W czwartek 26.04 media obiegła wiadomość o aferze finansowej. Aresztowano trzy osoby podejrzane o defraudację ok. 500 mln zł. Chodzi o firmę Interbrok Investment, której mechanizm działania był dziecinnie prosty. Firma obiecując krociowe zyski pozyskiwała klientów.

Data dodania: 2007-04-28

Wyświetleń: 4749

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Następnie pieniądze inwestowała na rynku forex. Gdy inwestycje szły coraz gorzej, a pieniądze były pokaźne, właściciele firmy postanowili się ulotnić wraz ze środkami klientów.

Miały być ogromne zyski, pozostały straty. Jak podał Puls Biznesu w początkowym okresie działalności firma wypracowywała zyski rzędu 10% miesięcznie.
Czy były to zyski czysto papierowe? - nie wiadomo. Wiadomo, że takie wyniki stanowiły skuteczny wabik dla klientów.

Trzej zatrzymani w sprawie Interbrok Investment to: Andrzej K., były podsekretarz stanu w ministerstwie łączności w rządzie SLD. Drugi to Emil D., który w latach 90-tych pracował dla spółki Zone Investment, których klienci również utracili swoje pieniądze. Co ciekawe ze wstępnych ustaleń wynika, że był on jednym z założycieli WGI. Czyżby to zbieg okoliczności? Ostatni z zatrzymanych to Maciej S. związany z niedawno zlikwidowanymi WSI.

Tajemnica dla VIP-a
Klientów Interbrok Investment stanowiły głównie „VIP-y”. To dzięki poczcie pantoflowej i znajomościom udawało się namawiać kolejne osoby do powierzenia Interbrok Investment oszczędności. To co powinno dawno wzbudzić podejrzenia, to tajemnica jaką owiana była działalność firmy. Ktoś, kto nie ma nic do ukrycia, nie ukrywa się. Wręcz przeciwnie, znajomość firmy przyciąga kolejnych klientów. No chyba, że celem działalności firmy nie była popularność, a właśnie maksymalne ukrycie jej istnienia.
Wśród oszukanych osób są tak znane nazwiska jak: Janusz Wójcik, były trener piłkarski, a obecnie poseł Samoobrony, Marek Ungier, były minister w rządzie SLD, Tadeusz Drozda, Małgorzata Niezabitowska. To tylko kilka spośród ponad 900 osób, które zostały oszukane.
Ze wstępnych ustaleń i zeznań wynika, że poszkodowanych może być więcej.

Powtórka z WGI?
Sprawa Interbrok Investment jest porównywana do zeszłorocznej afery z upadkiem domu maklerskiego WGI. Jak dla mnie podobieństwo dotyczy jedynie tego, że obie firmy okradły swoich klientów. Różnice są zauważalne już na wstępie. WGI była domem maklerskim z licencją. Firma była na rynku od 7 lat i cieszyła się powszechnym zaufaniem. Na jej wizerunek ciężko pracowali spece od PR oraz analitycy obecni w mediach, zwłaszcza Piotr Kuczyński i Richard Mbewe. W radzie nadzorczej WGI TFI zasiadały tak znane osoby jak Dariusz Rosati, Witold Orłowski czy Henryka Bochniarz. Jednym słowa elita polityczno-biznesowa. Problemy klientów pojawiły się, gdy firma zaczęła transferować aktywa za granicę. Wkrótce okazało się, że WGI prowadziła podwójną księgowość. Dzięki temu klienci nie wiedzieli, ile tak naprawdę mają środków.
Wyniki inwestycji publikowane w raportach były wyssane z palca.
Ponad 1000 oszukanych klientów WGI ma jednak szansę na choćby częściowe odzyskanie swoich oszczędności. Dzięki temu, że WGI była domem maklerskim, środki będące w jej posiadaniu były częściowo chronione przez fundusz gwarancyjny, na który składają się inne domy maklerskie na wypadek niewypłacalności jednego z nich.

Gdzie był nadzór finansowy?
Jeśli firma Interbrok Investment inwestowała na rynku forex, a zakładam, że choć część pieniędzy faktycznie tam inwestowała, dlaczego nikt się nie zainteresował tak znacznymi obrotami dokonywanymi przez firmę „krzak”. W grę mogło wchodzić również zwykłe pranie pieniędzy poprzez inwestycje.
Jakim cudem nikt się nie zainteresował spółką obracającą setkami milionów złotych. Trudno w to uwierzyć, że działalność firmy nie wzbudziła wątpliwości żadnego z klientów. Magia zysków widać jest potężna.

Bez zmian w prawie i ochrony interesów osób poszkodowanych takie afery będą się zdarzać.
Póki co, klientom pozostaje mieć własny rozum i nie wierzyć w obietnice wysokich zysków.
Nie ma sposobu na szybkie zyski nie obarczone przy tym wysokim ryzykiem i to jest podstawowa zasada na rynku finansowym.
Od oszukanych trudno wymagać znajomości jakie stwarza rynek finansowy.
Kiedy zatem prawo zostanie zmienione na takie, które ograniczy świadczenie usług zarządzania kapitałem w imieniu osób trzecich bez żadnych licencji?

Tyle się mówi o dużej ilości koncesji, certyfikatów, zezwoleń. Widać nie jest ich wystarczająco dużo. Lub raczej nie idzie się w tym kierunku, w którym należałoby Zamiast wydawać nakaz posiadania certyfikatu dla osób wykonujących niektóre zawody może lepiej zainteresować się lukami, które pozwalają na takie afery. Fryzjer musi zdać stosowny egzamin aby wykonywać swój zawód, a panowie z Interbrok Investment bez problemu gromadzili ogromne pieniądze innych klientów pozostając poza kontrolą Komisji Nadzoru Finansowego.

Ile jeszcze podobnych afer musi mieć miejsce, aby ludzie się zastanowili nim powierzą swoje pieniądze firmie „krzak” bez stosownych licencji.
Czy może jednak żądza zysku, jest silniejsza niż zdrowy rozsądek?

Licencja: Creative Commons