Siedzę na parapecie. Piję zieloną herbatę. Liście bawią się w chowanego z promieniami zachodzącego słońca. Patrzę na niebo i wiem, że teraz znaczy nigdy więcej. Bo chociaż może nawet jutro usiądę znowu na parapecie i znowu będę piła herbatę, to będzie już zupełnie inna herbata, inne niebo i inna ja - z innymi myślami w głowie.

Data dodania: 2009-05-19

Wyświetleń: 2133

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Jednym z pierwszych filozoficznych pytań, jakie sobie zadałam, było pytanie o to, jak to będzie, jak wszystko się skończy, jakie to nieprawdopodobne, że teraz jestem, a kiedyś mnie nie będzie. Miałam wtedy 10 lat i było to tuż po śmierci babci. Z biegiem lat owo pytanie zyskało nowe aspekty. Teraz nurtuje mnie to, czy życie miałoby większy sens, gdyby trwało wiecznie, czy może właśnie jego wartość polega na tym, że jest takie kruche? Jaki w związku z tym mają sens nasze czyny, nasze zabiegania o miłość, o wszystko, skoro i tak czas to zniweczy, a formułka "na zawsze" jest tylko zaklęciem, dzięki któremu przestajemy się bać, albo boimy się ciut mniej? Owszem, można założyć, że kruchość naszego życia powoduje, że bardziej motywujemy się do działania: bo zewsząd słyszymy, że młodość nie będzie trwać wiecznie, że zdrowie przemija, że sił będzie brakowało, więc przemy do przodku, realizując nasze mniejsze bądź większe plany. Czasem próbujemy żyć tak, jakby każdy dzień był ostatnim, żeby niczego nie zostawiać na kiedyś, na potem, na później. Bo coś jest takiego w naturze człowieka, że usilnie i uparcie czeka na to potem, a jak ktoś napisał: "jutro jest najbardziej zapracowanym dniem tygodnia". Trzymamy się tego potem, tymczasem prędzej czy później, potem oznacza ni mniej ni więcej tylko nicość. Więc jaki sens ma wszystko? Z drugiej strony chcąc rzucić się w nurt życia, wpadamy w kolejną pułapkę: bo im więcej mamy, im więcej doznajemy, tym więcej chcemy, tym bardziej się przyzwyczajamy i tym bardziej nam żal tego, że nie można zatrzymać zegara i za Goethe powiedzieć: chwilo, trwaj wiecznie.

****

Siedzę na parapecie. Piję zieloną herbatę. Liście bawią się w chowanego z promieniami zachodzącego słońca. Patrzę na niebo i wiem, że teraz znaczy nigdy więcej. Bo chociaż może nawet jutro usiądę znowu na parapecie i znowu będę piła herbatę, to będzie już zupełnie inna herbata, inne niebo i inna ja - z innymi myślami w głowie. A kiedyś przyjdzie czas, że mnie też nie będzie...Kiedyś zapytałam Kogoś, czego najbardziej się boi? Odpowiedział, że tego, że nie zdąży się zakochać. Potem zapytał mnie, czego się boję, odpowiedziałam, że śmierci. On zakochał się, ja nadal się boję i wiem, że bać się nie przestanę. Siedzę na parapecie i tak mocno czuję tezę Huma, że życie jest impresją, wiązką doznań, migającym przed naszymi oczami obrazem. Kiedy zaczęłam studiować filozofię, to moje upracie powracające pytanie zyskało patronów. Odtąd zastanawiam się, czy jesteśmy bytem-ku-śmierci, jak twierdził Heidegger, czy może bytem-jeszcze-nie-umarłym, jak uważał Levinas. Dwie perspektywy. Nie wiem, która lepsza. Nie wiem, czy życie miałoby większy sens, gdyby trwało wiecznie. Ale wiem, że nie ma nic bardziej przerażającego niż to, że przemija. Wymyka nam się z rąk i nie możemy zacisnąć palców. Skąd u mnie ten lęk? Może dlatego, że przez tyle czasu nie umiałam się niczym cieszyć, niczego chcieć, i teraz desperacko wręcz próbuję to wszystko nadrobić. A jednocześnie wciąż się chowam przed życiem, wciąż nie jestem gotowa, choć już świadoma jak to jest żyć pełnią życia, śmiać się, cieszyć, kochać. Może bardziej żal mi straconego czasu niż tego, który jeszcze stracę? Jestem niecierpliwa, wszystko chcę już, teraz. A im mocniej chcę, im szybciej chcę, tym wolniej się wszystko dzieje. Jakbym chciała zmienić rytm, odwieczny, pulsujący rytm, oszukać czas i chyba siebie samą...A może trzeba żyć tak, jak pisał Fellini, że "nie ma początku, nie ma końca, jest tylko niezaspokojona pasja życia"? I pogodzić się z tym, że ta pasja zawsze pozostawi niedosyt, przed którym po prostu nie ma ucieczki?

Licencja: Creative Commons
0 Ocena