Kilka dni na urlopie spowodowało że nabrałem świeżego podejścia do tego co tak naprawdę widzę w klubach na codzień. No ale zacznijmy od początku.

Data dodania: 2009-08-10

Wyświetleń: 1238

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Miesiąc temu zostałem wysłany przez swoją agencję do siedziby głównej w Monachium. Tam, 100 metrów od kompleksu biurowego znajduje się chyba największe w tym mieście skupisko klubów i dyskotek na kilometrze kwadratowym.

Na ten klubowy plac można było wejść tylko jedną, główną bramą, na środku znajdowały się urocze stoiska z lekkimi przekąskami, napojami czy papierosami. Jednak nie w uroku gastronomicznym leży codzienny sukces tej imprezowej wysepki pośród biurowców Monachium. To, że lokalizacją tego klubowego jest bliskie sąsiedztwo Ostbahnhof też nie jest tutaj najważniejsze.

To że w każdy imprezowy dzień walą tam tłumy jest zasługą osobliwego porozumienia właścicieli klubów. Otóż każdy z lokali (klubów, dyskotek… jak kolwiek je nazwiemy) ma swój oryginalny i niepowtarzalny przynajmniej na tej ulicy klimat. W sumie klubów w tej imrezowej okolicy jest kilkanaście. I tak po kolei - mamy klimat stricte latynoski w “Bem Brasil”. Tylko i wyłącznie czarna muzyka - soul, rnb, hip hop, grana jest w klubie “Black”. Idąc dalej mamy w jednym miejscu mieszankę 70’s, 80’s i 90’s. Kilka metrów dalej znowu możemy się pobawić tylko i wyłącznie przy muzyce rock i pokrewne.

Wchodząc do każdego z tych klubów wiemy czego możemy się spodziewać. Wiemy jaką zastaniemy tam muzykę, mniej więcej wiemy też jakich możemy tam spotkać klubowiczów. Cudowne w tym rozwiązaniu jest to, że tak na prawdę w każdej z miejscówek są cały czas tłumy!

Oczywiście jeżeli ktoś jest już zmęczony szarpaniem drutów lub odgłosami batucady - krótki spacerek załatwia sprawę! 10 metrów i jesteśmy w innym klimacie muzycznym. Nic prostszego… A jednak, dla niektórych klubów na przykład w Polsce jest to trudne do osiągnięcia.

Wszędzie to samo

Weźmy pod lupę szczecińskie kluby na deptaku Bogusława, Alei Fontann, czy też po prostu wszystkie te które celują w masowego odbiorcy. We wszystkich tych klubach grają prawie cały czas ci sami didżeje, z gracją baletnicy wykonując rotacje i spacery między kolejnymi lokalami. W sobotę dj X zagra w klubie nr 1, by za 6 dni zagrać w klubie nr 2. Myślicie że jego repertuar smażonych płyt cd bardzo się zmienił od soboty?

Technologia obecnie pozwala na granie plików kupionych/ściągniętych z Internetu na płytach winylowych lub kompaktowych. Wszystko pięknie, tylko że sama technologia nie wystarcza. Potrzebny jest wystrój lokalu, marketing, klimat, obsługa w odpowiednim nastroju i … konsekwencja.

My natomiast nie powinniśmy się w Szczecinie dziwić. Dziwić że w kolejnym klubie o takim samym wystroju jak w pozostałych, z takim samym oświetleniem, po raz kolejny usłyszymy tą samą muzykę. Dźwięki będą prawie udolnie miksowane przez tych samych prezenterów.

Dla pełnej jasności - nie jestem przeciwny temu żeby dany DJ grał w kilku miejsach. Niech tylko te imprezy będą zorganizowane z jakimś pomysłem, ideą… Inaczej nawet party z tym najlepszym ma małe szanse na sukces. Wracając do lokalnego - szczecińskiego poletka - jakoś nie potrafię sobie wyobrazić aby właściciele knajp przy Bogusława doszli do tak kreatywnych wniosków jak koledzy po fachu w Monachium. Ale bez obaw, Szczecin nie jest jedyny. Ten sam problem zauważyłem kilka lat temu kładąc płyty w Stolicy.

Warszawski klub Foksal co tydzień w sobotę prawie z szwajcarską dokładnością pustoszał kilka minut po godzinie 2giej w nocy. Większość klubowiczow - czy to celebryci - Alicja Bachleda Córuś, Paweł Wilczak, czy też celebryci na prywatną skalę, wszyscy grzecznie wsiadali w taksówki i jechali do Cynamonu.

Co tydzień mendadżerowie Foksala zastanawiali się… co takiego ciekawego ma konkurencja. Próbowali z tym walczyć, bookowali co raz to droższych DJów (za każdym razem oczywiście o zupełnie przypadkowym prezentowanym stylu muzycznym). Nie mogli zrozumieć, że tak na prawdę w Cynamonie wszystko jest dokładnie takie samo jak w ich klubie z jednym małym “ale”. Różnica polegała na tym subtelnym fakcie, że w umysłach klubowiczów Cynamon otrzymał już dawno etykietkę “eleganckiej afterowni”.

Dlatego też na przykład szczeciński klub Barrel Whisky Bar bez ciekawych DJów, powalającego wystroju czy mega atrakcji co tydzień w późnych nocnych godzinach przeżywa oblężenie.

Sens jest!

Nie wierzycie że tematyczne formatowanie klubów ma sens? Zapamiętajcie słowa mojego znajomego ze Szwajcarii który o szczecińskim Barrel mówił: “Stary, w tym klubie spotkałem później wszystkie kobiety które widziałem wcześniej w poprzednich lokalach!”

dj na wesele | bilety koncerty | klub.fm
Licencja: Creative Commons