Może dla niektórych nudne, ale za to skrócone wprowadzenie teoretyczne...

Data dodania: 2007-06-06

Wyświetleń: 3797

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Gdybyśmy fali dźwiękowej przyjrzeli się dokładniej, to zauważyli byśmy, że stanowią go cykliczne zgęszczenia i rozrzedzenia powietrza. Te obszary zagęszczeń i rozrzedzeń przesuwają się z prędkością dźwięku ( w lotnictwie jest to 1 Mach) w pewnym kierunku, i jeżeli tak się zdarzy - mogą wpaść do czyichś uszu i wywołać w nim wrażenie dźwięku. Większość „normalnych” dźwięków jest mieszaniną wielu tonów, przy czym jedne tony mogą trwać dłużej, inne krócej; narastać szybko, lub wolno; falować, urywać się etc. Wszystko to razem powoduje, że muzyk potrafi z dobrego instrumentu wydobyć cudowny nastrój, wprawić nas w szampański lub wisielczy humor, zasmucić, wzruszyć, poirytować. Od strony fizycznej patrząc, lepszy instrument wytwarza zazwyczaj więcej tonów niż kiepski, a dodatkowo nie wytwarza np. tzw. "psich tonów", czyli tonów niepożądanych w widmie dźwięku. Nasze wrażenie barwy dźwięku, zależy jednak nie tylko od obecności tonów, ale także od ich "zachowania". Istotne jest które tony szybciej zanikają, a które wolniej, jak odbywa się to zjawisko zanikania itp. Łatwo możemy odróżnić dźwięk fortepianu i klawesynu, od dźwięku skrzypiec i wiolonczeli - wynika to przede wszystkim z faktu, że instrumenty smyczkowe mogą grać bardzo "długie" nuty, a przy tym, kontrola nad trwaniem dźwięku jest tu większa, niż w przypadku fortepianu. Fortepian ma zupełnie inny sposób wydobywania dźwięku - tu każde naciśnięcie, a bardziej komputerowo, kliknięcie klawisza owocuje tylko jednorazowym uderzeniem młoteczka o strunę.

To tyle teoretycznego wstępu. Gdy dochodzi do praktyki najlepiej jest gdy słuchamy muzyki w stanie „nieprzetworzonym” czyli bez jakiegokolwiek udziału techniki. Takie kameralne spektakle możliwe są tylko dla wybrańców …lub na imieninach u cioci Joli. Chociaż w tym ostatnim przypadku, czasami wolelibyśmy być głusi, gdy kuzynka Zosia rzępoli niemiłosiernie, a nam wypada uśmiechać się i kurtuazyjnie chwalić. Powróćmy jednak do prawdziwych wykonawców. Jakże świat byłby ubogi bez tej „wstrętnej” techniki. Setki milionów ludzi nigdy by nie poznały (usłyszały) legendarnych wirtuozów oraz zwykłych, a jakże umilających życie, popularnych rokowców. Wielkie wytwórnie płytowe stać na sprzęt, który tylko w minimalnym stopniu odbiera pełnię odbioru na żywo. Ale co zrobić gdy chcemy zorganizować np. zakładowe spotkanie na kilkaset osób. Księgowy firmy wysupłał odpowiednie kwoty pieniężne i zaproszono jakąś gwiazdę. A z techniki mamy jedynie gniazdka 230/400 V i kilka zapasowych żarówek na strychu. Moim skromnym zdaniem, nie należy w takich przypadkach odkrywać Ameryki. Wystarczy poprosić do współpracy wyspecjalizowaną firmę, która „załatwi” nam nagłośnienie sali lub miejsca pod chmurką, jeżeli to widowisko plenerowe. Specjaliści dobiorą i przywiozą odpowiednią aparaturę, setki różnokolorowych kabli połączeniowych, mikrofony, itp. Nam zaś pozostanie wygłosić jakąś miłą mowę powitalną, życzyć udanej zabawy…i klaskać.

Licencja: Creative Commons