18-letnia Włoszka, Orsola, jest zadeklarowaną faszystką, żyjącą w okresie rządów Benito Mussoliniego i Wielkiej Rady Faszystowskiej. Pewnego dnia zakochuje się w 22-letnim komuniście o imieniu Biagio i ucieka z nim do roku 2113. Czy młodzi kochankowie z pierwszej połowy XX wieku nauczą się żyć w Świecie Przyszłości?...

Data dodania: 2009-12-12

Wyświetleń: 1220

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

OD AUTORKI

Akcja komedii "Jeszcze Nowszy Porządek Świata" rozpoczyna się w latach '20 XX wieku, a więc w czasach, kiedy państwo włoskie znajdowało się pod rządami Benito Mussoliniego i Wielkiej Rady Faszystowskiej. Tłem wydarzeń jest jedno z najpiękniejszych i najbardziej romantycznych miast Italii, Wenecja, jednak później akcja przenosi się na wieś i za granicę. Sztuka teatralna zalicza się do utworów barwnych i niejednorodnych, bowiem łączy w sobie cechy komedii romantycznej, utworu historycznego, satyry politycznej, a także zawiera elementy przygodowe i fantastycznonaukowe. Pierwszy akt jest pisany wierszem, natomiast drugi - prozą.

Główna bohaterka dramatu, 18-letnia Orsola, popiera nowy ustrój polityczny, należy do jednej z ideologicznych organizacji oraz nosi damski, faszystowski mundurek - czarną koszulę, czarny krawat, czarną spódnicę i czarne buty. Początkowo cieszy się nienaganną opinią swoich kompanów, pomaga im w budowaniu "państwa totalnego", ale później... no właśnie. Orsola zakochuje się w 22-letnim komuniście o imieniu Biagio i przeżywa z nim płomienny romans, przez co inni faszyści uznają ją za zdrajczynię, a zwykli obywatele (symbolizowani przez matkę Biagia, Chiarę Antoniettę) - za ladacznicę. Powszechne oburzenie sięga zenitu, kiedy nonkonformistyczna i zbuntowana Orsola oświadcza, że zamierza zostać żoną wspomnianego wcześniej marksisty.

Dziewczyna, która dobrze zna faszystów i zdaje sobie sprawę z ich brutalności, wie, że wkrótce cierpliwość jej współziomków się skończy, a życie lub zdrowie Biagia znajdzie się w niebezpieczeństwie. Wprawdzie stara się dogadać ze swoim bratem Fabriziem, przywódcą lokalnego oddziału "czarnych koszul", jednak mężczyzna (uosabiający wszystko, co najgorsze w faszyzmie: okrucieństwo, despotyzm, nieprzewidywalność, nietolerancję) łamie swoje obietnice dotyczące humanitarnego traktowania "komucha". Na szczęście, w życiu prześladowanych kochanków pojawia się tajemniczy starzec: wynalazca John Smith, który postanawia im pomóc i wysłać ich wehikułem czasu do spokojniejszej epoki - roku 2207. Orsola i Biagio zgadzają się na ucieczkę do XXIII wieku, jednak - w wyniku drobnego przejęzyczenia - omyłkowo trafiają do przepełnionego absurdem roku 2113. Tam przeżywają szereg zabawnych perypetii i poznają sekrety Jeszcze Nowszego Porządku Świata. "Zaliczają" także krótką sprzeczkę, wynikającą z ich różnic światopoglądowych i odmiennych oczekiwań wobec świata.

Mam nadzieję, że mój utwór spodoba się wszystkim Czytelnikom, dostarczy im rozrywki oraz zachęci ich do refleksji na temat polityki i historii. Pozdrawiam i gorąco zachęcam do lektury!


Natalia Julia Nowak




AKT PIERWSZY (historyczny)



Czas i miejsce akcji: faszystowskie Włochy, lata '20 XX wieku. W scenie pierwszej - Wenecja, w scenach drugiej i trzeciej - wieś.

Forma dialogów: klasyczne, wierszowane

Liczba scen: trzy

Osoby:

Fabrizio - brat Orsoli, mężczyzna 34-letni, faszysta. Strój: czarny, faszystowski mundur.

Orsola - siostra Fabrizia, narzeczona Biagia, 18-latka, faszystka. Strój: czarna koszula, czarny krawat, czarna spódnica za kolana, czarne buty.

Biagio - narzeczony Orsoli, syn Chiary Antonietty, 22-latek, komunista. Strój: zwyczajny, cywilny, ale z czerwonymi elementami.

Chiara Antonietta - matka Biagia, po pięćdziesiątce.

Lorenzo, Gioacchino, Corrado - faszyści, ubrani tak jak Fabrizio.

John Smith - wynalazca, tajemniczy starzec z długą, siwą brodą i w ciemnozielonym płaszczu, postać niepasująca do pozostałych.




Scena pierwsza

Miejsce akcji: Wenecja.
Osoby: Fabrizio, Orsola.




FABRIZIO (wściekły i zbulwersowany):

Czy ty jesteś ślepa, głucha?!
Chcesz wyjść za mąż za komucha?!
Czy twój mózg wyżarły mole?!
(załamuje się)
Za komucha... Ja pitolę...


ORSOLA (spokojnie):

Miłość ślepa jest de facto,
Stąd tak łatwo krzyczeć: "Jak to?!".
Lecz ja los mój już wybrałam,
Rozważyłam, przemyślałam...


FABRIZIO:

Złamiesz wszelkie konwenanse,
Czyniąc takie mezalianse!


ORSOLA (zniecierpliwiona):

Daruj sobie kpiny, głąbie!
Moja duma ich nie znosi...


FABRIZIO:

On cię dziś o rękę prosi,
Jutro rękę ci odrąbie
Za ów salut... za niewinny...


ORSOLA (szybko):

On nie taki! On jest inny!


FABRIZIO:

Komunista (o psia jucha!)
Zawsze wrogiem był faszucha.
Dobrze wiesz, że zwyczaj każe
Ciosy pałką dawać w darze:
Nieraz w goleń, nieraz w ciemię...


ORSOLA (zadziera nosa):

Ja decyzji mej nie zmienię!


FABRIZIO:

A pamiętasz: w tamtym roku,
Gdy wróg był na każdym kroku,
Naszym myślom wierna byłaś
I rozsądku nie gubiłaś.
Nie wiem, co się stało potem;
Może ktoś cię sierpem, młotem
Potraktował jak hołotę,
Przez co postradałaś zmysły...


ORSOLA (wybucha śmiechem):

Ty dopiero masz pomysły!


FABRIZIO:

Może jakiś wirus obcy
Sprowadzili tu źli chłopcy,
Którzy wróżą zemsty krwiste
Za tamtego socjalistę?
Możeś siadła w pełnym słońcu
I złapała udar w końcu,
Przez co bredzisz jak w gorączce,
Śniąc ukradkiem o obrączce?
Może zaś umyślnie, szczerze
Rzekłaś: "Ja się sprzeniewierzę
Moim ideałom wielkim
I z faszyzmem zerwę wszelkim"?
Jak to było? Gadaj zdrowa!
Wiedza - sukcesu połowa!


ORSOLA (coraz bardziej rozbawiona):

Nic z tych rzeczy, miły bracie...


FABRIZIO (pretensjonalnie, ze złością i rozpaczą):

Ty rozumu zdrajco, kacie!


ORSOLA (słodkim, acz prowokacyjnym głosikiem):

A wiesz, że ja w wiejskiej chacie
Prałam kochanemu gacie?


FABRIZIO (z mieszaniną szoku i oburzenia):

Więc za miasto z nim jeździłaś?!
Gadaj, co jeszcze robiłaś!!!


ORSOLA (spokojnie, w rozmarzeniu):

Ja po prostu chcę w przyszłości
Mieszkać w jego miejscowości,
Gdzie motyle krążą cudnie
Nad kwiatami... w dzień, w południe...
Tam, gdzie łąki i kurniki
Drwią z dostojnej polityki,
A mieszkańcy mali, leśni
Dla zabawy nucą pieśni...


FABRIZIO (zażenowany, wywraca oczami):

Co za bzdury... Ja pitolę...
Tu, w Wenecji, masz gondole,
Cudny kościół, dzieła sztuki...


ORSOLA:

Już pobrałam te nauki.


FABRIZIO (dla świętego spokoju, siląc się na obojętność):

Zresztą, rób jak chcesz, panienko.
Może nawet ŚMIESZNIE będzie.


ORSOLA (sarkastycznie, dotknięta do żywego):

Z twą ciemnotą - zawsze, wszędzie...
(z wyrzutem)
Traktujesz mnie jak ścierwienko!
(krótka pauza)
Zamiast innych krytykować,
Zadbaj o swe referencje,
Bo masz jutro konferencję!


FABRIZIO:

Nie chcę dłużej dyskutować.


ORSOLA (poważnie, kładąc dłoń na ramieniu Fabrizia):

Jednak jesteś moim bratem;
Prośby mej wysłuchaj zatem.
Nie zrób krzywdy chłopcu memu,
Bo niewinny jest niczemu.
Niech usłyszą również inni,
Że pozwolić mi powinni
Na ten ślub i na wesele -
- To wszak moi przyjaciele!
Może miłość ma to bzdura,
Która minie jak wichura,
Lecz ten jeden raz (jedyny!),
Niech odrzucą rękoczyny,
Niech się zgodzą na szaleństwo...
(dobitnie, akcentując drugie słowo)
To też może być zwycięstwo!


FABRIZIO (dla świętego spokoju):

Niech ci będzie. Bardzo proszę.
Wiesz, że łez twych ja nie znoszę.
Na ślub z marksem pozwolimy,
Nic wam za to nie zrobimy.
Jeśli jednak mąż twój - komuch
Zacznie się naprzykrzać komu,
Działać ku Ojczyzny szkodzie...
Wtedy - żegnaj, grzeszny rodzie!





Scena druga

Miejsce akcji: mała wioska niedaleko Wenecji.
Osoby: Biagio, Orsola, Chiara Antonietta, Fabrizio, Lorenzo, Gioacchino, Corrado




BIAGIO (w miłosnym uniesieniu):

Skąd się nasza miłość wzięła?
Z jakiej skały nam spłynęła?
Co wstąpiło w twoją duszę,
A co w serce me komusze?
Może diabeł nas opętał,
Który nocą się pałętał
Po uliczkach wąskich, starych
I odprawiał niecne czary?
Cóż skłoniło cię, faszystko,
By porzucić niemal wszystko
I - po drugim, trzecim liście -
Oddać serce komuniście?


ORSOLA (również w miłosnym uniesieniu):

Może to czerwień sztandarów
Podziałała jak sto czarów,
Które - przez swój blask miłości -
Rozniecają namiętności?
Może flagi barwy róży
Uczyniły zamęt duży
W naszych sercach (jakże innych!),
Dotąd czystych i niewinnych?
Czerwień zimną krew wzburzyła,
Czyniąc rewolucję w żyłach.
Wszyscy wiemy, że kolorki
Mogą działać jak amorki.


BIAGIO:

Ale przyznaj, moja miła,
Że ta miłość nam splamiła
Dwa honory, jak atrament.


ORSOLA (zachwycona, podekscytowana, łapiąc się obiema dłońmi za serce):

Ach, czerwony temperament!
Komuniści są ogniści!!!


BIAGIO (chichocze):

No, nie bardziej niż faszyści.


ORSOLA (poważnie, niepewnie, drżącym głosem):

Lecz... gdyby ON się dowiedział...
Ciekawe, co by powiedział...


BIAGIO (lekceważąco):

Rzekłby, że "czerwone diabły"
Cnotę twoją dawno skradły,
Zaś twój honor - tak upadły! -
Raz na zawsze mszyce zjadły.


ORSOLA (daje narzeczonemu pstryczka w nos):

A to niecny szaławiła!
Bacz, bym dzisiaj cię nie zbiła!
(śmiejąc się)
No, gdy widzę takie juchy,
Wiem od razu - to komuchy!


BIAGIO:

Ale chcesz być juszą żoną,
Przez swych braci odrzuconą.
Komuch, faszka - fiki miki -
Wyjdą z tego mutanciki.


ORSOLA (śmieje się):

Komuniści plus faszyści -
- Stąd się biorą reformiści!


BIAGIO:

Więc czekajmy ich przybycia,
Towarzyszko mego życia.
Wszystko będzie cudnie, pięknie,
Chyba, że złym żyłka pęknie
I z pierońskiej złośliwości
Przerwą spektakl tej miłości,
Co kazała komuniście...
(urywa, widząc, że na horyzoncie pojawia się Chiara Antonietta)
Idzie matka.
(ironicznie, ze złością)
Zaczepiście!


CHIARA ANTONIETTA (podminowana):

Ach, znalazłam cię, syneczku,
Młody mój chuliganeczku!
(uświadamiając sobie obecność "czarnej koszuli")
Lecz... no proszę, co ja widzę...
Jak ja się za ciebie wstydzę!!!


ORSOLA (lekko oburzona):

"Wstydzę"? Jak to? Z winy czyjej?


CHIARA ANTONIETTA (drwiąco, do Orsoli):

Och, doprawdy, wręcz z niczyjej!
(do syna)
Zadajesz się z rozpustnicą,
Faszystowską ulicznicą,
Latawicą, ladacznicą,
Babilońską nierządnicą...


BIAGIO (wściekły, zbulwersowany inwektywami):

Mamo, po cóż epitety?!


CHIARA ANTONIETTA (tonem nieznoszącym sprzeciwu):

Nie chcę widzieć tej kobiety.
(despotycznie, do Orsoli)
Faszka - won! Nie wracaj więcej!


ORSOLA (zażenowana):

Aż mi opadają ręce...


CHIARA ANTONIETTA (zaczepnie):

Co? Mówiłaś coś, dziewucho?


ORSOLA (pod nosem):

Ciężki żywot z tą staruchą...


CHIARA ANTONIETTA (z rozpaczą, do Biagia):

Synku, będziesz miał kłopoty,
Przez te szatańskie niecnoty!...


BIAGIO:

Nie wywołuj wilka z lasu.


CHIARA ANTONIETTA:

Pragnę ostrzec cię zawczasu.


ORSOLA (spostrzegając grupę faszystów):

Ach!... Przez to krakanie marne
Idą tu koszule czarne!...


Na scenę wchodzą: Fabrizio, Lorenzo, Gioacchino i Corrado.


FABRIZIO (rozczarowany, do Orsoli):

Ja pitolę! Ty wciąż z owym!


LORENZO:

Z tym marksistą gnojówkowym...


FABRIZIO (stanowczo):

Siostro miła! Pókim żywy,
Będę tępił te porywy
Nierozsądnej namiętności!


GIOACCHINO:

Jam też przeciw tej "miłości".


CORRADO (do pozostałych faszystów):

Hej, koledzy! Nie gadajmy,
Lecz marksowi w mordę dajmy!


ORSOLA (przerażona):

Biagio! Szybko! Uciekajmy!!!



Scena trzecia

Miejsce akcji: las
Osoby: Orsola, Biagio, John Smith




ORSOLA (zdyszana, zmęczona):

Rety... Ale się zmachałam...
Dawno tak nie uciekałam!


BIAGIO (również zdyszany i zmęczony):

Nasze nogi tak pędziły,
Jakby lwice nas goniły
Lub cerbery z piekła rodem...


ORSOLA (z dumą):

Hożym jesteśmy narodem!


BIAGIO (spostrzegając Johna Smitha):

Cóż za jeden? Nie znam człeka!


ORSOLA:

Dziwny facet. Co nas czeka?...


JOHN SMITH:

Zrozumienia nie znajdziecie,
Żyjąc w tak brutalnym świecie.


ORSOLA (zdziwiona):

Więc pan wie...?


BIAGIO:

O naszym ślubie...?


JOHN SMITH (z politowaniem, do Biagia):

Wszyscy o tym "bębnią", czubie!
Mówią, że jedna faszystka
(dziś - lokalna skandalistka)
Chce poślubić leninowca
I ma ksywkę "czarna owca".
Mówią także, że jest w ciąży...


ORSOLA (zirytowana):

Czemu pan ten temat drąży?
Pomówienie...


BIAGIO:

Zwykła plotka. Złe mówienie
O tych, których się nie znosi.


JOHN SMITH (do Orsoli, lekceważąc Biagia)

Przyznaj jednak, że zanosi
Się na zemstę twych współziomków.
Pragnąłbym więc coś naprawić...


ORSOLA (przerywa niegrzecznie):

A mógłby się pan przedstawić?


JOHN SMITH:

John Smith. Tyle wam wystarczy.
(krótka pauza)
No, wracając do mej "tarczy",
Co przed zemstą ma was chronić...
Chciałbym kilka słów uronić...


ORSOLA:

Słucham.


JOHN SMITH:

Chcę was przenieść w czasie
Tam, gdzie związek zawrzeć da się.


BIAGIO (zszokowany):

"Przenieść w czasie"?! Czy to żart?!


JOHN SMITH:

Nie, lecz pomysł wiele wart.
W dwa tysiące dwieście siódmym
Żywot będzie nieco nudny,
Lecz bezpieczny i spokojny:
Żadnych buntów... żadnej wojny...
Chcę was przenieść tam, kochani,
O ile was to nie zrani.


BIAGIO (sceptycznie):

To możliwe jest? Naprawdę?


JOHN SMITH:

Czemu wątpisz? Mówię prawdę!
(wskazuje palcem na drugi koniec sceny)
Tam, za drzewem, jest wehikuł,
Niezawodny w czas kanikuł -
- On już w czasie was przeniesie!
Ukrywam go tutaj, w lesie,
Bo się boję różnych "cwelów",
Co by mogli do złych celów
Użyć mego wynalazku.
Lecz wy... jesteście w potrzasku...


ORSOLA (z wahaniem, do Biagia):

Biagio... On ma rację chyba...


BIAGIO (wzdycha):

Chciałbym rzec: "Po kiego grzyba?!",
Lecz sytuacja jest tak jasna,
Że opuszcza mnie chęć własna,
By ofertę tę odrzucić.


ORSOLA (do Johna Smitha):

A będziemy mogli wrócić
Kiedyś do współczesnych dni?


JOHN SMITH:

Tego nie obieca nikt.


BIAGIO (uroczyście, zdecydowanie):

Ja się zgadzam! Jestem gotów!
I tak dosyć mam kłopotów...


JOHN SMITH (ucieszony):

Więc wsiadajcie w mój wehikuł,
Niezawodny w czas kanikuł.
(spogląda na zegarek)
Oj! Czas na mnie!


ORSOLA i BIAGIO (chórem):

Do widzenia!


JOHN SMITH:

A na koniec: "Powodzenia"!
(schodzi ze sceny, zostawiając kochanków samych)


BIAGIO (zabiera Orsolę do wehikułu czasu):

No, wsiadajmy do "mobilu".
(siadając na fotelu kierowcy i przyglądając się wnętrzu pojazdu)
W życiu nie widziałem tylu
Sprzęgieł, dźwigni i przycisków!


ORSOLA (słodko, zalotnie, zachęcająco):

Dasz se radę, sprytny lisku.


BIAGIO:

Który to miał być rok, mała?
Dwa tysiące sto trzynasty?
(ciągnie największą, srebrzystą dźwignię)


ORSOLA (przerażona):

Nie! Poczekaj!!!
(załamana, widząc, że jest już za późno)
Ale zwała...
(zirytowana, wzdycha)
Ach, ten komuch pieroniasty!


W tle słychać 46-sekundową piosenkę "All In Your Hands" ("Wszystko W Twoich Rękach") z serialu science-fiction "Animorphs":

http://www.youtube.com/watch?v=0IfboJUVBI8

(dostęp: 2 października 2009 r.)


KONIEC AKTU PIERWSZEGO





AKT DRUGI (futurystyczny)



Czas i miejsce akcji: Europejska Republika Polski, Warszawa, rok 2113 (XXII wiek).

Forma dialogów: nowoczesne, prozaiczne, niekiedy wierszowane

Liczba scen: dwie

Osoby (oprócz Orsoli, Biagia i Fabrizia):

Demokracjusz Chadecki - prezydent Europejskiej Republiki Polski

Eugenika Chadecka - żona Demokracjusza Chadeckiego

Konstancja i Konstytucja Chadeckie - nastoletnie bliźniaczki, córki państwa Chadeckich

Piotr Parzygęba - Poseł na Sejm ERP z ramienia PiN

Ryszard Golibroda - Poseł na Sejm ERP z ramienia ADHD

Sprzątaczka - młoda, zaniedbana kobieta

Jane Smith - siostra Johna Smitha, tajemnicza staruszka z długimi siwymi włosami i w ciemnozielonym płaszczu, znająca historię głównych bohaterów

Ks. Wróciwoj Maria Cudzysłów - niski, drobny staruszek, ortodoksyjny demokrata i populista

Dziennikarze, wierni w kościele, ministranci, organista




Scena pierwsza

Miejsce akcji: stolica Europejskiej Republiki Polski, sala konferencyjna obwieszona unijnymi i polskimi flagami, a także emblematami partii Prawość i Nieprawość (PiN) i Alians Demoliberalnych Hedonistów i Darwinistów (ADHD).

Osoby: Orsola, Biagio, dziennikarze, poseł Piotr Parzygęba (PiN), poseł Ryszard Golibroda (ADHD), prezydent Demokracjusz Chadecki (PiN), prezydentowa Eugenika Chadecka (PiN), prezydenckie córki: Konstancja i Konstytucja Chadeckie (ADHD), Sprzątaczka




ORSOLA (do Biagia, wściekłym szeptem, siedząc na krześle w ostatnim rzędzie):

Biagio, do stu tysięcy rózg liktorskich, dokąd ty mnie zawiozłeś?! Przecież to nie te czasy i nie ten kraj! Słyszysz tych ludzi? Mówią w jakimś obcym języku, a jednak ich słowa są dla mnie stuprocentowo zrozumiałe! To jakaś szatańska sztuczka... Boję się, chcę wrócić do domu!


BIAGIO (rozpaczliwie próbuje się usprawiedliwić):

Słuchaj, każdy ma prawo się pomylić... "Błądzić jest rzeczą ludzką"... Nie wiedziałem, że przez jedno przejęzyczenie możemy trafić do roku 2113, zamiast do 2207... Gdyby John Smith poinformował nas, jakie zagrożenia wiążą się z podróżowaniem w czasie, z pewnością byłbym ostrożniejszy... (Krótka pauza) Orsola, nie gniewaj się! Przecież nie zrobiłem tego umyślnie!


ORSOLA:

A gdzie jest nasz wehikuł czasu?! Dlaczego wylądowaliśmy w jakiejś sali konferencyjnej, a nie w zacisznym miejscu na łonie natury?! Co zrobimy, jeśli nie zaakceptujemy tej epoki i będziemy chcieli wrócić do lat '20 XX wieku?! No, słucham! Podziel się swoimi przemyśleniami!


BIAGIO (zirytowany):

Nie pytaj mnie o takie rzeczy! Kto ja jestem, technik spedycji czasoprzestrzennej?! Nie znam się na takich pojazdach!


Do Orsoli i Biagia odwraca się jeden z dziennikarzy.


DZIENNIKARZ 1 (karcącym tonem):

Proszę o ciszę! Pan poseł mówi!


Faszystka i komunista "zamieniają się w słuch".


PIOTR PARZYGĘBA (do dziennikarzy):

Wy mówicie: prezydent jest głupi. A ja wam mówię: głupi są obywatele, którzy go wybrali. Czyż nie powiedziano wam, że jest wyborcom dane raz głosować, a potem zbierać żniwo swej decyzji? O, ludzie nierozsądni! Błogosławieni, którzy z pokorą przyjmują konsekwencje swoich uczynków!


DZIENNIKARZ 2:

Panie pośle, dlaczego tak bardzo broni pan Demokracjusza Chadeckiego? Dlaczego uważa pan, że prezydent - pomimo udziału w aferze eutanazyjnej - powinien zrezygnować z dymisji i pozostać na swoim "stołku" aż do końca kadencji?


PIOTR PARZYGĘBA (po namyśle):

Pewna niewiasta postanowiła przejść pięć kilometrów. Przeszedłszy cztery, stwierdziła, że się zmęczyła i zawróciła. Cóż więc jest roztropniejsze: przejść kilometr i dotrzeć do celu, czy też cofnąć się o całe cztery kilometry?


KILKU DZIENNIKARZY (zgodnym chórem):

Przejść kilometr i dotrzeć do celu.


PIOTR PARZYGĘBA (łagodnie, z przyjaznym uśmiechem):

Idźcie więc i czyńcie podobnie!


DZIENNIKARKA 1:

Panie pośle, dlaczego naucza pan w przypowieściach?


PIOTR PARZYGĘBA:

Nauczam w przypowieściach, albowiem marny to polityk, który nie umie dotrzeć do ludu. Ja jestem wybrańcem narodu: kto wierzy we mnie, nie dozna rozczarowania.


DZIENNIKARZ 3 (zaczepnie, do Demokracjusza Chadeckiego):

Wy robicie propagandę, że cała Ziemia jest zagrożona przez UFO!


DEMOKRACJUSZ CHADECKI:

Natomiast wy robicie propagandę, że UFO nie istnieje. Opinia publiczna powoli zaczyna sobie uświadamiać, że to, co wypisują redaktorzy "Gazety Nadzorczej", ma niewiele wspólnego ze stanem faktycznym. Nie wiem, jak w XXII wieku, w Europejskiej Republice Polski, można podważać istnienie kosmitów i negować podpisanie przez Amerykanów paktu w Strefie 51. Nawet tak ubogie i zacofane kraje, jak Korea Wschodnia czy Korea Zachodnia, wprowadziły już odpowiednie ustawy dotyczące ochrony państwa przed inwazją przybyszów z Kosmosu. Tymczasem "Gazeta Nadzorcza" z uporem maniaka bajdurzy, iż wiara w UFO to ciemnota i zabobon, a więc coś, co można usprawiedliwić jedynie w środowisku niewykształconych "ciemnogrodzian". Z całym szacunkiem, panie redaktorze, ale uważam, że pański komentarz dotyczący propagandy Prawości i Nieprawości był nie na miejscu...


DZIENNIKARZ 3:

A może poseł Ryszard Golibroda powie coś ciekawego na ten temat? Pan Parzygęba niech zachowa milczenie, bo człowiek, uważający się za mądrzejszego od papieża, jest dla mnie mało wiarygodny...


Ryszard Golibroda już otwiera usta, żeby coś powiedzieć, ale właśnie w tym momencie wbiega do sali zdyszana i podekscytowana Sprzątaczka. Wszystkie osoby, łącznie z Biagiem i Orsolą, odwracają się w jej stronę.


SPRZĄTACZKA (wykrzykuje słowa z "Ody do Radości"):

"Wstańcie, ludzie! Wstańcie wszędzie! Ja nowinę niosę wam!".


RYSZARD GOLIBRODA (zrywa się na równe nogi, powodując głośny upadek krzesła):

Co się stało?!


SPRZĄTACZKA (nie posiadając się z euforii):

Chiny weszły do Europy!!!


W sali konferencyjnej robi się wrzawa. Dziennikarze i politycy prześcigają się w pytaniu: "Jak to?!", "Co to znaczy?!", "Kiedy?!", "Teraz?!", "Naprawdę?!".


EUGENIKA CHADECKA (sceptycznie, do Sprzątaczki):

Nie, to niemożliwe. Chiny nie mogą należeć do Unii Europejskiej. To NIEREALNE!


SPRZĄTACZKA:

Jeszcze sto lat temu wejście Rosji do Unii Europejskiej było nierealne! A teraz co? Snieżana Lebiediewa jest przewodniczącą Parlamentu Europejskiego! Zresztą... Skoro artyści z Izraela mogą występować na Eurowizji, to dlaczego Chiny nie mogłyby wchodzić w struktury UE?


EUGENIKA CHADECKA:

Bo nie mogłyby i koniec! (Szyderczo) Chiny w Unii Europejskiej... Phi! Dobry dowcip!


PIOTR PARZYGĘBA (do Eugeniki, groźnym, surowym tonem):

Zaprawdę powiadam ci: nim pierwszy kur zapieje, będziesz miała proces za publiczne propagowanie rasizmu. Albowiem napisane jest: "Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2". I dalej: "Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowościowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3".


DEMOKRACJUSZ CHADECKI (błagalnie, do Parzygęby):

Parzygęba, przebacz jej, bo nie wie, co czyni! Ty jesteś Piotr, czyli Skała i sam powiedziałeś, że wszyscy jesteśmy Chrystusami!


PIOTR PARZYGĘBA:

Nie moja wola, lecz Unii niech się stanie.


ORSOLA (zirytowana, do Biagia):

Co za dziwne czasy... Wynośmy się stąd szybko!


BIAGIO (uroczyście, dobitnie, nie zważając na słowa Orsoli):

Likwidacja podziałów i sporów między narodami jest gwarantem zjednoczenia robotników z całego świata! (zachrypniętym, pełnym emocji głosem nuci "Międzynarodówkę") Lalaaala, lalalalalaaala, lalaaala, lalalalalaaa...


ORSOLA (na stronie):

W takich sytuacjach zastanawiam się, czy mój wybór partnera był słuszny...


SPRZĄTACZKA (rozradowana, do wszystkich zgromadzonych):

Ludzie! Cieszcie się, że świat się jednoczy! Wkrótce nie będzie żadnych wojen, nie będzie antysemityzmu i ksenofobii, nie będzie militaryzmu, nie będzie patriotyzmu, nie będzie broni jądrowej, nie będzie terroryzmu, nie będzie różnic między ludźmi, nie będzie narodów, nie będzie ras, nie będzie tak zwanych "ojczyzn", nie będzie niczego!!!


ORSOLA (zbulwersowana, zaszokowana, zduszonym głosem):

Ty w mordę grzebana...!


BIAGIO:

A ja się cieszę!


Demokracjusz Chadecki, Eugenika Chadecka, Konstancja Chadecka, posłowie Parzygęba i Golibroda oraz dziennikarze śpiewają "Odę do Radości". W sali konferencyjnej panuje świąteczna, pełna szczęścia, przyjaźni i optymizmu atmosfera.


ORSOLA (w połowie trzeciej zwrotki usiłuje przekrzyczeć innych):

Już za cztery laaata,
już za cztery laaata,
Włooochy bęęędą
pępkiem świata!!!


Wymienione wcześniej osoby śpiewają jeszcze jedną strofę unijnego hymnu, po czym milkną.


DZIENNIKARZ 4 (dumny, radosny):

Moja Unia! Moja stara, dobra Unia!


Konstytucja Chadecka, słysząc słowa "moja stara", wyjmuje telefon komórkowy i włącza popularną w Internecie (aczkolwiek trochę przerobioną) piosenkę z gatunku techno. W sali rozległa się szydercze: "Trrr... trrr... twoja stara... trrr... trrr... zapierdala!", a potem zaczyna grać skoczna, dyskotekowa muzyka. Wszyscy, łącznie z Biagiem i Orsolą, tańczą (przy czym ci, którzy nie mają zdolności ruchowych, wykonują zabawne, niekoordynowane tańce-połamańce). Wreszcie szalona zabawa dobiega końca i uczestnicy konferencji prasowej opuszczają pomieszczenie, zostawiając Orsolę i Biagia samych.


ORSOLA (do narzeczonego):

Biagio, z każdą minutą utwierdzam się w przekonaniu, że lepiej by było, gdybyśmy w ogóle nie opuścili naszej epoki...


BIAGIO (zszokowany):

Orsola, co ty mówisz?! Gdybyśmy zostali w tamtym miejscu i w tamtym czasie, skończylibyśmy gorzej niż pies z kulawą nogą! Znaczy... tobie nic by się nie stało, ale mnie groziłoby aresztowanie, tortury, a nawet śmierć. Tutaj, w 2113 roku, jest świetnie! Czuję się jak ryba w wodzie!


ORSOLA:

Kpisz, czy o drogę pytasz?! Uważasz, że to jest fajne, iż wszystkie kraje na Ziemi tracą swoją suwerenność, odrębność, wyjątkowość, honor, dumę i dziedzictwo kulturowe?! Ja... ja w odróżnieniu od pozostałych faszystów nie popieram podbijania innych nacji... Biagio, tyle narodów przelewało swoją krew w imię niepodległości państwa, a teraz traci ją... bez walki... w tak idiotycznych okolicznościach! Znajdujemy się w Europejskiej Republice Polski, ale co z Włochami? Co z naszą Ojczyzną?


BIAGIO (cynicznie):

Prolatariusze nie mają ojczyzny.


ORSOLA (ironicznie, ze złością):

Pięknie... Właśnie tego się spodziewałam... "Proletariusze nie mają ojczyzny"... Tylko komuch mógł coś takiego powiedzieć!


BIAGIO (niewyprowadzony z równowagi):

Tylko faszystka mogła stwierdzić, iż w tamtym strasznym ustroju było lepiej! W tamtym koszmarze, opartym na powiedzonku: "Ażeby przesączyć w stwardniałe mózgi nasze idee, musieliśmy zmiękczać czerepy uderzeniami kija". Mnie nie chodzi o wydumane, abstrakcyjne pojęcia, jak tobie i twoim kompanom, tylko o miłość do każdego człowieka - nawet do tego najdrobniejszego! Chodzi mi o miłość do ludzi biednych i uciśnionych, którzy potajemnie marzą o lepszej przyszłości, dopóki bicz burżuazyjnych tyranów nie odbierze im wiary we własne siły...


ORSOLA:

I dlatego, w imię tej bezgranicznej miłości, chcesz rozpętywać krwawe rewolucje, mordować swoich przeciwników, niszczyć przebogaty dorobek poprzednich pokoleń, opluwać narodowe świętości i okradać swoich bliźnich?!


BIAGIO (ironicznie, pomału tracąc cierpliwość):

Ty chyba się upiłaś...


ORSOLA:

Nie upiłam się.


BIAGIO:

No to wyssałaś alkohol z mlekiem matki.


ORSOLA (wściekła):

Biagio, mam już tego dosyć! Myślałam, że jesteś fajnym, wartościowym człowiekiem, ale widocznie źle cię oceniłam! (Kategorycznie) Zrywam z tobą!


Do sali wchodzi Jane Smith.


JANE SMITH (ostrym głosem):

Hej, co to ma znaczyć?! Nie czas na kłótnie! Orsola, nie rób scen! Wiem, kim jesteście i co tu robicie - przybyliście z pierwszej połowy XX wieku, aby zawrzeć związek małżeński i uratować się przed zemstą włoskich faszystów (tudzież komunistów, bo obie strony są dosyć mściwe). Mój brat, John Smith, zaoferował wam podróż w czasie do roku 2207, lecz wy - w wyniku pewnej pomyłki - trafiliście do 2113. Czujecie się zagubieni, wyobcowani, nie rozumiecie nowej epoki, a to wywołuje w was skrajne emocje i prowadzi do narzeczeńskich sprzeczek. Jednak nie martwcie się, bo tego typu kłótnie przeważnie nie pociągają za sobą żadnych konsekwencji, a młodzi kochankowie godzą się bez słowa "przepraszam". No, ale nie przedstawiłam się. Jane Smith, to usług.


BIAGIO (niegrzecznie):

Jeśli przychodzi pani tylko po to, żeby nas strofować, to może pani już wrócić do siebie.


JANE SMITH:

Oj, nie wrócę do siebie, bo mam wam coś do przekazania... (Wyjmuje z kieszeni małą karteczkę i wręcza ją komuniście, ten zaś przekazuje świstek Orsoli. Ostatecznie skrawek papieru ląduje w kieszeni faszystki) W Warszawie, przy ulicy Traktatu Lizbońskiego 13/13, mieści się plebania kościoła Matki Boskiej Europejskiej. Tam mieszka ksiądz Wróciwoj Maria Cudzysłów, który bardzo chętnie udzieli wam ślubu. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, już za tydzień możecie zostać mężem i żoną, a wtedy żadna ziemska siła - łącznie z faszyzmem, komunizmem, postmodernizmem i każdym innym "izmem" - was nie rozłączy!


Orsola i Biagio, porażeni tą wiadomością, stają jak wryci, wytrzeszczają oczy i rozdziawiają buzie.


JANE SMITH (z mieszaniną rozbawienia i irytacji):

Coście tacy zdziwieni?! Przecież cały "cyrk" kręci się wokół tego! Jesteście tu po to, by się spokojnie pobrać, czyż nie?!


ORSOLA (ze skruchą):

Biagio, przepraszam cię za moje krzyki...


Biagio "porywa" dziewczynę w ramiona i oboje czule się przytulają.


JANE SMITH:

Wspaniale, od razu wiedziałam, że szybko się pogodzicie! No, a teraz chodźcie, bo chciałabym wam poopowiadać o ważnych wydarzeniach społeczno-politycznych. Jakkolwiek by na to nie spojrzeć, jesteście do tyłu z historią, dlatego czeka was bardzo dużo nauki. Bez niej nie zrozumiecie dzisiejszego świata...




Scena druga

Miejsce akcji: kościół Matki Boskiej Europejskiej

Osoby: Orsola (w sukni ślubnej), Biagio (w garniturze), ks. Wróciwoj Maria Cudzysłów, ministranci, wierni, Demokracjusz Chadecki, Eugenika Chadecka (oboje jako świadkowie), Konstancja i Konstytucja Chadeckie (jako druhny), posłowie Piotr Parzygęba i Ryszard Golibroda (jako drużbowie), Jane Smith, organista




KSIĄDZ CUDZYSŁÓW (uroczyście):

Zebraliśmy się tutaj, aby zostać świadkami niepowtarzalnego cudu, jakim jest zjednoczenie dwóch dusz, dwóch serc, dwóch umysłów i dwóch ciał przez Tego, który stanowi Źródło wszelkiej miłości i szczęśliwości. Ślub kościelny to nie tylko uroczystość w pięknie udekorowanej świątyni, ukłon w stronę wieloletniej tradycji, okazja do poprawienia swojego wyglądu, dobrej zabawy czy spotkania z dawno niewidzianymi krewnymi, ale przede wszystkim wydarzenie religijne, duchowe - wydarzenie, skrywające w sobie głęboki sens i metafizyczne piękno niewidzialne dla ludzkich oczu. Jednocześnie ślub jest aktem, który ściśle wiąże się ze sprawami ziemskimi i doczesnymi, wywiera wpływ na nasze codzienne życie, a nieraz nawet warunkuje relacje z innymi ludźmi. Związek małżeński nie jest wyłącznie jedną z wielu form wspólnego życia, legalnie prosperującą instytucją, dobrym interesem, przyzwoleniem na fizyczną miłość i prawno-finansowym zabezpieczeniem dla przyszłego potomstwa. Małżeństwo to największe wyzwanie rzucane zakochanej w sobie parze ludzi. Jest to związek nierozerwalny, w który może ingerować jedynie Bóg, toteż wymaga od nas dokładnego przemyślenia, dojrzałości i odpowiedzialności. Z tego powodu ja, kapłan, narzędzie w rękach naszego Pana, sługa Boży udzielający sakramentów świętych, jestem zmuszony zwrócić się do obecnych tutaj wiernych. Jeżeli ktoś zna powód, dla którego tych dwoje nie może się połączyć, niech przemówi teraz albo niech zamilknie na wieki!


PIOTR PARZYGĘBA (do ludzi, mentorskim tonem):

Niech mowa wasza będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.


RYSZARD GOLIBRODA (ostro, trącając Parzygębę łokciem):

Nie wtrącaj się, patefonie, nie jesteś mistrzem ceremonii! Prowadzącym tego show jest ksiądz Wróciwoj Maria Cudzysłów, a nie ty!


Ku zaskoczeniu księdza i państwa młodych, ponad połowa wiernych - uczniowskim zwyczajem - podnosi rękę do góry (wydarzeniu temu towarzyszą okrzyki typu: "Ja znam powód!", "Ja też znam!", "I ja!"). Orsola i Biagio wytrzeszczają oczy oraz rozdziawiają buzie.


BIAGIO (zdezorientowany):

Eee... Co to ma znaczyć?! Dlaczego...?!


KSIĄDZ CUDZYSŁÓW (zakłopotany, przestępując z nogi na nogę):

O rety, rety, jakaż to za dziwna sytuacja, jeszcze nigdy nie zetknąłem się z czymś takim!


ORSOLA (ostro):

Proszę nie zwracać uwagi na cudze "ale", tylko kontynuować ceremonię! Księże Cudzysłowie, chyba nie chce ksiądz powiedzieć, że czyjeś widzimisię może mieć wpływ na losy kochającej się pary ludzi?! Skoro jesteśmy zdecydowani na małżeństwo, powinien ksiądz uszanować naszą wolę, a argumenty tych oszołomów puścić koło uszu! (Pogardliwie, arogancko) Phi, po raz pierwszy widzę, żeby osoba konsekrowana była uzależniona od kaprysów grzesznego społeczeństwa! Populizm i konformizm, jak w mordę strzelił! Boże, co Sobór Watykański IV zrobił z Kościołem katolickim i duchowieństwem?!


KSIĄDZ CUDZYSŁÓW (z rozpaczą):

O jejciu, jejciu, jakaż to dziwna sytuacja, jeszcze nigdy nie zetknąłem się z czymś takim! Ponad połowa wiernych zna powody, dla których państwo młodzi nie powinni być razem! Cuda i dziwy! Cuda i dziwy! (Płaczliwie) Skoro większość jest przeciwna temu małżeństwu, to... to... Proszę mi wybaczyć, ale nie mogę udzielić państwu ślubu!


ORSOLA (wściekle, niedowierzając):

Jak to: "nie mogę udzielić państwu ślubu"?! Przecież wszystko już uzgodnione, podpisane, przygotowane! Proszę spojrzeć: przyjechał prezydent wraz z małżonką i córkami, dwaj posłowie, organista z samego Watykanu... Czy chce ksiądz to wszystko zaprzepaścić?!


KSIĄDZ CUDZYSŁÓW (nerwowo, chaotycznie, drżącym głosem)

Opinia publiczna, powszechne zgorszenie, opinia publiczna... O, ja nieszczęśliwy! Nie mogę, nie mogę udzielić państwu tego sakramentu!!!


Orsola jest tak rozgniewana, że wydaje z siebie niebezpieczny syk, ciska o ziemię białym, ślubnym bukietem i zrywa sobie z głowy welon. Biagio ukrywa twarz w dłoniach, jakby chciał za wszelką cenę odciąć się od otoczenia oraz stłumić w sobie negatywne emocje.


ORSOLA (krzyczy):

Przeklęta demokracja! Po stokroć przeklęta demokracja!


BIAGIO (mocno przytulając do siebie narzeczoną):

Nie przejmuj się, kochana, poradzimy sobie bez ślubu kościelnego! Ten wyświęcony populista sam się prosi, żebyśmy wzięli sprawy w swoje ręce...


KSIĄDZ CUDZYSŁÓW (do wiernych):

Kto z państwa chciałby jako pierwszy się podzielić swoimi uwagami?


Nagle drzwi kościoła otwierają się na oścież i do świątyni wkracza - dumnym, dynamicznym krokiem - Fabrizio (odziany w czarny, faszystowski mundur). Wszyscy zgromadzeni odwracają się w jego stronę i wydają z siebie zduszony okrzyk.


FABRIZIO (krzyczy):

Ja się pytam: gdzie są rodzice?!


KSIĄDZ CUDZYSŁÓW:

A któż to?!


ORSOLA (spokojnie):

Ten przystojny pan to mój brat Fabrizio, 34-letni murarz z Wenecji, ojciec dwojga dzieci, impulsywny i apodyktyczny przywódca lokalnego oddziału faszystów, człowiek z pierwszej połowy dwudziestego wieku. (Ironicznie, do brata) Fabrizio, co za miła niespodzianka!


FABRIZIO (emocjonalnie, wyraźnie, gestykulując i krzycząc jak Duce):

Siostro, znalazłbym cię nawet na końcu świata! Dobrze wiem o twoich podróżach w czasie i przestrzeni, więc nie pytaj głupio: "Co ty tu robisz?!" (a wiem, że właśnie ta zagadka chodzi ci po głowie). Przyrzekłem, że nie dopuszczę do twojego ślubu z komunistą i zamierzam dotrzymać słowa! Nawet, gdybym zginął, powróciłbym na Ziemię i nadal przeszkadzałbym ci w tworzeniu związku z tym marksistą. Dosyć tego! Masz prawo do wielu rzeczy, jednak ja - jako twój ukochany brat i opiekun - nie pozwolę ci na coś, czego będziesz żałować do końca życia. Dosyć! Wybij sobie z głowy, że zostaniesz żoną cholernego leninowca. Chwilowe odurzenie w komuchu nie może zaprzepaścić tego, co przez wiele lat robiłaś dla nas, faszystów, i dla budowania nowego Imperium Rzymskiego. Dosyć, siostro! Dość!


BIAGIO:

Orsola, powiedz swojemu zakichanemu bratu, że ma przestać mnie obrażać!


Rozwścieczony Fabrizio podbiega z pięścią do Biagia i sprawia wrażenie, jakby chciał go uderzyć.


FABRIZIO (wściekle, z pięścią "w pogotowiu"):

Kto jest "zakichanym bratem", co?! Powiedz głośno!


KSIĄDZ CUDZYSŁÓW:

Panie Fabrizio, bój się pan Boga, przecież to miejsce święte!...


FABRIZIO (z furią):

Nie obchodzi mnie to, klecho! (Do Biagia) Powtórz, co powiedziałeś o "zakichanym bracie", bo ci zrobię z ryja Parmigiano Reggiano!


ORSOLA:

Braciszku, jeśli tak ci na mnie zależy, to dlaczego za wszelką cenę chcesz mnie uNIEszczęśliwić?! Jeśli stracę kontakt z Biagiem albo stanie mu się coś złego, nie pozbieram się do końca życia! Czy na tym polega twoja troska i braterska miłość?!


Fabrizio, chcąc się uspokoić, na chwilę zamyka oczy i wzdycha.


FABRIZIO (parafrazuje biblijny „Hymn o Miłości"):

Gdybym mówił językami ludzi i demonów,
A nienawiści bym nie miał,
Byłbym jak anioł na Ziemi lub współczesny święty.
Gdybym też miał możliwość zniszczenia całego świata
I znał wszystkie sztuki walki, i posiadał wszelką broń,
I przeżywał tak wielką furię, iżbym ogniem ział,
A nienawiści bym nie miał, byłbym kimś.
Nienawiść okrutna jest,
Złośliwa jest.
Nienawiść nie przebacza,
Nie dąży do kompromisu,
Nie unosi się zachwytem,
Nie zapomina krzywd.
Nie cieszy się z sukcesów wroga,
Lecz weseli się z powodu jego porażek.
Wszystko znosi, w nic nie wierzy,
Nie dopuszcza do siebie nadziei.
Nienawiść nigdy się nie kończy.
Gdy byłem dzieckiem, kochałem jak dziecko,
Ufałem jak dziecko, przebaczałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
Wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Tak więc trwają w moim sercu:
Zawiść, pamiętliwość i nienawiść - te trzy,
Z nich zaś największa jest nienawiść.


KSIĄDZ CUDZYSŁÓW (wyprowadzony z równowagi, wskazuje palcem drzwi):

A kysz, szatanie, bluźnierco, heretyku jeden ty!


ORSOLA (wtóruje księdzu):

Właśnie! A kysz, szatanie! Nie pamiętasz, że masz klątwę kościelną?!


FABRIZIO (parska śmiechem):

Cha, cha, cha! Klątwę kościelną?! Ja pitolę... Chyba ci mózg odjęło!!!


ORSOLA:

Komu mózg odjęło, temu odjęło. Odwal się ode mnie i od mojego narzeczonego!


BIAGIO (despotycznie, do Fabrizia):

Odwal się!!!


KSIĄDZ CUDZYSŁÓW:

No, teraz na pewno nie udzielę wam ślubu. Oboje zgrzeszyliście przed ołtarzem!


ORSOLA (naburmuszona):

Skoro tak, to jesteśmy zmuszeni wyruszyć w kolejną czasoprzestrzenną podróż. (Do Jane Smith) Czy ma pani namiary na Johna Smitha?


Jane Smith wyjmuje z torebki komórkę, wybiera odpowiedni numer i podaje telefon Orsoli. Dziewczyna przystawia słuchawkę do ucha i czeka kilka sekund.


ORSOLA (po usłyszeniu słowa „Halo"):

Szanowny panie Smith! Zwracam się z uprzejmą prośbą o umożliwienie mi powrotu do moich czasów, przypadających na okres rządów Benito Mussoliniego i Wielkiej Rady Faszystowskiej. Prośbę tę motywuję tym, że jestem głęboko niezadowolona z sytuacji społeczno-politycznej, panującej w roku 2113, a także niezdolna do prawidłowego i satysfakcjonującego życia w społeczeństwie XXII wieku. Deklaruję, że po deportacji do mojej epoki będę się zachowywać zgodnie z powszechnie przyjętymi normami moralnymi i obyczajowymi. Załączam wyrazy szacunku i liczę na pozytywne rozpatrzenie mojej petycji. Z poważaniem, Orsola (nazwisko do wiadomości redakcji).


Faszystka oddaje Jane telefon. W kościele rozlega się radosna, uroczysta melodia marsza Mendelssohna. Wierni klaszczą, Eugenika Chadecka ociera sobie łzy haftowaną chusteczką, a Fabrizio siada w jednej z ławek.



KONIEC AKTU DRUGIEGO

Licencja: Creative Commons