Pragniemy towarzystwa ludzi, którzy są do nas podobni. Jeśli nie do końca te podobieństwa występują, to staramy się ich skłonić do przyjęcia naszego podejścia do świata.

Data dodania: 2007-04-10

Wyświetleń: 4904

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 2

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

2 Ocena

Licencja: Creative Commons

Kiedyś ktoś chciał ze mnie zrobić osobę bez wad. Oczywiście chodziło o wady, które były wadami dla tej osoby. A ponieważ osoba ta miała bardzo wysokie standardy i wymagała bardzo dużo od siebie, to i wymagała bardzo dużo od innych – aby spełniali te same standardy, co ona. Ja w końcu uświadomiłem sobie, że nie chcę ich spełniać. Byłem zły na tę osobę, że próbowała zmienić mnie na swoje podobieństwo.

Jednak po pewnym czasie dotarło do mnie, że w taki sposób postępuje każdy z nas, w tym i ja. I co więcej, jest to coś jak najbardziej naturalnego. Przyjmijmy, że jesteś osobą w wieku 30 lat, która skończyła studia, pracuje na kierowniczym stanowisku i uwielbia podróże. Czy będziesz szukał znajomych wśród osób, które mają po 50 lat, wykształcenie zawodowe, pracują jako robotnicy i nigdy nie ruszają się ze swojego miasta? I dokładnie odwrotnie, czy te 50-cio letnie osoby będą szukać znajomości z osobami, które mają 30 lat i mają cechy, jakie przedstawiłem powyżej?

Pragniemy towarzystwa ludzi, którzy są do nas podobni. Mają podobne zainteresowania, poglądy, wartości. Jeśli nie do końca te podobieństwa występują, to staramy się ich skłonić do przyjęcia naszego podejścia do świata.

Gdy moją pasją stały się podróże, to zacząłem moich znajomych przekonywać do podróży. Gdy nie udawało mi się ich przekonać na jakiś fajny wyjazd, to miałem w duchu do nich żal – jak to, przecież doskonale by się na nim bawili, ich życie tylko by na tym zyskało. Mimo to woleli spędzać czas w inny sposób, który dla mnie wydawał się nudny.

Niestety dopiero jakiś czas temu uświadomiłem sobie, że jeżeli coś jest wspaniałe dla nas, to dla innych wcale takie być nie musi. Inni mają swoje własne recepty na to, jak korzystać ze swojego życia.

Wspominam o tym z kilku powodów. Po pierwsze po to, abyś nie czuł się sfrustrowany, jeśli Twoje próby przekonania innych do Twoich wartości, zainteresowań, czy czegokolwiek innego, spełzną na niczym. W takiej sytuacji może warto zastanowić się nad poszerzeniem kręgu swoich znajomych o ludzi, którzy już mają takie samo podejście do świata, co Ty – nie musisz ich do tego przekonywać, a oni niewątpliwie ucieszą się, że znalazła się osoba, która jest taka jak oni.

Po drugie, nie miej żalu do innych, że próbują Ciebie zmienić, abyś stał się bardziej podobny do nich. Te osoby naprawdę Ci dobrze życzą – abyś stał się szczęśliwszy podzielając ich wizję świata. I mimo tego, że ich próby mogą okazać się dla Ciebie czasami bardzo przykre, czy wręcz bolesne, to doceń to, że tym osobom zależy na Tobie i podejmują wysiłek, aby „uczynić Twoje życie lepszym” (tak dokładnie one myślą).

Po trzecie, zastanów się nad rozwiązaniem kompromisowym. Ja w końcu zaakceptowałem to, że moi znajomi nie podzielają mojej podróżniczej pasji. Doceniłem jednak to, że co jakiś czas udaje mi się trafić do nich z pomysłem, który zyskuje ich akceptację. Pamiętam jak organizowałem wyjazd w długi weekend majowy. Zgłosiło się na niego tylu chętnych, że części osobom musiałem odmówić.

Rozwiązanie kompromisowe może polegać na częściowym przyjęciu tego, co nam oferuje druga osoba, w takim stopniu, jaki będzie dla nas do zaakceptowania. Oto przykład takiego postępowania. Swego czasu rozmawiałem ze znajomą o przebaczaniu. Dla mnie przebaczanie polegało na wybaczeniu innym ich negatywnych postępowań w sposób bezwarunkowy – nie musieli oni nic zrobić, abym im przebaczył. Z kolei moja znajoma stała na stanowisku, że aby mogła komuś wybaczyć, to ten ktoś musi naprawić swoje błędy. Co więcej uważała, że moje podejście jest dziecinne i że powinienem z niego dawno wyrosnąć, gdyż osoby dorosłe nie przebaczają tak po prostu, tylko wymagają od innych naprawiania ich błędów.

Ponieważ te poglądy miały odniesienie do naszych wzajemnych relacji, więc dla mnie ta różnica w podejściu do przebaczania była bardzo trudna do zaakceptowania. Uświadomiłem sobie, że stoimy niemal po dwóch zupełnie przeciwnych stronach barykady. Zrobiło mi się naprawdę smutno, że mamy tak różne poglądy. I wtedy zacząłem myśleć nad tym, że byłoby super, gdyby kiedyś ta znajoma zdecydowała się zmienić swoje poglądy w tej kwestii i przyjąć mój punkt widzenia, który w moim mniemaniu, jest rozwiązaniem lepszym, bardziej postępowym.

Jednak po pewnym czasie przyszła kolejna refleksja, że to nie tak. Że myśląc tak, popełniam dokładnie ten sam błąd, co moja znajoma – ona nie była w stanie zaakceptować mojego podejścia, uważając je za gorsze i chciała, abym ja przyjął jej stanowisko. I ja dokładnie naśladowałem jej postępowanie, tylko, że z mojej perspektywy. I wtedy zacząłem się zastanawiać, jaki kompromis między naszymi poglądami byłbym w stanie zaakceptować. Po przemyśleniu równych wariantów doszedłem w końcu do wniosku, że byłbym w stanie zaakceptować następujące rozwiązanie:

Moja znajoma niech nadal wyznaje zasadę, że aby mogła komuś wybaczyć, to ten ktoś musi sobie na to zasłużyć. Ale aby równocześnie uznała, że mój sposób przebaczania nie jest wcale gorszy. Jest po prostu inny.

Jeśli kompromis nie satysfakcjonuje żadnej ze stron (często jest to przyczyną niezawarcia kompromisu), to wtedy można pomyśleć nad uatrakcyjnieniem go poprzez dodanie do niego jakieś dodatkowej korzyści. Jeśli np. chłopak chce iść do kina, a dziewczyna do teatru, to kompromisem będzie to, że pójdą do kina, ale na film, który ona wybierze. Aby uatrakcyjnić taki kompromis, po kinie mogą pójść do znajdującej się obok restauracji na kolację.
Licencja: Creative Commons
2 Ocena