0
głosów
- +

Lotniczy Gądów

Autor:

Aktualizacja: 04.11.2014


Kategoria: Gospodarka / Nieruchomości


Artykuł
  • 0 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 771 razy czytane
  • 1 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
 

Przed laty działało tu jedno z pierwszych niemieckich lotnisk. To tutaj spotykała się śmietanka niemieckiego Wrocławia, po wojnie lądował Picasso, a fachu pilota uczył się Mirosław Hermaszewski. Dziś na Gądowie powstało osiedle nazwane imieniem konstruktora pierwszej maszyny latającej. 


Samoloty nie lądują już na Gądowie od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, ale historię przypominają nazwy ulic, takie jak Lotnicza, Balonowa czy Szybowcowa. One w sposób oczywisty kojarzą się z lotnictwem. Nie każdy wie jednak, dlaczego jedna z głównych ulic Gądowa nosi imię Jerzego Bajana.

Sławy przestworzy

Uczestnik wojny z 1920 roku zasłynął jako pilot myśliwski i sportowy. Do dziś uważany jest za twórcę akrobacji zespołowej w Polsce. Był dowódcą polskiego lotnictwa myśliwskiego w Anglii, a po II wojnie światowej opracował listę zestrzeleń naszych lotników. Czwarte miejsce zajmuje na niej Eugeniusz Horbaczewski, patron kolejnej z ulic wrocławskiego osiedla. Pilot zwany pieszczotliwie przez kolegów „Dziubkiem” był jednym z najlepszych w swoim fachu, strącił 16 samolotów nieprzyjaciela.

Na Gądowie można jeszcze odnaleźć ulice Stefana Drzewieckiego, pioniera lotnictwa, Ludwika Idzikowskiego, który zginął podczas próby przelotu nad Atlantykiem czy Franciszka Hynka, dwukrotnego zdobywcy balonowego pucharu Gordona Bennetta. Co ciekawe, do lotnictwa nawiązali również twórcy najnowszej inwestycji mieszkaniowej na Gądowie. Firma Lokum Deweloper na patrona swojego osiedla wybrała genialnego renesansowego wynalazcę, konstruktora pierwszej maszyny latającej – Leonarda da Vinci.

Od placu ćwiczeń do lotniska

Lotnicza historia Gądowa zaczęła się w 1865 roku. Bracia Berg, wrocławscy przemysłowcy sfinansowali przelot balonem, który zakończył się szczęśliwym lądowaniem na terenach obecnego osiedla. Chyba nikt wtedy nie przypuszczał, że w tym miejscu kilkadziesiąt lat później ruch lotniczy będzie dużo większy. – Lotnisko powstało dzięki Fritzowi Heidenreichowi. To wrocławski pionier lotnictwa uznał, że tereny, które służyły wcześniej wojsku jako plac ćwiczeń, nadają się do lotów próbnych konstruowanego przez niego samolotu – mówi Edward Sobczak, kiedyś dyrektor Zakładu Szybowcowego na Gądowie, który od wielu lat zgłębia historię tego miejsca.

Lotnisko oficjalnie uruchomiono w październiku 1910 roku. Początkowo dzielili je między siebie wojskowi i sportowcy. Po wielkiej wojnie było już jednak wykorzystywane wyłącznie jako cywilne. Ruch pasażerski ruszył w tym miejscu w 1921 roku. Cztery lata później działały już codzienne rejsy. – W tamtych czasach to było duże lotnisko, najważniejsze na wschodzie Niemiec - tłumaczy Edward Sobczak. - Stanowiło bazę dla wszystkich lotów na północ, wschód i południe, również międzynarodowych. 

Centrum rozrywki

Do 1928 roku Gądów był wsią. Po włączeniu jej do miasta, lotnisko stało się nie lada atrakcją dla mieszkańców, którzy z ogrodu restauracyjnego podziwiali startujące i lądujące maszyny. Często organizowano tam okolicznościowe imprezy i festyny, oprowadzano wycieczki. Rozwijało się lotnictwo sportowe, a Gądów był jednym z lotnisk etapowych słynnego w tamtym czasie rajdu „Challenge”, w którym uczestniczyli m.in. Franciszek Żwirko i Stanisław Wigura.

Z roku na rok port się rozwijał. - Transport lotniczy był coraz bardziej popularny, a lotnisko musiało mieć bardzo duże znaczenie, bo w 1936 roku powstał nowy dworzec, bardzo nowoczesny jak na tamte czasy. Znalazła się w nim luksusowa sala przylotów, wieża dowódcy portu i hotel. Na dachu znalazł się taras widokowy, z którego można było żegnać odlatujących – opowiada miejski przewodnik Bronisław Zathey.

Upadek twierdzy

Wraz z wybuchem II wojny światowej kontrolę nad lotniskiem przejęło wojsko III Rzeszy. Wrocławianie długo o działaniach wojennych dowiadywali się tylko z prasy i radia, ale wszystko zmieniło się na początku 1945 roku. Wojska sowieckie uderzyły na miasto i już w połowie lutego zdobyły lotnisko Strachowice. Od tego momentu transport rannych i zaopatrzenia odbywał się na Gądowie Małym. – Śmiało można stwierdzić, że gdyby nie Gądów, Wrocław upadłby pod naporem znacznie szybciej – uważa Zathey.

Lotnisko pozostawało w rękach niemieckich przez blisko sześć tygodni. W tym czasie samolotami udało się ewakuować około 6600 rannych. O losie Gądowa, a co za tym idzie Wrocławia, przesądziły dywanowe naloty przeprowadzone w nocy z 31 marca na 1 kwietnia. Bomby doszczętnie zniszczyły pas startowy i zrujnowały zabudowania. Wrocławska twierdza upadła ostatecznie 6 maja.

Lądował Picasso, szkolił się Hermaszewski

Po wojnie na lotnisku stacjonowali Rosjanie, ale w czerwcu 1946 roku powołano już do życia wrocławski oddział Lotu. – Port odżył tak naprawdę dwa lata później. Wrocław organizował wtedy Wystawę Ziem Odzyskanych i Światowy Kongres Intelektualistów. Na Gądowie lądowało wielu artystów, naukowców i oficjeli, w tym m.in. Pablo Picasso czy Irena Joliot-Curie – wspomina Bronisław Zathey.

Życie na lotnisku ponownie kwitło. Regularnie odbywały się obchody Dnia Lotnictwa, podczas których wrocławianie tłumnie przychodzili zobaczyć z bliska samoloty i porozmawiać z pilotami. Prężnie działał aeroklub, gdzie szkolili się również spadochroniarze. Wśród nich Mirosław Hermaszewski, jedyny polski astronauta, który do dziś z rozrzewnieniem wspomina loty szybowcowe nad Wrocławiem.

Historia wiecznie żywa

Lotnisko miało jednak swoje problemy. Samoloty były coraz większe i cięższe. Często zdarzało się, że grzęzły na trawiastym pasie startowym. W 1958 roku ruch pasażerski został ostatecznie przeniesiony na Strachowice, gdzie była już betonowa płyta. Przez kolejne lata na Gądowie Małym królował aeroklub i Zakład Lotniczy, w którym konstruowano szybowce. Kiedy w latach siedemdziesiątych pojawiła się koncepcja budowy osiedla, jasnym stało się, że samoloty ostatecznie znikną z Gądowa. Ostatni oblot szybowca wykonano w lipcu 1979 roku.

Tak zamknęła się niezwykła karta historii Gądowa Małego. Lotnictwo jest tam jednak cały czas obecne dzięki nawiązującym do przeszłości nazwom ulic. Do lotnictwa odwołali się również twórcy Lokum da Vinci, najnowszej inwestycji mieszkaniowej na osiedlu. – Tworzyliśmy ją z myślą o wyjątkowej przeszłości Gądowa – mówi Eryk Nalberczyński z Lokum Deweloper. - Czerpaliśmy jednocześnie z unikatowych tradycji architektonicznych Wrocławia. Stąd na osiedlu m.in. pergola z fontanną wzorowana na tej przy Hali Stulecia. Teraz świeżo upieczeni gądowianie, którzy wprowadzają się do nowych mieszkań, będą tworzyć historię i budować tożsamość tego miejsca.


Podobał Ci się artykuł?
0
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.
Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij