Gadżety polskiej Prezydencji wywołały wrzawę medialną. Ale czy aby na pewno słusznie? Wszystko co nas otacza ma swoje dobre i złe strony. Problem tkwi w naszym braku obiektywizmu i poczucia wspólnoty.

Data dodania: 2011-05-14

Wyświetleń: 1986

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 1

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

1 Ocena

Licencja: Creative Commons

Chcemy, żeby w Polsce żyło się dobrze. Chcemy, aby była krajem atrakcyjnym dla turystów i inwestorów. Chcemy, żeby jak najlepiej postrzegano nas za granicą. Tylko czy aby na pewno? Czy krytykując, uzewnętrzniając agresję werbalną, szykanując ludzi, których z resztą wybraliśmy demokratyczną większością, dbamy o to jak będą nas postrzegać za granicą? A może warto przed wygłaszaniem apokaliptycznych sądów, poszukać informacji, by mieć bardziej obiektywny ogląd całości?? W końcu wizerunek kraju wpływa na postrzeganie jego mieszkańców, więc jego kształt powinien leżeć w naszym interesie, nieprawdaż?

Grudzień. Małe miasteczko. W oknie pali się jedna chanukowa świeca. Dzieci siedzą przy pustym stole. W tym roku nie ma tradycyjnej, chanukowej kolacji. Zabrakło pieniędzy. Nie ma też radosnej atmosfery, która co roku towarzyszyła domownikom podczas tego, tradycyjnego święta żydowskiego. Nagle słychać pukanie do drzwi. Otwiera najodważniejszy chłopiec. Za drzwiami stoi bogaty dziedzic, którego dzieci wpuszczają do środka. Nieznajomy prosi o opowiedzenie historii Chanuki. Zaprasza też dzieci do gry w drejdla...

W opowiadaniu „Dziedzic” Singer odtwarza tradycyjne żydowskie święto – Chanukę.  Jednym z obyczajów, który się z nim wiąże jest właśnie gra w drejdla. Na czym polega? Dzieci kręcą czterobocznym bączkiem z namalowanymi na każdym z nich literami hebrajskiego alfabetu. Gra toczy się o pieniądze lub łakocie. Zwycięzca zgarnia całą pulę.

Tradycja bączka sięga znacznie dalej niż można by było się tego spodziewać. Przedmiot zwany cygą, kręglicą, frygą czy wartołką a pochodzący z Babilonu przyjął się nie tylko w naszej kulturze. Ze względu na swoją prostotę i ludyczność umila czas dzieciom od dawien dawna. Ale to nie wszystko. Bączek stał się także integralną częścią Przystanku Woodstock. Od 1995 r. statuetka „Złoty Bączek” jest wręczana w dowód uznania dla najlepszego zespołu związanego z wydarzeniem muzycznym. W tym kontekście nikt nie mówi o jego analogii do gestu źle widzianego w towarzystwie. Charakteryzuje tu raczej pozytywną energię, zaangażowanie społeczne i twórczą aktywność.

Tak też powinien być postrzegany, bo jeżeli zrobić bilans zysków i strat, wizerunkowo bączek wypada całkiem nieźle. Nawiązuje do polskiej tradycji ludowej, jest zaprojektowany przez polskich designerów, wykonany z polskich materiałów i przede wszystkim wyróżnia się na tle standardowych gadżetów typu pendrivy, długopisy, pocztówki itd. Czego mu może brakować poza ciepłym odbiorem sporej części Polaków? Wydaje się, że logo polskiej Prezydencji… chociaż być może będzie ono umieszczone na opakowaniu. 

Bączek jaki jest, każdy widzi. Raz tradycyjny, ubrany w ludowe stroje. Raz ludyczny i świąteczny. A jeszcze kiedy indziej społeczny oraz muzyczny. Czy zatem warto przesądzać o jego losie w kontekście polskiej Prezydencji? Wydaje się, że nie. Biorąc dodatkowo pod uwagę rzemiosło artystyczne twórców, trzeba przyznać, że całkiem nieźle wykonali pracę.

Zobacz także:

Na czym polega Prezydencja?

Licencja: Creative Commons