Kilka uwag o statystyce i jej kreatywnym wykorzystywaniu w branży finansowej.

Data dodania: 2008-05-01

Wyświetleń: 2782

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Przypomniał mi się pewien dowcip o skuteczności statystyki. Jakie jest prawdopodobieństwo spotkania mężczyzny lub kobiety, kiedy wyjdziemy rano ze swojego domu? Oczywiście ogólne prawdopodobieństwo jest około fifty-fifty (50 %) z przewagą dla kobiet, ponieważ jest ich trochę więcej. Wynik może się jednak diametralnie zmienić, kiedy jedynym naszym sąsiadem jest jednostka wojskowa lub zakon żeński. W tym konkretnym przypadku statystyka ma się nijak do rzeczywistości. To samo każdy z nas odczuwa, gdy słyszymy informację o średnim wynagrodzeniu w gospodarce. Na tą liczbę składają się zarówno bardzo niskie jak i wysokie zarobki a najbardziej „średnie-dominujące” są wynagrodzenia poniżej oficjalnej średniej statystycznej. Ale to nie jest kłamstwo tylko wynik czystego działania matematycznego. Statystyka jednak jest uwielbiana przez polityków, ekonomistów i różnej maści hochsztaplerów, za pomocą której mogą udowodnić niemalże wszystko. Poniżej skupię się na kilku takich przykładach „ala-kłamstw”.

· Pierwszym z nich jest publikowany przez GUS wskaźnik inflacji. Każdy jednak z nas, gdy pójdzie do sklepu, to ma wrażenie, że towary i usługi wzrosły bardziej niż oficjalny wskaźnik. W moim przekonaniu, gdy pomnożymy ten wskaźnik przez dwa, to będzie on bliżej prawdy. Oficjalny wskaźnik liczony jest na podstawie przeciętnego koszyka dóbr i usług, który jest przez nas konsumowany. Okazuje się jednak, że ten koszyk i jego zawartość i udział procentowy poszczególnych elementów ciągle ulega zmianom. Oficjalną wykładnią tych działań jest zmiana naszych preferencji. Dlaczego jednak tak często? Taka zmiana nastąpiła także ostatnio. W programach informacyjnych i prasie ogłoszono „dobrą nowinę”, że inflacja jest na niższym poziomie niż wstępnie obliczany poziom 4,6%!!! Tak nawiasem mówiąc wskaźnik inflacji służy m.in. do waloryzacji emerytur i rent. Taniej wychodzi ciągłe ulepszanie metodologii obliczeń tego wskaźnika. Tylko parę pensji!
· Drugim takim „ala-kłamstwem” są wszelakie indeksy w tym giełdowe. Gdy spojrzymy na większość indeksów giełdowych, to ich ogólny kierunek pomimo korekt jest północny-rosnący. W życiu jest inaczej i nie zawsze podnosimy się z upadku a często jesteśmy eliminowani z gry. Tutaj podobnie jak przy obliczaniu wskaźnika inflacji skład walorów i ich procentowy udział podlega częstym zmianom. Wylatują z niego spółki najsłabsze i wchodzą mocne spółki a ich waga w indeksie ciągle waha się w zależności od mód. Taka konstrukcja tych indeksów wyjaśnia nam fakt, że nawet profesjonaliści nie potrafią często pobić benchmarku tj. indeksu.
· Innym z kolei bardzo dobrze sprzedającym się „ala-kłamstwem” jest stwierdzenie, że coś wzrosło średnio o ileś tam procent. Często słyszymy, że fundusz inwestycyjny zarobił średnio 10 % w skali roku. Na ten wynik mógł się jednak złożyć wzrost portfela w pierwszym roku o 40 %, w drugim roku nastąpił spadek o 50 % a w trzecim roku znów nastąpił wzrost o 40%. Gdy dodamy te trzy wartości procentowe i podzielimy przez trzy to otrzymamy powyższy wynik a w rzeczywistości straciliśmy 2 % zainwestowanego kapitału bez uwzględnienia opłat i prowizji!!! Dlatego mnie osobiście nie interesują średnie wzrosty wyrażone w procentach, (czyli w czymś bardzo ulotnym i czasami zabawnym) ale jak szybko pomnożę kapitał. Oczekuję odpowiedzi, w jakim czasie podwoję lub potroję swój kapitał? Liczą się liczby bezwzględne i rzeczywista forsa na koncie.
· Następnym przykładem jest nie ujmowanie opłat i prowizji w swoich zestawieniach statystycznych. Koronnym przykładem tego typu statystyki są nasze Otwarte Fundusze Emerytalne. Jednostka rozliczeniowa takiego funduszu wzrosła o dany procent a w rzeczywistości po uwzględnieniu opłat i prowizji (dwucyfrowe liczby!) mamy na koncie około połowę mniej pieniędzy niż wynika ze wzrostu jednostki. Może się okazać, że lepiej gdyby pieniądze leżały na zwykłym koncie oszczędnościowym. Cóż instytucje te dobrze dbają o własny interes (opłaty i prowizje) kosztem przyszłych przymusowych emerytów-frajerów?! Jedyna rada to wybrać fundusz, który „mało pali”, czyli ma najniższe koszty a miraże zysków niech nie przesłonią nam oczu. Jak dotychczasowa historia pokazuje, fundusze OFE to jedno stado a nikt z członków stada nie będzie wychylał się i bez potrzeby ryzykował. Cały system został tak zbudowany, że nie ma tam żadnej konkurencji. Wszyscy muszą inwestować w to samo i we wszystko, czyli widło i powidło. Końcowym rezultatem będzie „wykastrowany z zysków kapitał emerytalny”.

Tych złych przykładów mógłbym przytoczyć bez liku. Żeby jednak nie było tak tendencyjnie i jednostronnie, to statystyka to bardzo pomocne i użyteczne narzędzie, z którego chętnie korzystam. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach i w etyce danej osoby czy też instytucji. Ja osobiście często posiłkuje się nią do prognozowania czasu i zasięgu ruchów na indeksie giełdowym. Od początku powstania WIG20 notuje czy dany miesiąc na giełdzie był wzrostowy czy spadkowy, inaczej mówiąc czy zamknięcie miesiąca było wyżej czy też niżej niż zamknięcie poprzedniego miesiąca. Okazuje się, że najczęściej nieprzerwane spadki trwały około 2 m-cy a największy nieprzerwany spadek wyniósł 8 m-cy (bańka internetowa). Drugi z kolei najdłuższy nieprzerwany spadek wyniósł 5 m-cy i wystąpił tylko raz. Czyli okazuje się, że statystycznie rzec biorąc jesteśmy blisko końca spadków zaczynających się w listopadzie ubiegłego roku tj. najpóźniej do końca czerwca. A największy skumulowany (suma wszystkich miesięcy) spadek wyniósł 38,4 % czyli do rekordu brakuje nam 11,9 % licząc od końca lutego. Po tak długich spadkach (od 4 m-cy wzwyż) zwykle następowało odreagowanie, które trwało przeciętnie 2 m-ce, góra 3 m-ce a potem zwykle następował o wiele krótszy czasowo spadek. Ten scenariusz pokrywa się też z rozpoczętym w sierpniu 2007 cyklem 11 lub 11,5 m-cy z odchyleniem +/- 2 m-ce. Jest to prawdopodobnie ostatnia faza (bessy) cyklu długoterminowego rozpoczętego jeszcze w 2003 roku. Jeżeli chodzi o poziom spadków to pierwszy poziom był w okolicach 3000 pkt z odchyleniem +/- 5 %, drugi poziom to 2500 pkt +/- 5 % a trzeci to okolice 2000 pkt z takim samym odchyleniem. Ten drugi poziom był już prawie zdobyty i wydaje się najbardziej prawdopodobny ale nie wykluczałbym także docelowo zdobycia także trzeciego poziomu. Za drugim poziomem przemawia także fakt, że spadek może sięgnąć dołka z czerwca 2006 o czym wspominałem w blogu z lutego 2007 roku. Życie jak zwykle zweryfikuję tą „statystyczną prognozę” i oby nie okazała się zwykłym błędem statystycznym.
http://www.aphossa.pl
Licencja: Creative Commons