Ostatnie dni to kolejny okres osłabienia złotego. Od 15 kwietnia złoty stracił do głównych walut po 8-10 procent. Na osłabienie złotego złożyło się rozwianie przez resort finansów nadziei inwestorów dotyczących szybkiego wejścia Polski do ERM2 jeszcze w tym półroczu i wygasające pod koniec miesiąca opcje walutowe.

Data dodania: 2009-06-09

Wyświetleń: 1735

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Nastroje inwestorów pogarsza również świńska grypa. - Sytuacja jakiegoś większego zagrożenia na skalę globalną zawsze sprzyja dolarowi - przyznaje Marek Rogalski, analityk walutowy z DM BOŚ. - Inwestorzy uciekają bowiem z mniej znanych rynków i wolą lokować środki w amerykańskiej walucie - tłumaczy.

Eksperci przyznają, że bardzo trudno dzisiaj przewidzieć, jak będzie zachowywać się złoty w najbliższych dniach. Im więcej jednak niepewności na rynkach, tym gorzej dla polskiej waluty.

Taka sytuacja z pewnością nie sprzyja osobom, które zaciągnęły kredyty hipoteczne w walutach obcych, głównie we frankach szwajcarskich. Wpływ na spłacane przez nich co miesiąc zobowiązanie ma bowiem kurs walutowy. Wystarczy wspomnieć, że osoba, której termin spłaty raty kredytu na 300 tys. zł przypadł na połowę kwietnia, zapłaciła o około 100 zł mniejszą ratę niż klient, któremu termin przypadł np. wczoraj.

Jak podkreślają analitycy, tak duże wahania polskiej waluty, jakie obserwujemy w ostatnich miesiącach, zdecydowanie zniechęcają klientów do zaciągania zobowiązań w walutach obcych. Pokazują to również dane opublikowane niedawno przez Związek Banków Polskich. Można szacować, że od początku roku aż 70 proc. nowych kredytów hipotecznych udzielanych przez banki to kredyty w złotych. Reszta to waluty obce z przewagą franka szwajcarskiego. A to znaczy, że w pierwszym kwartale tego roku banki udzieliły kredyty hipoteczne w złotych na około 4,9 mld zł, a wartość nowo udzielonych zobowiązań we franku nie przekroczyła 1,8 mld zł.

- Jeszcze w ubiegłym roku sytuacja była dokładnie odwrotna - mówi Marcin Krasoń, analityk z firmy doradczej Open Finance. - Niektóre banki udzielały nawet ponad 90 proc. kredytów we frankach szwajcarskich. Teraz wyraźnie nie chcą już dawać kredytów w walutach obcych - podkreśla. W ostatnich dniach z ich udzielania wycofał się bank DnB Nord. Banki, które jeszcze nie zrezygnowały z takiej oferty (np. mBank, Polbank), proponują klientom bardzo wysokie marże, średnio na poziomie 5 proc. Inni jak np. DB PBC stawiają zaporowe wymogi dotyczące zdolności kredytowej. By dostać kredyt frankowy w tym banku, trzeba zarabiać co najmniej 12 tys. zł netto miesięcznie.

Odwrót klientów od kredytów we frankach szwajcarskich potwierdzają również dane opublikowane przez porównywarkę finansową Comperia.pl. Wynika z nich, że o ile jeszcze w ostatnim kwartale ubiegłego roku o kredyty we frankach pytało prawie 50 proc. klientów, to teraz ten odsetek spadł do zaledwie 30 proc. Szybko rośnie za to zainteresowanie kredytami hipotecznymi w złotych. - Ludzi zachęca do nich przede wszystkim ułatwiony dostęp do tego rodzaju finansowania - przyznaje Paweł Majtkowski, analityk firmy doradczej Finamo. - Poza tym coraz więcej osób zrozumiało, czym jest ryzyko kursowe i wybierają kredyty złotowe, bo po prostu wolą spać spokojnie - dodaje.

Tym bardziej że różnica w wysokości raty pomiędzy kredytami złotowymi a frankowymi spada. Po obniżkach stóp procentowych w Polsce rata kredytu złotowego na kwotę 300 tys. zł jest dzisiaj tylko o 200 zł wyższa niż w przypadku kredytu we frankach. Nie jest to zbyt duży koszt za spokojny sen.

Artykuł pochodzi z portalu Tanie-kredyty.com.pl
Licencja: Creative Commons