Nie sposób zrozumieć fenomenu „Pana Tadeusza” bez uświadomienia sobie drogi, jaką przeszedł autor od „Konrada Wallenroda” przez III cz. „Dziadów”, aż po narodową epopeję. Jest to droga rozpoczynająca się od zaakceptowania makiawelicznej zasady, iż „cel uświęca środki”, kończy się natomiast afirmacją świata.

Data dodania: 2021-04-24

Wyświetleń: 161

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

ESEJ

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Adam Mickiewicz - od radykalnego makiawelizmu do idealizującej afirmacji świata

Uwikłania polityczne Adama Mickiewicza sprawiły, iż został on zesłany w głąb Rosji. Nie była to jednak Syberia, bo takie konotacje rodzi natychmiast słowo „zesłanie”, ale europejska, cywilizowana Rosja. Mickiewicz błyszczał na moskiewskich salonach, budził podziw swoimi poetyckimi improwizacjami, prowadził ożywione dyskusje na temat polityki i sztuki. Bywał także zapraszany przez rosyjską arystokrację na wycieczki krajoznawcze. W ten właśnie sposób zwiedził Mickiewicz  Półwysep Krymski, co zaowocowało powstaniem cyklu „Sonetów krymskich”.

W roku 1828 w Petersburgu została opublikowana powieść poetycka zatytułowana Konrad Wallenrod. Powieść historyczna z dziejów litewskich i pruskich. Powieść ta jest historyczną maską. Główny bohater jest w istocie dziewiętnastowiecznym spiskowcem, a walka Litwinów z Krzyżakami jako żywo przypomina konflikt pomiędzy narodem polskim a carskim systemem zniewolenia. Konrad Wallenrod jest średniowiecznym rycerzem zmuszonym do działania sprzecznym z kodeksem postępowania rycerskiego.

Od samego początku obserwujemy jakiś straszliwy fatalizm jego losów. Urodzony na Litwie, został uprowadzony przez Krzyżaków w czasie jednego z najazdów. Mały chłopczyk niczego nie pamiętał, nawet śmierci własnych rodziców. Profil wychowanka w Zakonie Najświętszej Maryi Panny był ściśle określony. Chłopak stać się miał wzorowym chrześcijaninem i dobrze wyszkolonym rycerzem. Walter Alf (zakonne imiona młodzieńca) wyrasta w środowisku, które dla niego jest zupełnie naturalne. Jego psychika i świadomość nie jest obciążona żadnymi rozterkami, wybory motywowane są przez oczywiste konteksty jednostkowej egzystencji, surowej i bezproblemowej. Sytuacja komplikuje się niepomiernie wówczas, kiedy na scenie dramatu pojawia się niejaki  Halban. To niewolnik, Litwin, wędrowny śpiewak, reprezentujący grupę zawodową, którą w jego ojczyźnie nazywano wajdelotami. I to on właśnie opowiada Wallenrodowi historię, która, jak się okazuje, jest historią własną rycerza. Konrad odkrywa okrutną prawdę: nie jestem tym, kim myślałem, że jestem. Zostałem wychowany przez ludzi, którzy zamordowali moich rodziców.

Ciężar takiej prawdy bywa czasem nie do zniesienia (Edyp). Ciężar ów rozkłada się na kilka zasadniczych elementów:

        * Świadomość życia w kłamstwie;

  • Odwrócenie wektorów etycznych;

  • Epifania prawdy;

  • Konieczność prowadzenia podwójnego życia;

  • Tragizm.

 Halban uprzytomnia Konradowi, że to tej pory funkcjonował w rzeczywistości nieprzezroczystej. Mgle fałszu i iluzji. Odwrócenie wektorów etycznych polega na radykalnym przestawieniu dokonywanym na osi: swój-obcy, sojusznik-wróg. Swoi ukazali się wrogami, obcy – sojusznikami. To tak, jakby ktoś nagle przeorał naszą świadomość, jakbyśmy nagle stanęli oko w oko z potworem kłamliwej biografii. Taka sytuacja wymaga dokonania radykalnego wyboru: albo samobójstwo, albo pogodzenie się ze straszliwym losem i dokonanie wyboru o fundamentalnym charakterze dla dalszego funkcjonowania w świecie. Ten egzystencjalny, o fundamentalnym charakterze, wybór nie będzie miał nic wspólnego z potocznie pojmowaną etyką (w tym względzie Konrad bardzo przypomina bohaterów G. G. Byrona). Nieszczęśnik będzie musiał mieć plan i do niego dopasować strategię działania.

Planem jest zniszczenie zakonu, a środkiem do tego celu wiodącym będzie zdobycie władzy.

Walter Alf w tajemniczych okolicznościach zabija sławnego krzyżackiego rycerza – Konrada Wallenroda. To nowy etap życia. Walter ubiera się w płaszcz biografii prawdziwego Konrada Wallenroda. Podwójna biografia bohatera polega na dialektycznych uwikłaniach prawdy i fałszu zarówno w aspekcie zewnętrznym, jak i wewnętrznym. Nowy życiorys umożliwia mu zdobycie władzy w Zakonie. Przez współbraci zostaje wybrany na Wielkiego Mistrza. Rozpoczyna się gra z bardzo niebezpiecznym przeciwnikiem, którą dodatkowo utrudniają dylematy moralne Konrada. Jego misja jest straceńcza i zbrodnicza. Podobnie jak Szekspirowski Hamlet, Konrad uwikłany zostaje w egzystencjalną pułapkę. Jeśli nie wykona misji, będzie żył do końca swoich dni z tragiczną świadomością zaniechania. Mogłem wyzwolić własną ojczyznę, miałem do dyspozycji odpowiednie środki, ale nie odważyłem się ich użyć. I odwrotnie, jeśli misja zniszczenia Zakonu zakończy się powodzeniem, wówczas świadomość dokonanej zbrodni nie pozwoli na sensowną kontynuację życia. Co też w istocie się dzieje. Konrad popełnia samobójstwo! Nie odczuwa jednak ani ulgi, ani satysfakcji; raczej dumę, której towarzyszy bezdenne cierpienie:

Jam to uczynił, dopełnił przysięgi

Straszliwej zemsty nie wymyśli piekło

…………………………………………..

Ja to sprawiłem; jakem wielki dumny,

Tyle głów hydry jednym ściąć zamachem!

Jak Samson jednym wstrząśnieniem kolumny

Zburzyć gmach cały i runąć pod gmachem!

(Konrad Wallenrod)

 Konrad okazał się „aniołem zniszczenia”, kierowanym przez „szatana zemsty” – Halbana. Na ołtarzu ojczyzny poświęca nie tylko własne życie, ale i zbawienie. Granica poświęcenia została przesunięta, a fakt ten rodzi pytanie – czy istnieją takie wartości ziemskie, dla których można byłoby poświęcić życie i zbawienie? Wydaje się, że nie istnieją takie wartości, ale pamiętajmy, że funkcjonujemy w romantycznej przestrzeni myślenia
i odczuwania. 
Zbrodnia dokonana na innych kończy się zbrodnią dokonaną na sobie.

            Jak pisze Maria Janion w eseju Pośmiertna maska Konrada Wallenroda, dzieło Mickiewicza wywołało ogromne emocje. Jedni (klasycy) widzieli w nim apologię zdrady i propagowanie obcej duchowi polskiemu postawy etycznej (bajronizm). Inni (młodzi romantycy) dostrzegali w nim raczej apoteozę czynu, a dylematy moralne bohatera schodziły na drugi plan. Jak wielkie było oddziaływanie utworu świadczy napis, który pojawił się na murze jednej z warszawskich kamienic w czasie trwania Nocy Listopadowej: Słowo stało się ciałem, a Wallenrod Belwederem.

Bronią słabych – podstępy i zdrady

Dla członków tajnych organizacji spiskowych, a później uczestników powstańczej akcji prawda ta była oczywistością. Słabi wyboru nie mają, muszą działać stosownie
do okoliczności. A należy pamiętać, że garstka uczestników „nocy listopadowej” stanęła naprzeciwko całej potęgi carskiego imperium. Dla tych chłopców zbrodnicza misja Wallenroda czy strategia Alpuhara, traktującego zdradę jako metodę walki z mocniejszym przeciwnikiem, nie budziła żadnych kontrowersji.

Konrad Wallenrod jest przykładem dobitnie ilustrującym, jakie konsekwencje wywołuje imperatyw działania, imperatyw czynu, który musi być spełniony, bez względu na implikacje. O ile jednak podstawową motywacją działania w przypadku Konrada było pragnienie uwolnienia ojczyzny, o tyle w przypadku Halbana były to: chęć zniszczenia Zakonu i odwet. Motywacja wzniosła miesza się tutaj z motywacją podłą, negatywną, a ta ostatnia zawsze przynosi opłakane skutki. Żądza zemsty do takich właśnie należy, ale właśnie ona została zaszczepiona Konradowi przez Halbana. I w tym kontekście bardzo niewiarygodnie brzmią słowa o poezji jako Arce Przymierza. Odwołania do Biblii, w przypadku szatana - Halbana, są celowe i świadomie zastosowane, by zakłócić proces komunikacyjny. Mówiąc inaczej, Konrad staje się zwyczajnie przedmiotem manipulacji ze strony wajdeloty. Patriotyczna retoryka jest wyłącznie zasłoną mającą przykryć prawdziwe zamierzenia „śpiewaka”. Wallenrod staje się narzędziem zemsty i to dzięki niemu Halban osiąga dwa cele: patrzy na klęskę Zakonu i dumnego Konrada, który po wykonanej misji podaje czaszę z trucizną starcowi. Ten jednak ani myśli pójść drogą rycerza.

Nie, ja przeżyję…i ciebie, mój synu! –

Chcę jeszcze zostać, zamknąć twe powieki,

I żyć – ażebym sławę twego czynu

Zachował światu, rozgłosił na wieki.

Czy nie brzmi to jak kpina?

Za Halbanem staje szatańska moc poetyckiego słowa, za Konradem wyłącznie duma. Który z nich zatem jest prawdziwym bohaterem powieści poetyckiej? Wydaje się – wbrew tytułowi – że ten pierwszy, bo to on właśnie trzyma  w swym ręku wszystkie karty i rozgrywa nimi bezwzględnie i cynicznie.  

Źródłem czynu jest bunt. Konrad Wallenrod neguje narzuconą biografię, stara się odwrócić logikę historii, podstawą której jest siła. Konrad  buntuje się przeciwko takim prawom, które generują i potęgują zło. Szatan sprzyja każdemu buntownikowi, ponieważ jego natura pokrewna jest Duchowi Negacji. Zastanawiające jest to, że w powieści poetyckiej Mickiewicza nie ma dla zła żadnej realnej przeciwwagi. Bezsilny Kiejstut może tylko czekać na wyrok, którym będzie całkowite uzależnienie Litwy od Zakonu. Aldona, uosobienie dobra i miłości, usycha z tęsknoty w wysokiej krzyżackiej wieży. To świat, w którym zło tryumfalnie zawiesza sztandar swojej obecności nad pokonanymi wartościami

***

Wielka Improwizacja nie jest aktem stwarzania, ale  aktem poznania.  Wewnętrzny byt Konrada już istnieje! Wewnętrzny byt, który jest istnieniem.

Zasadniczą różnicą pomiędzy Konradem Wallenrodem a III cz. Dziadów jest poziom refleksji etycznej. Ksiądz Piotr w dramacie jawi się jako element równoważący zło. To on właśnie przywraca światu etyczną harmonię, która jest wynikiem wprowadzenia symetrii. Pysze Konrada odpowiada pokora wiernego sługi bożego. Bezwzględności Nowosilcowa – miłość matki Rollisona. Koniunkturalizmowi towarzystwa przy stolikach – patriotyzm młodzieży  zgromadzonej przy drzwiach. Przypomnijmy – w horyzoncie egzystencjalnym Wallenroda nie ma miejsca na dobro; zło jest jedyną zasadą rzeczywistości. W takim horyzoncie ontologiczno – aksjologicznym jakikolwiek wybór będzie naznaczony stygmatem tak postrzeganej i pojmowanej rzeczywistości. Mówiąc wprost – będzie to wybór zły.

Symetria przywraca światu, który „wypadł z formy”, ład, elementarny porządek. Więzień mógł zostać opętany przez szatana, ale mógł też zostać od niego uwolniony dzięki egzorcyzmom. Dobre i złe duchy mocują się o duszę bohatera. Upojenie władzą Senatora równoważą pełne trwogi sny. Męczeństwo polskiej młodzieży łagodzi świadomość, iż jest to potrzebna ofiara złożona na ołtarzu wolności. Ponieważ w rzeczywistości Wallenroda nie ma dobra, zatem nie ma też i sensu. Przywrócenie symetrii w dramacie pozwala odzyskać zagubione poczucie sensu. Symetria pomiędzy dobrem a złem gwarantuje każdej pojedynczej ludzkiej egzystencji, że będzie ona funkcjonować w przestrzeni etyczno – ontologicznego ładu. 

Idealizująca pamięć jako warunek afirmacji świata

W Panu Tadeuszu wahadło wychyla się w drugą stronę. Soplicowo wyjęte z historii staje się przestrzenią piękna i dobra. Co więcej, harmonia, ład i samowystarczalność dworku każe Miłoszowi postawić tezę, że ogród soplicowski jest obrazem wszechświata. Istotnie, czas i przestrzeń w poemacie Mickiewicza zostały odrealnione. Następuje restytucja mitu arkadyjskiego

Zwróćmy uwagę - przestrzeń Konrada Wallenroda tworzy zamknięty horyzont piekielnej melancholii, przestrzeń Pana Tadeusza natomiast kreuje horyzont szczęśliwości oraz urody świata i życia. Dwa kontrastowe ujęcia.

Czynniki, które warunkują harmonię Pana Tadeusza, to natura i tradycja.
W Soplicowie kultywowane są pradawne obyczaje, każda, nawet najbardziej banalna czynność, zakotwiczona zostaje w przestrzeni rytuału. To czyni z Soplicowa obszar sacrum.
 Natura z kolei nadaje rytm ludzkiemu istnieniu. Pierwsza księga rozpoczyna się od opisu wracających z pola ludzi i zwierząt. Zachodzi słońce, a dla ekonoma to znak, że trzeba kończyć pracę. Tak zarządził Sędzia:

  U niego ze dniem kończą pracę gospodarze.

Pan święta wie, jak długo pracować potrzeba;

Słońce Jego robotnik, kiedy znidzie z nieba,

Czas i ziemianinowi ustępować z pola”.

Tak zwykł mawiać pan Sędzia, a Sędziego wola

Była ekonomowi poczciwemu świętą,

Bo nawet wozy, w które już składać zaczęto

Kopę żyta, niepełne jadą do stodoły;

Cieszą się z niezwyczajnej ich lekkości woły.

  (Pan Tadeusz)

 Pan Tadeusz, podobnie jak  Pieśni XXV Jana Kochanowskiego, jest pochwałą niewidzialnego Stwórcy poprzez pochwałę widzialnego świata. Niezmienne prawa Natury generują harmonię, ład istnienia i porządek bytu. A zatem tylko życie zgodne z jej prawami warunkuje osiągnięcie szczęścia.

Obraz raju jest obrazem archetypowym. W naszej podświadomości zbiorowej pozostała tęsknota za miejscem, w którym moglibyśmy się czuć wiecznie szczęśliwi; tęsknota za miejscem, w którym nie ma chorób, śmierci, nieszczęść i innych egzystencjalnych dramatów. Rajski ogród jest odwiecznym marzeniem całej ludzkości. Szukać go należy jednak nie na zewnątrz, tylko w sobie. Mistrz Eckhart pisał, że Królestwo Boże zamieszkuje duszę człowieka, zatem każdy człowiek jest nosicielem przestrzeni niebieskiej. Przypomnijmy, Konrad z III cz. Dziadów szukając Boga, odnajduje go w sobie. Inna rzecz, że próbuje Go zniszczyć, dewastując tym samym Królestwo Niebieskie. Jest to działanie typowe dla każdego buntownika. Niezgoda na świat jest niezgodą na samego siebie.

Warunkiem afirmacji rzeczywistości jest zaprowadzenie pokoju we własnym wnętrzu. Emmanuel Swedenborg pisał: Jaki jesteś, tak i widzisz. Jeżeli w twojej duszy panuje chaos, nigdy nie dostrzeżesz piękna i harmonii świata.

Dla Adama Mickiewicza momentem szczególnym był rok 1812. Miał wówczas 13 lat. Na Litwę wkracza armia francuska pod dowództwem Napoleona Bonaparte. Wszystkich ogarnia patriotyczny zapał wyrażający się w przygotowaniach do powstania przeciwko zaborcy. Ludzie unoszeni falą entuzjazmu i nadziei wyzwalają w sobie skrępowane dotąd moce. Owego ducha uniesień doświadczył również młody chłopak:

Urodzony w niewoli, ukuty w powiciu

Raz jeden miałem tylko taką wiosnę w życiu.

(Pan Tadeusz)

Pamięć tego wydarzenia jest energetycznym centrum całego Pana Tadeusza. Ten jeden moment spotęgowania sił duchowych, w szczególny sposób doświadczanej harmonii istnienia, promieniuje na wszystkie elementy świata przedstawionego poematu. Czytając Pana Tadeusza, mamy wrażenie, jakby cała rzeczywistość Soplicowa przesiąknięta była jasnym światłem idealizującej pamięci.

Soplicowo to obraz raju utraconego dzieciństwa. Wraz z armią napoleońską wkracza do litewskich zaścianków Historia. Nad horyzontem ogrodu szczęśliwości jaśnieje jeszcze słońce, ale zachodzi krwawo, co zwiastuje porządek nowego świata, świata zdegradowanego mitu. Moment największego uniesienia staje się początkiem klęski – oto ponury paradoks.
I nie chodzi tu nawet o to, czy zaborca zostałby pokonany, ale o to, że żywioł historii jest zawsze destrukcyjny. Czas mitu jest uniwersalny, dlatego przypisujemy mu walor trwałości; czas historii jest lokalny, w związku z tym jego cechą konstytutywną jest zmiana.
 Soplicowo trwa jak mit do momentu, do którego jest zamknięte i samowystarczalne. Zmienia się, a więc degraduje, w chwili, gdy wdziera się do niego – jak pisze Z. Stefanowska -  potężny prąd nowego życia.

 

 

Licencja: Creative Commons
0 Ocena