Mam poważne wątpliwości co do zabicia Osamy bin Ladena oraz tego w jaki sposób informacja ta została przekazana światu. Specjaliści od marketingu politycznego, komentatorzy i dziennikarze chórem przekuli jednak ten nekrolog w akt zwycięstwa Baracka Obamy w przyszłorocznych wyborach.

Data dodania: 2011-05-14

Wyświetleń: 1515

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Nie tak szybko, Panowie! – ciśnie mi się na usta, po wysłuchaniu przemówienia amerykańskiego prezydenta, z dumą opowiadającego, w słowach wielce poprawnych politycznie, jak osobiście nadzorował akcję zamordowania bez procesu człowieka (mimo wszystko) na oczach jego dwunastoletniej córki. Z perspektywy innego kontynentu sprawa nie wydaje mi się aż taka oczywista, ale być może to właśnie kwestia odseparowania od tego co dzieje się za oceanem. Amerykanie, póki co, wydają się cieszyć niemal tak energicznie, jak Palestyńczycy fetujący na ulicach 11 września 10 lat temu. Nie ma się co dziwić – w zeszłym tygodniu zabite zostało personalizowane w Ameryce zło, Hitler XXI wieku, który odważył się podnieść rękę na Mocarstwo. Na marginesie, widok ludzi w euforii na ulicach Nowego Jorku wzbudza we mnie sporo złych skojarzeń na temat „misji białego człowieka”, który w swoim uświęconym akcie zemsty niewiele różni się od agresora.

Administracja Obamy sprzedała zabójstwo jako pełen sukces, osobisty akt odwagi prezydenta, ukoronowanie wojny z terroryzmem, zwycięstwo dobra nad złem. Z dużą pewnością siebie obwieszczono światu tryumf na specjalnej konferencji prasowej. Bez najmniejszego poczucia winy za śmierć ludzi. Bez nuty zawstydzenia i tajemnicy, jaką powinna się charakteryzować akcja sił specjalnych na obcym terytorium. Chętnie pokazano materiały filmowe, zdjęcia Obamy w jakimś cyberbunkrze, 44 piętra pod podłogą Białego Domu z wymalowanym na twarzy dramatem. Czy to dobra metoda na PR w momencie przełomu? Trudno powiedzieć. Z jednej strony administracji potrzebny był sukces, a tej ryby złapanej na haczyk nie trzeba było przemalowywać na złoto. Obama i jego współpracownicy w polityce międzynarodowej nie mieli jak dotąd oszałamiających sukcesów: zarzucony pomysł pozbycia się broni nuklearnej, antyrakietowe ustępstwa wobec Rosji, Wikileaks – to wszystko sprawiało wrażenie słabnących Stanów. A z nimi słabnącego Obamy. Ostatni „sukces” tej słabości ma zaprzeczyć. Z drugiej strony, był to dobry moment na podkreślenie wizerunku Obamy – humanitarysty, laureata pokojowej Nagrody Nobla, który był łaskawy, a „mógł zabić”; który jako orędownik polityki po Guantanamo, oddał potwora pod sąd; który zmienia oblicze Ameryki. Z jakiś powodów nie zrobiono tego...

Przypomina mi się pewna sytuacja z kampanii wyborczej z 2008 roku, kiedy przyszły prezydent USA przybył do Europy jako gwiazda i wygłosił przemówienie przed tysiącami ludzi w Berlinie. Europa oszalała. W wyborczym starciu okazał się to jednak poważny błąd – sondaże spadły, bo Amerykanie uznali, że Obama gwiazdorzy na Starym Kontynencie jakby już wygrał. Dziś sytuacja jakby się odwróciła: panosząc się po obcych landach ze służbami specjalnymi strzelającymi w głowę z zimną krwią, prezydent dla Amerykanów stał się odważnym bohaterem. Jednak poza USA było już mniej entuzjastycznie. Europa przyklasnęła, ale jakoś cicho i niepewnie. Angela Merkel, która stwierdziła, że „się cieszy” dostała ostro po głowie. Silnie zakorzeniony europejski humanitaryzm zmusił do powściągliwości.

 

Czy ktoś w USA będzie w stanie zagrać tą kartą? Odpowiedź brzmi: (raczej) nie. Dla Republikanów wykończenie terrorystów to cel nr 1, więc powinni Obamę raczej oklaskiwać. Co innego społeczne masy, które poszły za Obamą łagodnym i powściągliwym, który chce amerykański arsenał nuklearny zredukować do zera. Nie jest to jawna niespójność wizerunku, ale dość istotny dysonans. Może warto więc było podejść do wydarzeń ostatnich dni z pewną powściągliwością i skromnością. W dłuższej perspektywie nonszalancja Obamy może stać się ciężarem człowieka, który obiecał Ameryce nową twarz, a dał jej przypudrowany pysk.  

 

Kuba Jakubowski, 2011-05-05 kubajakubowski.pl

Licencja: Creative Commons
0 Ocena