Nie od dziś wiadomo, że PR jest tańszy, niż reklama, często więc robi się konferencje prasowe. Problem w tym, że wiedzą o tym wszyscy marketingowcy, również ci z firm konkurencyjnych, a zatem… 

Data dodania: 2012-10-26

Wyświetleń: 1251

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 2

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

2 Ocena

Licencja: Creative Commons

Jeśli działamy w branży, w której wyścig cały czas trwa i non-stop trzeba walczyć o zdobycie, lub przynajmniej utrzymanie, udziałów w rynku i uwagi opinii publicznej, to… łatwo nie jest! 
Farmacja, turystyka, sektor finansowy, FMCG – wszystko to, co nie jest niszowe, musi w zasadzie cały czas być obecne – w mediach i w świadomości konsumentów, bo łatwo wypaść z rynku przy silnej konkurencji. Departamenty marketingu i agencje PR prześcigają się zatem – najpierw w wymyślaniu powodów do zorganizowania konferencji prasowej, a potem w zaplanowaniu najbardziej oryginalnego i zaskakującego jej przebiegu. Niestety, często nadmiar kreatywności kończy się nie sukcesem, a klęską.

Jakiś czas temu w jednym z branżowych pism poświęconych tematyce mediów, reklamy, marketingu i public relations ukazał się artykuł, w którym zebrano opinie dziennikarzy mających za sobą udział w niejednej konferencji prasowej. Większość z nich była raczej krytyczna, niewiele pomysłów zasługiwało według nich na pochwałę. Opisywano konferencje robione z dużym rozmachem, konferencje luksusowe, konferencje zaskakujące, konferencje z przerostem formy nad treścią, etc. Oto kilka dobrych i złych przykładów zaczerpniętych z tamtego artykułu…

Konferencje w ciemnościach lub innych dziwnych okolicznościach

Jedna z dziennikarek opowiedziała o konferencji, która odbywała się w restauracji. Zaproszonych uraczono poczęstunkiem, który mieli spożywać w całkowitych ciemnościach, bez użycia sztućców. Serwowanie dań w ten sposób nie jest zaskakującą nowością – już stosunkowo dawno temu pojawiły się lokale gastronomiczne, które niejako grając z naszymi zmysłami, proponują wyłączenie wzroku, by lepiej odczuwać smak i dotyk. Świetnie! Tylko, że… nie jest to atrakcja dla każdego. To po pierwsze. Po drugie, na tego typu doznanie warto się przygotować, odpowiednio nastawić psychicznie, bo w przeciwnym razie może ono wywołać przede wszystkim zaniepokojenie, poczucie osaczenia i stres. Tak też stało się w przypadku dziennikarki wspominającej tamtą konferencję. Nie była odprężona, choć taki był zamysł organizatorów. Nie dowiedziała się niczego o produkcie, z powodu którego zorganizowano konferencję, a materiałów prasowych, które dostała przy wejściu nie mogła przeczytać, ponieważ było ciemno. Pomysł raczej nietrafiony, a pewnie długo obmyślany, bo chodziło o branżę farmaceutyczną, gdzie konkurencja jest naprawdę duża i prześciganie się w atrakcyjnych eventach jest na porządku dziennym.

Konferencja w limuzynie albo z innymi niedogodnościami

Inna osoba zacytowana w artykule wspomniała o konferencji, która przeprowadzona została w… ekskluzywnej limuzynie. Wszystko fajnie, zwłaszcza, że nie każdy ma możliwość przejechać się takim autem, więc może to być interesująca atrakcją… czy jednak było? Z opowieści okazuje się, że nie! Całą przyjemność z przejażdżki popsuły towarzyszące temu wydarzeniu niedogodności. Do limuzyny trzeba było dojść, bo nie można było zaparkować w optymalnym miejscu. W jadącym samochodzie – nawet tak luksusowym – jednak niezbyt wygodnie cokolwiek notować, zwłaszcza że w tym samym czasie, gdy limuzyna przemierza ulice, ktoś opowiada o produkcie i warto by było coś zapisać, podaje się poczęstunek. Eh… za dużo dobrego na raz! Tę konferencję zorganizowała firma z branży medialnej.

Konferencje w pałacu i na bogato

Dziennikarze często zarzucają firmom przerost formy nad treścią przy organizowaniu konferencji prasowych. I nie ma tu znaczenia fakt, że forma jest piękna, gustowna, dopracowana, urzekająca… Podkreślają brak wyczucia w tym względzie. Zdarzają się eventy będące całymi spektaklami – dużo się dzieje, długo trwa, a wszystko, co firma miała do przekazania to na przykład informacja o zmianie logotypu. Jak słusznie podkreśliła autorka artykułu, tego typu zabiegi powinny być skierowane do innych odbiorców – do konsumentów, a nie do dziennikarzy, którzy potrzebują jedynie informacji. Błąd taki wytknięto we wspomnianym tekście firmie z sektora usług logistycznych. Inną firmę z kolei (branża kosmetyczna) pochwalono za sukces konferencji zrobionej w bardzo eleganckim stylu, włącznie z szampanem podanym z płatkami złota, ale… No właśnie – zawsze jakieś ale… Nie uprzedzono zaproszonych dziennikarzy o charakterze imprezy, do której pasowałby określony dresscode. W efekcie, ktoś kto przyszedł na konferencję prosto z redakcji, w środku normalnego „zabieganego” dnia pracy, ubrany w jeansowe spodnie i sweter… poczuł się bardzo niekomfortowo.

Konferencja z przygodą w tle

Jedna z firm z branży telekomunikacyjnej zorganizowała swego czasu konferencję prasową połączoną z rajdem samochodowym. Fajna sprawa! Jednak wielu dziennikarzy nie skorzystało z propozycji, ze względu na długość trwania imprezy… Po prostu nie mieli na to czasu. Przygoda za kierownicą kusząca, no ale cóż… W pełni trafionym pomysłem była za to konferencja promująca film „Wirtualna historia: Tajemnica zamachu na Hitlera”, o czym wspomina w artykule jeden z dziennikarzy. Chodziło przede wszystkim o to, aby zaproszonych maksymalnie naturalnie wciągnąć w klimat filmu, klimat tamtych czasów… Konferencja miała miejsce w Wilczym Szańcu pod Kętrzynem, gdzie w 1944 r. dokonano nieudanego zamachu na Hitlera. Dziennikarze dostali się na miejsce starymi dwupłatowymi samolotami i samochodami „z epoki”. Potem spotkanie z twórcami filmu i wszystkie niezbędne informacje podane sprawnie i rzetelnie. Udany pomysł z przygodą w tle!

Konferencja… z perspektywy dziecka

Firma oferująca produkty dla dzieci zrealizowała bardzo udaną konferencję, podczas której produkty były prezentowane z niecodziennej dla dorosłego człowieka perspektywy, mianowicie z perspektywy dziecka. W tym celu dziennikarzy zaproszono do specjalnie przygotowanego pomieszczenia, urządzonego jak typowy dziecięcy pokój tyle, że… sprzęty i wszelkie przedmioty wykonano w powiększonej skali, aby zaproszeni mogli odczuć świat i otoczenie tak, jak odbiera je małe dziecko; na krzesło trzeba się było wspinać, łóżeczko miało 2,5 metra, łyżeczka była długości przedramienia, etc. Nie dość, że pomysł niecodzienny i świetna zabawa dla zaproszonych, to jeszcze bardzo dobra okazja do głębszych refleksji…

Licencja: Creative Commons