1 głosów

Kiedy miłość staje się nałogiem mającym zrekompensować deficyt uczuć z okresu dzieciństwa, wówczas kochamy drugiego człowieka za bardzo. Jaka jest taka miłość?

Kobiety, które kochają za bardzo, nie potrafią odrzucić człowieka czy ukła­du zagrażającego i szkodliwego dla siebie. Nie potrafią uwzględnić własnego dobra, nie mając możliwości realnej oceny sytua­cji. Kobiety takie nie ufają swoim uczu­ciom, a jeśli już się nimi posługują, to po to, by same siebie oszukiwać. Pozbawione mechanizmów obronnych i umiejętności posługiwania się nimi jak tarczą obronną, wikłają się w niebezpieczne i dramatyczne związki, od których uciekłby normalny człowiek. Ko­bieta płaci za to olbrzymimi kosztami emocjonalnymi. Próbując zerwać toksy­czny związek, odciąć się od źródła niedoli, czuje ból związany ze znanym z lat dzie­cinnych wrażeniem pustki i grozą osamot­nienia. Desperacka chęć życia z mężczyz­ną sprowadza się do dreszczu nadziei na odzyskanie uczuć i aprobaty, których nam w dzieciństwie poskąpiono.

Tak więc kobiety kochające za bardzo unikają mężczyzn, którym zależy na tym, by były szczęśliwe, zadowolone, spokojne i mogły się realizować. Taki spokojny i rozumiejący mężczyzna nie przyprawi o kołatanie serca, ucisku w gardle i skur­czów w żołądku, które kobieta kochająca za bardzo zwykła nazywać miłością. Nie obdarzy tak ożywczym, tak elektryzują­cym dramatem i napięciem. Nie zada fizycznego bólu, nie ukarze za niedoskonałość kobiecej natury.

Kobieta wychowana w zdrowej rodzi­nie nie jest oswojona z walką o zainteresowanie bliskich i związanym z tym cierpie­niem. Jeśli spotka mężczyznę, który sta­nowi dla niej źródło niepokoju, rozczaro­wania, gniewu, zazdrości czy jakiegokol­wiek dyskomfortu psychicznego, uznaje go za kogoś dla siebie niewłaściwego. Ucieka od takiego mężczyzny natychmiast. W mężczyźnie szuka natomiast zrozu­mienia, współdziałania, szczerości, uczci­wości i wzajemnej dbałości. Tylko w ta­kim związku czuje się dobrze, bo taka by­ła jej rodzina z relacjami bliskości i wzajemnej dbałości i troski.

Kochanie za bardzo - choć tak bolesne i rozczarowujące - jest udziałem nie tyl­ko kobiet, ale i mężczyzn. W ten nałóg popadają oni z analogicznych, jak kobie­ty, powodów. Przeważnie jednak emocjo­nalne okaleczenie w dzieciństwie wywołuje u mężczyzn tendencje do chorej mi­łości o innym obrazie, niż w przypadku kobiet. Z powodu współdziałania czynni­ków kulturowych i biologicznych męż­czyźni kompensują swoje emocjonalne kalectwo bardziej bezosobowo i zewnę­trznie, a nie - intymnie. Obsesyjnie zajmują się pracą, sportem lub innym hob­by. W skrajnych przypadkach bywają  agresywni w swoich zachowaniach zarówno fizycznie, jak i psychicznie. W ten sposób próbują zwrócić na siebie uwagę bliskich i otoczenia, rekompensując deficyty uczuć z okresu swojego dzieciństwa. Kobiety natomiast rzucają się w związek, często właśnie z emocjonalnym kaleką, z jakże złudnym przekonaniem, że jak się postarają i będą kochać doskonale, to w zamian dostaną to, czego nie dane im było doświadczyć w dzieciństwie – miłość, poczucie bliskości i bezpieczeństwa.

Wszystkim kobietom życzę wolności od nawyku brania na siebie winy i wstydu tych, na których niedojrzałość, nikczemność i okrucieństwo przymykają oczy, by rnóc ich kochać mimo wszystko oraz pa­mięci o tym, że innych nie można zmie­nić - można zmienić tylko siebie.

 

Licencja: Creative Commons