0
głosów
- +

Czy lajka można wygenerować albo wyłudzić? artykuł jest promowany

Autor:

Aktualizacja: 24.09.2015


Kategoria: Internet i Komputery / Netlife i Społeczności


Artykuł
  • 0 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 949 razy czytane
  • 0 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
 

Lajk, czyli popularna polubka, dla niewtajemniczonych wciąż stanowi tylko dowód popularności danego wpisu, danej strony na Facebooku czy jej wydawcy. Tymczasem lajka (warto zauważyć, że lajk jest już sześciolatkiem, bo jest z nami od 9 lutego 2009 roku) można zdobyć na wiele sposobów.


Nie zawsze polubienia są znakiem autentycznego uznania wartościowości profilu czy wpisu. Rzecz jasna nie ma w tym nic nowego. I autentyczny aplauz, i sztuczny – tzw. klaka towarzyszyły bowiem publicznym występom ludzi od zawsze. Przy udziale zorganizowanej klaki akceptowanie i nagradzanie występów odbywało się już w czasach cesarstwa rzymskiego i bodaj najbardziej „lubianym” był Neron. Prawdziwym biznesem klaka stała sie w  XIX wieku – wieku pierwszej fali gwiazdorstwa i gwiazdoromanii.

A czyż aktywność na Facebooku i w innych mediach społecznościowych, zwłaszcza ta na stronach firmowych (tzw.fanpagach) nie ma charakteru występu, ze swoją ścianą-sceną i publicznością wyposażoną w możliwość wyrażania pochwały, komentarza, polecania, czy  podjęcia innej sugerowanej akcji ?

Od prawdziwego aplauzu do systemu wymiany polubień

Rzecz jasna można lajka zdobyć od publiczności, która bezinteresownie chce wyrazić   wartościowość wpisu albo profilu. Można go też zdobyć dzięki „publiczności powiązanej” – głosom rodziny, przyjaciół, znajomych, a w przypadku profili firmowych – pracowników, współpracowników, dostawców. Można wreszcie lajka uzyskać za obietnicę wartości specjalnych –  na przykład nagrody za udział w konkursie (lajki konkursowe) albo za dostęp do atrakcyjnych treści (lajki transakcyjne), jak na przykład raport czy e-book. Pojedyncze lajki można też zebrać odwołując się do nieśmiertelnych metod: na empatię, współczucie, wyraźną prośbę (tzw.żebrolajki), na sentyment (na koty, psy i…dzieci) i retrosentyment (ach te fotki z PRL-u i dzieciństwa),  na dostosowanie się do aktualnie panującej memowej mody (tu uwaga na suchary!) , itd….

Firmy mogą też korzystać z usług samego Facebooka, czyli wykupić reklamę nastawioną na polubienie profilu czy posta (jest to propozycja  bodaj najlepiej stargetowanej reklamy on-line). Mogą też wykorzystywać różne zautomatyzowane narzędzia pozyskiwania fanów (i nie tylko fanów na Facebooku, ale i w innych mediach społecznościowych), nazywane na przykład „systemami kliknięć społecznościowych”. „Polskie lajki" w pakietach po 100, 200, 1000 oraz skrypty do pozyskiwania fanów są wciąż oferowane na Allegro. Tanio jak barszcz.

Likejacking, czyli porywanie kliknięć

Można wreszcie zdobywać lajki „na czarno”, czyli wyłudzać podstępnie (ang.likejacking). Mówiąc inaczej – można łapać lajki na ciekawość użytkowników Facebooka czy innych mediów społecznościowych, a dokładniej – na „dziwną treść” sugerowaną przez link udostępniany przez któregoś ze znajomych.  Może to być treść  z takimi nagłówkami, jak na przykład: „Kliknij aby zobaczyć gorący filmik”, „Szokujące video” albo „ Po tym, co zrobiła rozstali się w dniu ślubu…”, Fatalne zakończenie studniówki. Dziewczyny zostały wydalone ze…”.

Z pozoru tylko jest to zwykły link do artykułu czy filmu udostępnionego przez znajomego. Po kliknięciu w link i wykonaniu kilku poleceń (na przykład „aby przejść dalej wpisz nazwę swojej miejscowości”) albo też bez takich wymagań – tylko po kliknięciu w  film, sami udostępniamy „dziwną treść" albo stajemy się „fanami „dziwnej strony", generując jej potrzebny ruch.  

Likejacking pojawił się w zaledwie rok po wprowadzeniu ikony lajka i niepokojące rozmiary przybrał około 2010 roku, by od czasu do czasu – po okresach drzemki, atakować ze zwiększoną siłą. Jest częścią clickjackingu, czyli kradzieży kliknięć. Choć sam termin jest starszy – wprowadzili go Jeremiah Grossman i Robert Hansen w 2008. Clickjacking, czyli przekierowywanie na spamarskie strony może być naprawdę groźny, zwłaszcza jeśli jego celem jest wyłudzenie osobistych danych, jak  bankowe login czy hasło.

A zatem moi drodzy – otwierajmy podsyłane linki i lajkujmy z głową, a tysiące, dziesiątki i setki tysięcy polubień na  Facebooku i w innych społecznościach traktujmy z lekkim przymrużeniem oka, :)


Podobał Ci się artykuł?
0
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.
Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij