We współczesnych mediach bardzo agresywnie jest lansowany pewien specyficzny model kobiecego (ale nie tylko) ciała, który niekoniecznie musi mieć wiele wspólnego z rzeczywistością.

Data dodania: 2013-07-08

Wyświetleń: 1119

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Na okładkach kolorowych czasopism, na kanałach modowych czy w innych źródłach poświęconych bardzo szeroko rozumianemu stylowi, pojawiają się sylwetki dziewczyn wysokich, szczupłych, niekiedy o bardzo wyraźnie zaznaczonych kościach biodrowych czy łukach żebrowych, o rękach i nogach jakby zupełnie pozbawionych siły, patykowatych. Osoby – chciałoby się rzec – zabiedzone. Z drugiej strony daje się też zauważyć inny, przybierający na sile nurt, lansujący rozmiary tzw. „plus size” gdzie modelki, skądinąd wyglądające bardzo kobieco, posiadające rozkoszne fałdki tłuszczu wylewające się tu i ówdzie, w niektórych przypadkach sprawiają wrażenie osób ze sporą nadwagą.

Wydaje się, że w ostatnich czasach świat mody i stylu wyraźnie zmierza ze skrajności w skrajność, zapominając zupełnie o ludziach posiadających przeciętną wagę – nie za chudych, nie za grubych, ot po prostu takich, jakich widujemy na co dzień. Ale jak to jest z tym ciałem? Kiedy nasza waga jest przeciętna, prawidłowa?

Zanim odpowiemy na te pytania warto zastanowić się nad tym, w jaki sposób podejmujemy decyzje. Otóż – poza przypadkami kiedy nasze wybory są typowo emocjonalne (np. w trakcie gorączki zakupów) – ludzie najłatwiej podejmują decyzje, jeśli mogą się poruszać w pewnych ściśle określonych ramach, a cel, który chcą osiągnąć jest wyraźnie zaznaczony i precyzyjny. Mówiąc wprost – mierzalny. Na przykład lekarze bazując na swoim doświadczeniu, często na intuicji, ale przede wszystkim mając do dyspozycji zespół objawów, występujących u pacjenta, są w stanie postawić trafną diagnozę. Wiedzą, że objawy A i B są spowodowane jakimś tam niedomaganiem, a z kolei symptomy C, D i E razem wzięte – innym.

Ludzkie ciało jest niesamowicie skomplikowaną biochemiczną maszyną i – nie wnikając w tematy metafizyczne – okazuje się, że również w jego przypadku można powiązać pewne jego cechy fizyczne, ze zwiększonym prawdopodobieństwem wystąpienia niektórych zagrożeń zdrowotnych. W tym celu trwają nieustanne badania nad narzędziami umożliwiającymi takie właśnie dopasowania.

Jednym z najstarszych narzędzi używanych w celu klasyfikowania budowy i wagi ciała jest wskaźnik masy ciałaBMI, którego nazwa to akronim pochodzący od angielskich słów: Body Mass Index. Wskaźnik BMI informuje nas o tym, czy nasza waga jest przeciętna, czy może mieści się poza zakresem normy. Jego formuła jest bardzo prosta. Otóż wystarczy, że podzielimy swoją wagę w kilogramach przez wzrost w metrach podniesiony do kwadratu i już będziemy znać wartość BMI. W zależności od tego, ile ta liczba wyniesie, możemy mówić o:

  • wygłodzeniu (<16,00),
  • wychudzeniu (16,00–16,99),
  • niedowadze (17,00–18,49),
  • wadze prawidłowej (18,50–24,99),
  • nadwadze (25,00–29,99),
  • otyłości (30,00–34,99),
  • otyłości klinicznej (35,00–39,99),
  • otyłości skrajnej (≥ 40,00).

Oczywiście wskaźnika masy ciała nie musimy wyznaczać ręcznie. Pomocny może być dowolny internetowy kalkulator BMI, który wykona obliczenia za nas, gdy wprowadzimy do niego swoje (lub bliskiej nam osoby) dane. Co znamienne, dla osób szczególnie wysportowanych, kulturystów i osób w okresie dorastania, wskaźnik BMI może przybierać wartości spoza zakresu prawidłowego, mimo iż takie osoby wydają się być okazami zdrowia. Wszelkie odstępstwa od prawidłowego zakresu, jeśli tylko nie należymy do powyższej grupy, powinny być dla nas sygnałem, że być może należy coś zmienić w swoim stylu życia. Niezależnie jednak od innych czynników w większości przypadków wskazana jest zbilansowana dieta i odpowiednio dużo ruchu, o ile to możliwe na świeżym powietrzu, a w razie potrzeby konsultacja z lekarzem - to ostatnie zwłaszcza gdy BMI mocno odbiega od normy.

Licencja: Creative Commons