0
głosów
- +

Przygody Mikołajka z Jerzym i Maciejem Stuhrami - recenzja książki audio

Autor:

Aktualizacja: 12.11.2009


Kategoria: Publikacje Wydawnicze / Literatura


Artykuł
  • 0 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 3593 razy czytane
  • 2 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
 

Dorosły facet piszący o przygodach ośmioletniego chłopca, a do tego inny dorosły je ascetycznie ilustruje. A na dodatek wszystko to powstaje w zamierzchłych latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych...


O Mikołajku nie wiedziałem nic, a Goscinny'ego  kojarzyłem tylko jako kogoś, kto ma coś wspólnego z Asteriksem i Kleopatrą. O tym, że uwielbiany przeze mnie w dzieciństwie Lucky Luke to jego dzieło, dowiedziałem się dopiero teraz. Do lektury zasiadłem więc zupełnie nieprzygotowany. Do tego muszę przyznać, że nie oczekiwałem zbyt wiele. Przecież to nie może się udać. Dorosły facet piszący o przygodach ośmioletniego chłopca, a do tego inny dorosły je ascetycznie ilustruje. A na dodatek wszystko to powstaje w zamierzchłych latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Oj, bardzo się pomyliłem!

Najpiękniejsze jest to jego fantastyczne niezrozumienie ironii...

  - Mikołaj ma szczęście, że jego ojciec jest milionerem ? stwierdził tata ? więc z radością podaruję mu parę wrotek ze złota w nagrodę za siedem błędów ortograficznych.
  - Nie wiedziałem, że mój tata jest milionerem. Będę musiał powiedzieć o tym Gotfrydowi, bo on wciąż opowiada o swoim tacie, który jest bardzo bogaty. A chłopaki zemdleją z wrażenia, jak na przerwie zobaczą mnie na wrotkach ze złota!

O Mikołajku nie wiedziałem nic, a Goscinny'ego  kojarzyłem jako kogoś, kto ma coś wspólnego z Asteriksem i Kleopatrą. O tym, że uwielbiany przeze mnie w dzieciństwie Lucky Luke to jego dzieło, dowiedziałem się dopiero teraz. Do lektury zasiadłem więc zupełnie nieprzygotowany. Do tego muszę przyznać, że nie oczekiwałem zbyt wiele. Przecież to nie może się udać. Dorosły facet piszący o przygodach ośmioletniego chłopca, a do tego inny dorosły je ascetycznie ilustruje. A na dodatek wszystko to powstaje w zamierzchłych latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Oj, bardzo się pomyliłem!


Pierwsze dwieście stron przeczytałem jednym tchem. Ten język! Ten świat! Mikołajek zdaje się żyć w innej galaktyce, a przecież opisuje właśnie tę naszą. Przyjmuje on wszystko wprost. Ironia? A co to jest? - zapytałby zapewne. Cytat, który umieściłem na początku najpiękniej o tym świadczy. A niechby ktoś powiedział, że jest nieukiem - oj, kurcze blade - zapewne rozpłakałby się, mimo że zdaje sobie sprawę, że to nie zawsze działa (zresztą podobnie jak nieoddychanie) i zagroził, że ucieknie z domu albo się zabije. On przyjmuje świat dosłownie i szczerze.

I tu zaczyna się coś jeszcze bardziej niezwykłego. Ta książka przecież tak niesamowicie demistyfikuje dorosłych. Ich niekonsekwencje, humory i fanaberie (wystarczy przeczytać choćby historyjkę Krokiet). To głównie ich zachowanie wywołuje salwy śmiechu. Na szczęście to w jaki sposób Mkołajek to opisuje jest dla nich niegroźne, to tak ku pociesze dorosłych, bo Mikołajek dalej kocha swoją mamę, tatę i Bunię. Przebacza szybko i szczerze.

Sięgnięcie po audiobook z przygodami małego urwisa (choć on przecież nim nie jest, tak bardzo się stara) było dla mnie naturalną konsekwencją tego pierwszego "zachwycenia". Sposób w jaki Mikołajek opowiada jest tak niepowtarzalny i zadziwiający, że dopiero przy głośnym czytaniu ujawnia się w pełni mistrzostwo Goscinny'ego. Oczywiście audiobooki mają i swoje słabe strony. W tym przypadku jest to brak wspaniałych rysunków Sempégo. Czytając Nowe przygody Mikołajka dzięki nim cały czas można uświadamiać sobie, że narratorem jest dziecko, a to bardzo wzmacniało efekt komiczny. W przypadku Nowych przygód Mikołajka w wersji audio podobnie działa głos Maćka Stuhra. Jego zadziorna i młodzieńcza interpretacja w pewnym stopniu rekompensuje brak rysunków. Przechodzi on samego siebie. Jerzy jest oczywiście fantastyczny, ale w tym przypadku prawdziwe brawa należą się Maciejowi.

Cóż można więcej powiedzieć? Pozostaje tylko sięgnąć po Nowe przygody Mikołajka i nauczyć się na nowo tak pięknie obserwować świat, pozbyć się swych śmiesznych "dorosłych" humorów i spróbować znów być dzieckiem ze wszystkimi tego radosnymi konsekwencjami.

Sebastian Rusak

Lista Tagów: Mikołajka, audiobook, Goscinny

Podobał Ci się artykuł?
0
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.
Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij