Kupuję temat inwestycyjny pod tytułem: surowce rolne. Fundamenty dla wzrostów są silne: trzeba nakarmić ludzi, zwierzęta i… samochody (biopaliwa), a wody i odpowiednich gruntów jest coraz mniej (choćby z uwagi na industrializację).

Data dodania: 2008-04-09

Wyświetleń: 2452

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Kupuję temat inwestycyjny pod tytułem: surowce rolne. Fundamenty dla wzrostów są silne: trzeba nakarmić ludzi, zwierzęta i… samochody (biopaliwa), a wody i odpowiednich gruntów jest coraz mniej (choćby z uwagi na industrializację).

Towary rolne – przede wszystkim pszenica – drożeją co prawda dosyć dynamicznie od pewnego czasu. Jeśli jednak porównamy skalę tych wzrostów do analogicznych „rajdów” w przeszłości (za ostatnie kilkadziesiąt lat) okaże się że jesteśmy blisko średniej. Tymczasem surowce takie jak ropa, miedź w ostatnich kilku latach pobiły wszelkie rekordy jeśli chodzi o skalę i czas trwania trendów wzrostowych (miedź +570 proc. w okresie od listopada 2001 do maja 2006!). Wśród towarów rolnych tylko pszenica drożała ostatnio nieco silniej niż kiedykolwiek w historii. Jeszcze bardziej „byczo” prezentuje się sytuacja cen płodów rolnych w ujęciu realnym (po uwzględnieniu inflacji) – gdyby miały sięgnąć swoich „realnych” szczytów wówczas np. soja musiałaby zyskać jeszcze 240 proc. a bawełna 375 proc. Słowem: rynek bardzo obiecujący.

Na szczęście mamy w Polsce już kilka produktów finansowych opartych na zbożach, a więc pszenicy, soi, kukurydzy (ewentualnie z dodatkami metali szlachetnych jak w MultiBanku czy „wody” jak w przypadku Citibanku). Jak zwykle w takich sytuacjach rzecz rozbija się o „technikalia”. Inwestowanie w te towary (i we wszystkie surowce) polega na kupowaniu kontraktów terminowych. Kontrakty mają określoną datę wygaśnięcia. W przypadku towarów rolnych najbardziej płynne są te kontrakty które „pożyją” jeszcze kilka do kilkunastu miesięcy. Jeśli więc inwestycja ma trwać np. 3 lata niezbędne będzie tzw. rolowanie kontraktów, czyli zmiana kontraktu który ma wkrótce wygasnąć na nowy, świeży. Na takiej operacji można osiągnąć stratę lub zysk. Stratę, gdy w miarę wydłużania terminu zapadalności kontrakty są coraz droższe (efekt contango) lub zysk, gdy jest odwrotnie (backwardation). Przy czym sytuacja z cenami kontraktów może się zmieniać dosyć dynamicznie – zależnie od popytu, stanu zapasów, oczekiwań rynku itp. Dodatkowy zysk osiągany na rolowaniu kontraktów (w przypadku backwardation) określany jest jako positive roll yield i sięga nawet 20 proc. rocznie.

Praktycznie wszystkie banki inwestycyjne mają już specjalne indeksy które starają się inkasować (na rzecz klientów/inwestorów) ten dodatkowy zysk ewentualnie minimalizować straty jeśli kontrakty są w contango (a straty te mogą sięgać kilkunastu procent w skali roku). To jedna z najlepszych form inwestowania w surowce - rolne w szczególności. Wystarczy porównać wyniki Indeksów z optymalnym rolowaniem z tymi gdzie rolowanie jest wykonywane w stały, z góry ustalony sposób.

Mam wrażanie, że w Polsce inwestorzy w ogóle nie uświadamiają sobie tej kwestii. W efekcie większości produktów które pojawiają się na rynku nie wykorzystuje indeksów z optymalnym rolowaniem (jednym który widziałem była lokata Deutsche Banku – AgroIndex). Przy czym podejrzewam że nawet w Deutsche Banku nie tłumaczy się klientom różnicy miedzy inwestowaniem w pasywnie rolowane kontrakty rolne a takim „inteligentnym” indeksem. Tymczasem różnica jest fundamentalna. Analiza może być dla klientów ciężkostrawna ale ostatecznie chodzi o po prostu o to czy zarobią więcej czy mniej w przypadku bardzo realnej „rolnej hossy”.
Licencja: Creative Commons