0 głosów
Pobierz artykul
0 głosów dodatnich
0 głosów ujemnych
1497 razy czytane
0 przedrukowany
Creative Commons Licencja

Od kilku tygodni trwa rajd indeksów na Giełdzie Papierów Wartościowych. Media rozpisują się o wielkich zyskach, jakie można było zrealizować na niektórych spółkach. Poprawa klimatu na GPW to również szansa dla nowych spółek, które planują pozyskać kapitał z giełdy.

Lista prospektów emisyjnych, które trafiają do Komisji Nadzoru Finansowego, staje się coraz dłuższa.
Wzrosty indeksów giełdowych zwiększają również zainteresowanie akcjami inwestorów indywidualnych, którzy mają coraz większy udział w generowanych obrotach podczas sesji giełdowych. W I półroczu było to aż 28% ogółu obrotów, czyli niewiele mniej niż w szczytowym pierwszym półroczu 2007 r. Z danych GPW wynika, że na ponad 1,1 mln rachunków maklerskich, aktywnych tj. takich, na których w ostatnich miesiącach były dokonywane transakcje, było tylko 175 tys. To pokazuje potencjał, jaki drzemie w krajowych inwestorach. Potrzeba im tylko zachęty.

Nowe spółki odbiorą kapitał już notowanym oraz bankom?
Taka sytuacja zdarza się często przy okazji dużych ofert publicznych, a zwłaszcza prywatyzacji. Duża wartość oferty w połączeniu z kampanią reklamową działa jak magnes na drobnych inwestorów. Dobrze pamiętamy masowe wycofywanie pieniędzy z lokat terminowych i zaciąganie kredytów - tzw. „lewarów" - na zakup akcji. Ten pęd doprowadził do wyśrubowania cen akcji do absurdalnych poziomów w połowie 2007 roku. Akcje wszystkich spółek sprzedawały się na pniu, łącznie z akcjami firm wątpliwej jakości, które w innej sytuacji nie znalazłyby nabywców.
Jeśli jednak grono potencjalnych inwestorów giełdowych nie będzie się tak szybko poszerzać, jak 2 lata temu, nie możemy wykluczyć walki o kapitał pomiędzy spółkami już notowanymi, a nowymi ofertami.
W takim przypadku prawdopodobna stanie się podaż akcji wielu spółek z GPW. Inwestorzy zarówno drobni jak i instytucje będą chciały zdobyć środki na nowe emisje. Dodatkową zachętą będzie tu realizacja pokaźnych, w wielu przypadkach, zysków.

Ministerstwo Skarbu Państwa w poszukiwaniu pieniędzy do budżetu zapowiedziało na najbliższe miesiące sprzedaż za pośrednictwem GPW pakietów akcji takich gigantów jak Polska Grupa Energetyczna (PGE) oraz PKO BP. Wartość każdej z ofert to 5 mld zł. Dla PGE będzie to przy okazji debiut na GPW, podczas gdy PKO BP notowane jest na parkiecie do 2004 roku.

Tak duże oferty publiczne to doskonały wabik dla zagranicznych inwestorów, którzy szukają płynnych spółek. To również wymarzona inwestycja dla TFI i OFE, które szukają miejsca dla pęczniejących aktywów. Tegoroczni debiutanci na GPW to „mrówki" w odniesieniu do w/w wymienionych. Wydaje się więc, że jeśli tylko koniunktura dopisze, rok 2009 może być rekordowym, jeśli chodzi o wartość debiutów giełdowych. Duże szanse na zarobek będą mieli wszyscy biorący udział w emisjach, choć należy się liczyć ze znaczną redukcją zleceń, jak to miało miejsce przy niemal każdej emisji z udziałem Ministerstwa Skarbu Państwa.
Oferty PKO BP i PGE mogą również przynieść krótkoterminowe korzyści w postaci wielce prawdopodobnego wzrostu kursu PLN wobec innych walut. Kapitał zagraniczny, który napłynie do Polski przed ofertami, będzie zamieniany na złotówki. Niska płynność naszego rynku walutowego w połączeniu w wielkością ofert może zachwiać in plus kursem złotówki. To dobra wiadomość dla posiadaczy kredytów walutowych.

Co najlepsze zatem przed nami

Pierwsze miesiące tego roku nie były zbyt łaskawe dla giełdowych inwestorów. 6 debiutów od stycznia jest wynikiem nader skromnym. Jeszcze 2 lata temu tyle spółek pojawiało się na parkiecie miesięcznie. Nie zmienia to jednak faktu, że tegoroczni debiutanci dali zarobić średnio 50%. Obecnie trwa oferta spółki Delko, a wkrótce ma rozpocząć się Voltrex. Te spółki, które wstrzymały przygotowania do debiutu, teraz mogą je wznowić. Cały proces trwa jednak dość długo, co może oznaczać, że część debiutantów zobaczymy dopiero na początku 2010 roku.

Aktywa TFI rosną, choć te stronią od wydatków na reklamę.
Po rekordowym poziomie aktywów TFI w połowie 2007 roku, gdy przekroczył on wartość 140 mld zł nastąpił szybki spadek. Duża w tym zasługa ogromnej przeceny na rynku akcji, jak również fali umorzeń jednostek uczestnictwa funduszy, których dokonywali klienci. W rezultacie w przeciągu półtora roku aktywa funduszy stopniały o 50% do 70 mld zł na początku marca 2009 r. Od dna w marcu br. obserwujemy ponownie systematyczny wzrost wartości aktywów. Główna w tym zasługa trwających zwyżek indeksów. Od lutego do sierpnia główne indeksy urosły o ok. 50%. Sami klienci nie są aż tak optymistyczni, o czym świadczą salda wpłat wobec umorzeń. Pytanie, czemu klienci nie ruszyli jeszcze do masowych zakupów jednostek uczestnictwa?
Odpowiedzi mogą być co najmniej trzy:
- cześć inwestorów przespała właściwy moment i teraz, gdy indeksy giełdowe poszły mocno w górę obawiają się, że na zakup jest zbyt późno,
- niektóre osoby nie mają wolnych środków, bo dały się skusić wysoko oprocentowanym lokatom, jakie jeszcze do niedawna oferowały banki. Zerwanie lokaty często oznacza utratę części odsetek.
- winne są same TFI, które drastycznie ograniczyły wydatki na reklamę. O tym, jak wielki jest to spadek, niech świadczą informacje o wydatkach TFI na reklamę za I kwartał 2009 r. 800 tys. zł to spadek rzędu 90% licząc rok do roku. Aby kampania miała ekonomiczny sens, TFI musi pozyskać setki milionów aktywów. Tymczasem w całym lipcu do wszystkich TFI wpłynęło raptem 700 mln zł. TFI szkodzi również brak tzw. danych historycznych, którymi tak epatowały w okresie hossy.
Dziś, pomimo kilkumiesięcznych wzrostów kursów akcji, roczna stopa zwrotu z inwestycji w większości funduszy akcyjnych pozostaje ujemna. Trudno zatem skusić taką informacją nowych klientów.

Czy doczekamy się wysypu ofert publicznych i redukcji w zapisach rzędu 90%?
Jesień pokaże, czy utrzyma się doskonały klimat na GPW i czy aby ci, którzy jako ostatni dołączą do owczego pędu, nie natrafią na tzw. górkę, czyli szczyt notowań przez poważną korektą. Korektą, która musi nadejść, gdyż obecne wzrosty nie mają w pełni podłoża fundamentalnego. Inwestorzy, którzy zakupią akcje lub jednostki funduszy inwestycyjnych w najbliższym czasie, będą narażeni na poważne ryzyko straty. Nieporównywalnie większe niż ci, którzy kupili akcje w marcu. W przypadku korekty górę mogą wziąć emocje i pamięć o spadkach z końca 2007 roku. Fala zleceń sprzedaży w rezultacie może dać bilans ujemny i zamiast oczekiwanych zysków pojawią się straty. Warto, aby już dziś pomyśleć o dywersyfikacji i nie inwestować większości wolnych środków w akcje lub fundusze akcyjne.

Licencja: Creative Commons