3
głosów
- +

Koza domowa – zwierz hodowlany – cz.1 = na wesoło artykuł jest promowany

Autor:

Aktualizacja: 03.11.2011


Kategoria: Hyde Park / Wesoło


Artykuł
  • 3 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 6141 razy czytane
  • 2 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
Koza  domowa – zwierz hodowlany – cz.1 = na wesoło

Koza domowa (Capra hircus, syn. Capra hirca) towarzyszy nam od neolitu. I co ciekawe: najpierw była hodowana i hołubiona, potem przeznaczona na zwierzę ofiarne, następnie wyklęta jako przedstawiciel piekła, by na koniec wrócić do łask. Gdyż, jak mówi przysłowie: łaska ludzka na pstrej kozie jeździ. Albo… jakoś podobnie.


          Z tym powrotem do łaski to nie do końca prawda. Na całym świecie koza stanowi o oczywistym działaniu mocy piekielnych na naszą doczesność. Najbardziej znaną biblią satanistów jest książka zatytułowana ” Przygody Koziołka Matołka”, a guru europejskich  wyznawców satanizmu jest podobno Babka Kiepska. Tu śpieszę wyjaśnić tajemnicę - dlaczego koza urzęduje na Ziemi, nie zaś w Piekle gdzie jej miejsce. Jest to niezwykle proste: ona zjadła wszystkie sprzęty łącznie z czarnym tronem, co uniemożliwia jej zasiąść  na nim. Wyznawcy tej wiary są zawsze w posiadaniu  wizerunków kozy, a zwłaszcza jej twarzy (nie wierzący w ten sposób nazywają to pyskiem, za co często od satanistów biorą po mordzie). Bo i twarz owa jest nadzwyczajna sama w sobie jakby nie było. Posłużę się tu terminologią zootechniczna, by nikt mi nie zarzucił, że pokręciłem coś w jej budowie. Tak więc na głowę składają się czoło, uszy, oczy, nos i grzbiet jego, a dalej pyszczek z policzkami i broda zakończona brodą zwaną kozią bródką. Z głowy wyrastają niewielkie, zakręcone rogi. Głowa osadzona jest na szyi, co nie byłoby dziwnym, gdyby znów nie budowa. Otóż szyja owa składa się z karku i podgardla (oczywiście), ma dwa boki (normalka) i (uwaga!) kolczyki zwane też dzwonkami. To nie jest normalne, by kolczyki miast do uszu, przyczepiać sobie do szyi. Zresztą dzwonki czy bamboły i inne takie zwykle dyndają bydlęciu pod podgardlem. Tylko satanistów to nie dziwi… I samej kozy też. Ale wróćmy jeszcze do oczu. Mało który zwierzak domowy ma takie wyłupiaste, często żółte oczy o tak aroganckim, bezczelnym i chamskim spojrzeniu. Jakby chciała powiedzieć: „Możesz mnie cmoknąć…”, co raczej nie stanowi dużego problemu, ponieważ ogon posiada krótki i właściwie niczego nie zasłaniający. Niemniej: Tfu! Innym argumentem satanistów jest posiadanie przez kozę nie tylko racic ale jeszcze dodatkowo, jakby tego było mało, raciczek. I to przy każdej nodze. A ma ich 4 (słownie: cztery)! Dotyczy to zarówno kozy jak i capa czyli starego, niedołężnego, często sklerotycznego i niedomytego samca płci męskiej na ogół. To niedomycie powoduje rozchodzenie się specyficznego zapachu zwanego czasem smrodem lub cuchem. Dlatego też generalnie o kozie mówi się, że to „śmierdzący rodzaj zwierząt” (patrz Benedykt Chmielowski przyp. aut.). Często przypisywane jest to winie niedomytych genitalii capa, co złośliwie rozgłasza kler i jego wierni. Ale przeciwstawianie kozie, przez wyżej wzmiankowanych, tępego baranka nie ma już zupełnie racji bytu, gdyż każdy zdrowo myślący, w oczywisty sposób, mając do wyboru najeść się czy pójść na rzeź, wybierze. Tymczasem naukowcy po prostu stwierdzili, że „ten model tak ma” i już. Zresztą od lat wiadomo, co najnowsza historia potwierdziła, że od smrodu jeszcze nikt nie umarł, a świeże powietrze wielu zaszkodziło, np. dwóm armiom: Napoleona i von Paulusa. Historycznie również zostało potwierdzone, że zabijanie kóz jako zwierząt ofiarnych było wzorcem dla późniejszego postępowania europejskiej Inkwizycji i nie tylko.

          W ogóle nieludzkich cech ma to zwierze więcej. I wydawałoby się to oczywistym, bo nie jest człowiekiem. A jednak… Prócz tego, że koza bardzo chętnie czepia się byle wozu, co nie byłoby aż tak dziwnym, bo większość psów ma to samo, a wilki zwłaszcza zimą, to jednak najniecodzienniejszą cechą kóz jest niezwykle chętne przebywanie na drzewach. Zwłaszcza pochyłych. Znana jest opowieść, jak to siedziała koza z koźlęciem na drzewie, gdy nadleciało stado bumerangów. Jeden z nich zakręcił nad drzewo i woła:

 - Ty! Koza! Którędy do Iranu?!

 - W leeewo! – zabeczała koza. Bumerangi zakręciły i poleciały w lewo.

Ale nie minęło pięć minut, jak nadleciało drugie stado bumerangów i znów jeden zapytał:

 - Halo! Koza! Którędy do Iranu?!

 - W praaawo! – zabeczała koza i bumerangi poleciały na prawo.

Po chwili odezwał się koźlak :

 - Mamooo! A dlaczego powiedziaaałaś im, że do Iranu raz w leeewo, a raz w praaawo?

 - Syyynku. – odpowiedziała koza – A po co w Iranie tyle tych bumeraaangów?

Opowieść ta świadczy o niewątpliwej inteligencji tego zwierzęcia.

Ale mówmy dalej o jej zaskakujących cechach. Koza tylko dlatego zaliczona została do ssaków, że nie istnieje nawet najmniejsza podrodzinka wszystkopożerców. Bo kozę, a zwłaszcza samicę, cechuje umiejętność przerobienia każdego posiłku na zdrowe mleko bez szkody własnej. Wiadomo przecież, że koza, w odróżnieniu od osiołka, potrafi zjeść bez zastanawiania się nie tylko z obu żłobów, ale i same żłoby też, a następnie zabierze się za sprzęty ze stajenki i nie tylko. Znane są przypadki pozytywnego przetworzenia na mleko zjedzonych odpadów z elektrowni nuklearnej (podobno były to pręty z reaktora). Nauka nie zna takiej materii, bez względu na stan jej skupienia, którego by koza nie byłaby w stanie  zjeść. Ponadto kozy są bardzo skoczne, czego jednak nie potrafią robić dobrze i z tej racji, bezpieczny. Dlatego też bardzo często spotkać je można w szpitalach na oddziałach ortopedycznych. Nauka nie precyzuje czy nie jest to czasem związane z obdarzaniem przez kozy szczególną atencją gipsu. Dla nas jest to ostrzeżeniem, by nie podskakiwać, bo może się to skończyć posądzeniem o satanizm.

          Ale są też cechy pozytywne. Zwierze to potrafiło być natchnieniem niektórych artystów. Np. słynny obraz, który namalował Leonardo da Vinci, zatytułowany „Dama z łasiczką” początkowo przedstawiał „Damę z koziczką”. Niestety naciski rodziny owej damy, a zwłaszcza jej męża oraz wysoko postawionego kochanka, zmusiły artystę do zmiany koncepcji obrazu na nieco jednak fałszywą z natury łasicę – taka utajona zemsta malarza, co za jedną zapłatę musiał pracować dwa razy. Z drugiej strony trudno się dziwić protestom. Obraz dekamuflował rzeczywisty stan, że tak powiem, układu rodzinnego. Dlaczego? Otóż wiąże się to z niezwykle silną seksualnością tego zwierzęcia. Potęga ta ujawnia się, dla naprzykładu,  podczas sabatów czarownic, które wówczas obowiązkowo spółkują z kozłem, który wytrzymuje to przez całą, wielogodzinną noc bez (sic!) wspomożenia chemii. Nie jeden by tak chciał. Cóż, kiedy chcieć wcale nie znaczy móc, jak mówi stare porzekadło. Niektórzy z nich nawet próbują udowadniać kozom, że jest odwrotnie. Ale jak na razie nie jesteśmy w posiadaniu wiedzy, czy to się udało. Wiadomo tylko, że próby nadal trwają.

          W Polsce, w miejscowości Wieruszów, znajduje się ośrodek cechujący się czarną sławą na całym naszym globie. Zamieszkują tam ludzie, których cechuje skoncentrowana nienawiść do kóz. Hodują je tylko po to, by zabić i obedrzeć ze skóry. Z tychże skór robią bez mrugnięcia okiem różniste wyroby kaletnicze, a co zostaje rozprzedają lub, co gorsze, spożywają. Podobno zainteresowała się tą miejscowością Partia Zielonych i zielony klub opozycji zwany Grinpisowcami.

          Przeglądając różne materiały dotyczące kóz, kozich wierzeń oraz pragnąc dotrzeć do mało znanych, a, mniemam, ciekawych informacji, znalazłem w jednej z encyklopedii taką – pozwolę ją sobie zacytować nie biorąc żadnej odpowiedzialności za treść z niej płynącą, choć, moim skromnym zdaniem, trudno się nie zgodzić z wnioskami : „Starożytni Grecy uważali, że Zeusa za jego lat szczenięcych wykarmiła własnym mlekiem koza Amaltea. Biorąc pod uwagę fakt, iż później Zeus zabił własnego ojca, zjadł swoją żonę, z rozłupanej czaszki wyskoczyła mu Atena, a także współżył z własną siostrą, nie można powiedzieć, aby wyszedł na tym dobrze”. Od siebie bym tu dodał, ż musiał podobno przerabiać sobie łabędzia na ptaka czy jakoś tam odwrotnie. Ale czy to miało związek z odżywianiem, nie wiem.

          Nie jestem pewien czy nie powinno się postulować, by zmienić określenia „stoczyć się” na „skozić się”, a „diabli wiedzą” na „cap to wie”…

                                                        ANDRZEJ  AROKIS

                                      www.domowezwierzadko.blogspot.com

                                              [email protected]


Podobał Ci się artykuł?
3
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


System komentarzy dostarcza Disqus

Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij