Zastanawialiście się kiedyś jak nazywa się urządzenie, na którym żwawo pomyka pracownik zostawiając za sobą mniej lub bardziej subtelne wodne smużki? Mnie nękało to pytanie zwłaszcza wtedy, gdy spędzałem długie minuty w kolejce i trzeba było zawiesić na czymś oko, żeby nie dać się zawładnąć nudzie. 

Data dodania: 2014-08-30

Wyświetleń: 1308

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Na tropie maszyn czyszczących

Zaczęłam drążyć temat i trafiłam na kilka dobrych artykułów, dzięki którym zaspokoiłam swoją ciekawość. Lecz miało to i swoje konsekwencje – musiałam poszukać innego obiektu, dzięki któremu uniknęłabym nudy podczas bezproduktywnego stania w kolejce do kasy. Wracając do rzeczy, otóż te sprytne urządzenia, używane m.in. w supermarketach, to nic innego jak maszyny czyszczące, a mówiąc ściślej: maszyny czyszcząco – zbierające. Ot, prosta, a zarazem sugestywna nazwa. Służą one do szybkiego mycia podłogi i jej osuszania, przy czym najlepiej sprawdzają się w bieżących porządkach. Są bardzo mobilne i łatwe w obsłudze, więc nie nastręczają zbytnich problemów ich użytkownikom, co ciekawe szczególnie mniejsze maszyny potrafią działać w pomieszczeniach poprzecinanych labiryntem korytarzy.

Najwyraźniejszą cechą, która różni od siebie maszyny czyszczące jest rodzaj źródła zasilania. Urządzenia te mogą działać na baterie, być zasilane na prąd lub posiadać trakcję, czyli napęd własny. Najlżejsze i do tego najtańsze są urządzenia kablowe, łatwiej nimi operować, gdy musimy pokursować po kilku piętrach (np. w hotelu czy biurowcu). Maszyny trakcyjne są dostosowane do pomieszczeń, gdzie występują różnice w poziomach, np. podjazdy na wózki. Użytkownik urządzenia za pomocą panelu może dopasować zakres czyszczonej powierzchni, zmieniać obroty, a nawet dozować środek czyszczący do indywidualnych potrzeb.

Ponadto, różnią się one od siebie wielkością oraz przeznaczeniem. Innej maszyny użyjemy do czyszczenia nawierzchni w sklepie, jeszcze innej do mycia posadzki w szkole, hali sportowej czy na stacji benzynowej. Dlatego ważne jest dopasowanie urządzenia do parametrów i charakterystyki pomieszczeń, w których chcemy je zastosować.

Często można usłyszeć, że maszyny czyszczące to to samo co szorowarki czy polerki. Nic bardziej mylnego! Nie wiem jak Wy, ale ja co najmniej kilka razy spotkałam się z tym, że tych trzech określeń używa się jak synonimów. Dlatego czuję się w obowiązku, żeby raz na zawsze, w tym miejscu obalić ten mit! Szorowarek, jak sama nazwa by sugerowała, używa się do szorowania powierzchni takich jak posadzki, a nawet wykładziny, przy czym jest to czyszczenie bardziej dogłębne niż w przypadku maszyn. Dokładność ta jednak ma swoją cenę – czas, ponieważ użycie szorowarki wiąże się z niedostępnością podłogi na dłużej. Z drugiej jednak strony, sprzęt ten uruchamia się tak naprawdę tylko kilka razy w roku. Ponadto zakup szorowarki pociąga za sobą konieczność posiadania specjalnego odkurzacza do zbierania wody z posadzki. Nie jest to jednak urządzenie, którego nie można potem wykorzystać, więc takie rozwiązanie wydaje się opłacalne.

Inaczej jest z maszynami czyszczącymi, które „posyła” się tam, gdzie potrzebne jest ekspresowe działanie. Urządzenia te potrafią nie tylko umyć podłogę, ale również stosunkowo szybko ją wysuszyć, dzięki czemu nie stanowią zbyt dużej przeszkody dla w miarę swobodnego przepływu osób w czyszczonym rejonie. Polecane są jako wsparcie w systematycznym utrzymywaniu porządku, czyli np. we wspomnianych marketach.

Pomimo wyraźnych różnic między maszynami czyszczącymi a szorowarkami, urządzenia te łączy jedno – cel, którym jest czystość, co widać chociażby przy okazji wizyt w co bardziej szanujących się supermarketach.

Licencja: Creative Commons