Niepozorny audiobook skrywa w sobie tekst o porażającej treści. Grzesiuk, chłopak pełen werwy i, jak sam to nazywa, sprytu życiowego, opisuje w pierwszoosobowej narracji swoje przeżycia z obozów koncentracyjnych.

Kilkakrotnie obejrzałam film ”Życie jest piękne” Benigniego i zawsze nawiedzała mnie myśl, że temat poważny, przerażający, przygnębiający, ale odarty z patetyczności, wzniosłego tonu staje się bardziej uderzający. Na swoje potwierdzenie miałam „Los utracony” Kertesza, czy „Pamiętnik z powstania warszawskiego” Białoszewskiego. Moje spostrzeżenie dotyczy także audiobooka „Pięć lat kacetu” Stanisława Grzesiuka.

Oczywiście liczne są głosy, że autobiografia jest zbyt strywializowana, spłycona, a przez to, staje się nieprawdziwa, „naciągnięta”. Dodatkowo, nie będę tego głębiej roztrząsać, wspomnę w ogóle - często podnosi się krzyk o stosunek Grzesiuka do polityki, kościoła itd. Prawdę powiedziawszy nie chcę o tym słyszeć, niech jego książki mówią same za siebie, w moich oczach zostanie On zawsze „cwaniakiem”, „uroczym warszawiakiem”. Nie będę tutaj rozpatrywała przynależności partyjnych człowieka, który wychował się w trudnych warunkach („Boso ale w ostrogach” - pierwsza część autobiografii), przeżył pięć, niewyobrażalnie trudnych lat w obozie koncentracyjnym, a potem zmagał się z gruźlicą (ostatnia część autobiografii „Na marginesie życia”). Wydaje mi się, iż w pewnym momencie powinno się przestać dywagować nad przyczyną wydania twórczości pisarza i skupić się li i jedynie na tekście, który mówi do nas. Wydanie książkowe drugiej części autobiografii przeczytałam już kilka dobrych lat temu, niedawno postanowiłam zmierzyć się z audiobookiem.

Największą barierą, myślę, że nie tylko dla mnie, był głos lektora. Znając „brzmienie” autora, m.in. dzięki śpiewanym przez niego piosenkom („U cioci na imieninach”, „Siekierka, motyka”), ciężko jest przywyknąć do mocnej, przyjemnie zachrypionej barwy aktora. Choć dodam, iż przyzwyczajenie się do tego zabiera niewiele czasu. Książka jest „dobrze mówiona”, zdarzają się minimalne niedociągnięcia (miałam wrażenie, że czasami lektor gubił się w tekście), ale w żadnym wypadku nie rzuca to złego cienia na audiobook. Minusem dla mnie było zbyt duże podzielenie tekstu na 5 -10 minutowe fragmenty. Osobiście wolałabym około 15 minutowe odcinki – łatwiejsze dla mnie w odtwarzaniu. Co do opakowania, trzeba o nim wspomnieć, gdyż wygląda ono niezwykle, jak na taką formę zapisu książki, ascetyczne – proste opakowanie, bez żadnych ozdobników. Nie jest to pudełko dla osoby chcącej postawić go na półce i napawać się pięknem wyszukanego prostopadłościanu, ponieważ to tylko mała plastikowa forma w kształcie płytki (podobno taki kształt nazywa się muszelkowatym) –wpływa to na pewno na niską cenę audiobooka.

Niepozorny audiobook skrywa w sobie tekst o porażającej treści. Grzesiuk, chłopak pełen werwy i, jak sam to nazywa, sprytu życiowego, opisuje w pierwszoosobowej narracji swoje przeżycia z obozów koncentracyjnych. Autor nie waha się przyznać do czegoś, co budziło potępienie wśród innych więźniów. Pisze między innymi o kradzieży chleba, która była jedną z największych zbrodni w „kodeksie” obozu. Jednakże Grzesiuk wspomina także o swoich dobrych uczynkach: pomoc słabszym od siebie, dzielenie się jedzeniem. Istotne jest to, iż narrator stara się nie oceniać, opisuje tylko, mieszając straszne wydarzenia ze szczyptą humoru. Nie skupiając się na szczegółach – bo te można poznać słuchając audiobooka, książka pokazuje nam jedno (cytuję za Grzesiukiem):

Podstawą życia w obozie było, w moim pojęciu, maksymalne miganie się od pracy oraz organizowanie jedzenia, a w zasadzie można to ująć w jedno zdanie – postępować przeciw wszystkim zarządzeniom władz obozowych, bo wszystkie zarządzenia miały na celu jak najszybsze wykończenie więźniów.

To, że znam inne książki o tej tematyce umacnia mnie jeszcze bardziej w przekonaniu, że postawa Grzesiuka była niepowtarzalna. Poprzez zbagatelizowany sposób opisu, ja osobiście nie odczuwam spłyconego obrazu tragedii, jakiej doznali ludzie ponad pół wieku temu. Przez to, rośnie mój podziw dla autora, gdyż nie jest łatwo, w takich warunkach, zachować wrodzone poczucie humoru, zadziorność oraz uczynność dla przyjaciół, kolegów, słabszych i wymagających pomocy.

„Masz mało czasu trzeba dać świadectwo” – każde ze świadectw z okresu II wojny jest prawdziwe, nie da się wartościować tego, co jest ważne i ważniejsze, prawdziwe i prawdziwsze, co najwyżej możemy mówić jedynie o formie przekazu najbardziej nam odpowiadającej. Inaczej będę czytać „Dziewczynkę z listy Schindlera”, „Byłem asystentem doktora Menele”, czy w końcu „Pięć lat kacetu”, odbierać zaś je będę tak samo – upamiętnienie, dowód tych, którzy przeżyli. Powinniśmy czytać takich świadectw jak najwięcej, nie dlatego aby wpadać w nieustanne przygnębienie, lecz po to, aby pamiętać, że TO zdarzyło się naprawdę, a nie tylko na kartach książki.

Paulina Mizińska

Licencja: Creative Commons