To, że w wielu przypadkach książki są lepiej oceniane przez czytelników, niż bazujące na nich filmy przez widzów, to żadne zaskoczenie. Ale są takie przypadki, kiedy film robi z książki prawdziwą sieczkę. Takim przykładem jest The Kissing Booth – hit czytelnika i kit widza.

Data dodania: 2021-03-19

Wyświetleń: 85

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Copyright - zastrzeżona

The Kissing Booth - zanim obejrzysz film, przeczytaj książkę

The Kissing Booth: banalna historia, która może zainteresować

Gdyby różnicę między filmem a książką zamknąć w jednym stwierdzeniu, to można by śmiało powiedzieć, że film jest po prostu kolejnym banalnym podejściem do oklepanego tematu nastolatków i ich miłostek. Książka – w zasadzie tym samym, ale jest napisana w taki sposób, że się tego banału nie dostrzega. Pozostaje prosta w odbiorze, a bohaterowie nie są przesadnie wielowymiarowi, ale na litość boską! W filmie brakuje im sporo nawet do jednego wymiaru.

Czy The Kissing Booth jest dobrą książką, o której świat powinien się jak najszybciej dowiedzieć? Zapewne nie. Ale czy powinien dowiedzieć się o filmie? Na pewno nie. Nawiasem mówiąc: jeśli jeszcze o tym tytule nie słyszałeś, to serio, gdzie ostatnio bywasz? Nadrób braki, czytając wpis na https://mamawymysla.pl/ksiazki/bestseller-jakim-jest-the-kissing-booth/.

Książka i film to nawet nie jest to samo uniwersum

To, że scenarzysta i reżyser muszą dokonać adaptacji powieści, żeby dała się ona zaszufladkować w normach jakiegokolwiek serialu czy filmu, jest oczywistością i wynika z różnic między warsztatem pisarskim a filmowym. I zwykle proces ten przebiega podobnie: wyrzuca się wątki poboczne, usuwa sceny, których przygotowanie byłoby kosztowne, a których wpływ na fabułę jest niewielki czy odrobinę zmienia się bohaterów, żeby lepiej odpowiadali oni gustom widza. I do pewnego momentu wszystkie te zmiany są akceptowalne – niekoniecznie chwalone, ale właśnie akceptowalne jako zło konieczne.

Tymczasem żeby z książki powstała netflixowa adaptacja, chyba ktoś musiał przepisać ją w całości. Rdzeń fabuły nie jest szczególnie oryginalny (i nie powinien być – nie na tym polega atrakcyjność powieści), ale po wyrzuceniu wszystkich charakterystycznych scen i całkowitym przekolorowaniu bohaterów, wyszedł filmowy potworek, który praktycznie w niczym nie przypomina powieści. A może scenarzysta przeczytał The Kissing Booth tak samo, jak większość uczniów czyta lektury szkolne? Na to pytanie odpowiedzi brak.

Chcesz odkryć film? Musisz wiedzieć, co bohater ma na myśli

Powiedzmy to wprost: film The Kissing Booth jest po prostu filmem słabym. To jednak nic strasznego: część słabych filmów też daje pewną radość. Natomiast żeby ten zrozumieć, musisz wziąć do ręki książkę. Z niej dowiesz się wszystkiego o stanie psychicznym bohaterów i uzupełnisz sobie brakujące sceny. Połowa historii – dla wielu czytelników to właśnie ta ważniejsza połowa – została w filmie pominięta.

Książka jest napisana w sposób ciekawy i więcej niż poprawny. Choć jej temat nie jest rewolucyjny, to pewne elementy fabularne i warsztatowe sprawiają, że można nie tylko zabić nią czas, ale też podłapać parę ciekawych zabiegów technicznych. To o tyle istotne, że przecież czytanie rozwija – nie zawsze musi to oznaczać lekturę encyklopedii czy rozpraw Platona, ale czasem też rozbudowanie warsztatu, słownictwa czy po prostu leciutkie pchnięcie psychiczne w stronę dyskomfortu pobudzającego do myślenia.

Nie chcemy przez to powiedzieć, że The Kissing Booth to głęboka książka. Nie. Przede wszystkim jest to lekka, przyjemna powieść, którą można sobie poczytać do poduszki, zamiast świecić sobie w oczy netflixową adaptacją. Kartki przerzucają się praktycznie same, książka nie wymaga wielkiego zaangażowania, ale pozwala z powodzeniem zwolnić trochę mocy obliczeniowej mózgu na ważniejsze sprawy.

To właśnie w takich powieściach jest największą wartością: można przy nich po prostu wypocząć. W przypadku filmów teoretycznie chodzi o to samo, ale tym razem producenci poszli o krok za daleko: żeby The Kissing Booth obejrzeć, pomijając wszystkie książkowe niuanse, trzeba wręcz intencjonalnie ograniczyć sobie możliwości intelektualne.

Być może to jest właśnie powód, dla którego książkowa wersja jest hitem w swojej kategorii, a na Netflixie, jeśli film trafia do popularnych, to tylko i wyłącznie z powodu mody, natomiast raczej nie trafi do rankingu filmów, które chciałoby się oglądać w koło.

Licencja: Copyright - zastrzeżona