłuszczu i bez laktozy, kilkanaście tysięcy kilometrów od nas ludzie są bezkarnie zabijani, a kobiety i dzieci gwałcone. Nie chcemy mieć z tym styczności, bo to burzy obraz naszego schludnego i wygodnego świata. Po prostu do niego nie pasuje.

 

syria

A teraz te dwa światy mają się przepleść. Jeden dotknie pierwszego, drugi tego pierwszego. Nie chcemy tego, bo oni mają gorzej, więc jeżeli świat będzie zmierzał do równowagi to ci z góry trochę spadną, a ci z dołu pójdą trochę do góry. Czy oburzalibyśmy się tak samo gdyby imigrantami byli Anglicy lub Amerykanie?

 

Żyjemy w świecie, o którym mówił Orwell czy Huxley.

Co prawda na zewnątrz nasze życie nawet odrobine nie przypomina wykreowanego przez nich obrazu, za to wewnątrz… Ci pisarze stworzyli zewnętrzny świat, aby pokazać jak może wyglądać ten nasz wewnętrzny. I tak właśnie wygląda. Wiele osób mówi, że już nie długo przeniesiemy się do 1984 roku, że nastąpi nowy wspaniały świat. Mylą się. To już się stało.

 

Myślimy, że jesteśmy wolni i szczęśliwi, bo możemy robić co chcemy, żyć tam, gdzie chcemy. Nie jesteśmy. Boimy się wszystkiego i wszystkich, żyjemy w permanentnym strachu, jesteś nim kontrolowani i to on steruje naszym życiem. Jesteśmy zamknięci w klatkach swojego własnego świata. Jak powiedział to Chuck Palahniuk– żyjemy w czystym i bezpiecznym obozie pracy.

 

W naszym społeczeństwie szerzy się zaraza lenistwa, konformizmu, tchórzostwa i słabości. To nasze lęki i ułomności sprawiają, że nie chcemy ludzi ze wschodu. Boimy się ich nie ze względu na to, jacy oni są tylko, jacy my jesteśmy. Jeśli nawet przez nich zbiedniejemy przyda nam się to!

 

Nabierzmy pokory, cierpliwości, empatii. Cóż za niemodne hasła. Ostatnio słyszałem o tym, że w jednej z miejscowości w Polsce na kilkadziesiąt przystanków przeznaczono kilkanaście milinów złotych!

Mniej więcej pół miliona na przystanek. Czy to nie jakiś obłęd?! Wolimy stać wygodnie na przystanku wiedząc, że deszcz nie nakapie nam na smartfona niż schować się pod pobliskim drzewem, ale mając świadomość, że te pieniądze uratowały komuś życie. Ile istnień można ocalić za takie pieniądze, ilu uchodźców mogłoby rozpocząć dzięki temu nowe szczęśliwe życie? Ale my wolimy nowe przystanki..

 

I jest mi za to wstyd. Jest mi wstyd za wszystkich ludzi, którzy przekładają swoją wygodę nad życie bliźnich. Żałujemy im każdej złotówki z naszego budżetu. Mówicie, że emerytury głodowe, pensje jedne z najniższych w całej Unii, że będzie strach wyjść na ulicę, że nasza narodowość na tym ucierpi i mówicie jeszcze więcej przeróżnych rzeczy, które można by wykorzystać w celu utrzymania dwóch rzeczy – status quo i uchodźców poza naszym krajem. Ja powiem wam jednak coś zupełnie innego.

 

Powinniśmy walczyć ze swoim strachem, a nie z ludźmi, których nie znamy. Walczyć ze swoją nienawiścią, która pali nasz szczęście od środka, a nie ideami. Wzmocnić siłę naszych serca, a nie mury, które odgradzają nas nie tylko od obcych, ale już nawet od naszych najbliższych, a nawet od nas samych. Kierujmy się sercem, które jest pełne życzliwości i siły, a nie strachu i ociężałości.

 

Ci ludzie uciekają z kraju, który jest ogarnięty wojną. Nie przyjeżdżają tu, bo są lepsze zarobki czy wyższe zasiłki.

Rzecz jasna pomoc socjalna musi być im zapewniona. Przyjeżdżają w pośpiechu do obcego kraju, narażając życie, nie znając języka, bez przygotowania zawodowego. Każda z tych cech już sama w sobie jest wielkim utrudnieniem w znalezieniu pracy. A co dopiero wszystkie razem!

Imigranci na łodzi

 

Ludzie pozostawieni bez środków do życia, od których zależy los całej rodziny, życie ich małych dzieci czy kobiet, które kochają, posuną się bez oporu do każdej kradzieży czy rozboju. W takich momentach uruchamiają się nasze najbardziej prymitywne zmysły odpowiadające za przetrwanie. Te same, które powodują, że człowiek nie kontroluję wypróżniania w ekstremalnie stresowych momentach czy ratowanie własnej skóry kosztem innych. Dotyczy to każdej narodowości, Polaków, Anglików, Niemców, a nie tylko „Muzułmanów”.

 

Niemożliwością jest dla tych osób szybkie znalezienie pracy. Niech nawet znajdą ją w drugim miesiącu swojego pobytu. Ale przed nimi 60 dni, podczas których muszą coś jeść, mieć gdzie spać czy się wykąpać. Zasiłek jest w takiej sytuacji czymś niezbędnym. Bądźmy ludźmi. Każdemu w takiej sytuacji należy się pomoc.

 

Słyszy się też dużo o terroryzmie czy brutalnych zachowaniach.

Od tego właśnie uciekają Ci ludzie, bo są tacy jak my. Również się tego boją i nie chcą w tym uczestniczyć. Czy naprawdę ktoś wierzy, że wyszkolony terrorysta płynie przez pół świata na 20 metrowej łódce z 200 innymi osobami? Koczuję na dworcu, je w plastikowych talerzykach? Albo, że ktoś tak brutalny, aby ranić kobiety czeka pokornie na dworcu i prosi o pomoc przechodniów?

 

Ci ludzi, którzy przyjeżdżają do krajów Unii Europejskiej są ofiarami. A my zachowujemy się jak oprawcy, którzy nie dość, że nie udzielają schronienia pokrzywdzonym to jeszcze dokładają swoją cegiełkę do ich cierpienia okazując na każdym kroku swoją niechęć lub nienawiść. Byłem głodny dałeś mi jeść, potrzebowałem schronienia a ty mnie ugościłeś – chyba tak to leciało? W kraju, w którym przeważająca osób to chrześcijanie chyba znajdzie się ktoś, kto potwierdzi słowa, o których mówił Jezus. Szanujmy swoją religię żyjąc w zgodzie z jej przesłaniem.

 

Nie wiem, kim dokładnie są imigranci, którzy do nas zmierzają, ale wiem, że są ludźmi, a skoro jakiś człowiek potrzebuje pomocy to powinien ją otrzymać. Ode mnie otrzyma. Być może za jakiś czas okaże się, że to był błąd, ale nie umiemy przewidywać przyszłości, a jedyne, co jest pewne już dziś, to to, że są ludzie, którzy potrzebują naszego wsparcia.

 

Nie oceniajmy ich, więc za to co naszym zdaniem, wykreowanym przez skrajne i wybiórcze informację, zrobią w przyszłości, ale spójrzmy na nich jak na ludzi, którzy potrzebują pomocy.

 

Na koniec chciałbym pokazać pewien teledysk, który bardzo mocno poruszył mnie 2 lata temu, a dzisiaj wciąż jest niestety akutalny...

 

Licencja: Creative Commons