Jak to jest ze skutecznością bioenergoterapii? Czy to w ogóle działa? Jakie zasady tym wszystkim kierują?

Data dodania: 2013-06-17

Wyświetleń: 1527

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Bioenergoterapia – temat, w który jedni wierzą, inni nie, a jedni i drudzy są w swojej wierze niezłomni.

“Wiara czyni cuda” – o tak, to prawda! Im bardziej w coś wierzymy, tym większe szanse, że tak właśnie będzie. Powątpiewanie powoduje erozję fundamentów naszej wiary…

Nasza wiara koduje nam w podświadomości możliwe wyjścia z sytuacji. Jeżeli myślimy „bioterapeuta mi pomoże, wiem to”, dajemy w ten sposób jasny sygnał, że tak musi być, nie ma innej opcji, nasz umysł to przyjmuje i wysyła sygnał całemu organizmowi – „teraz DZIAŁA bioterapia i dzięki temu zdrowieję”.

Właściwie to na tej samej zasadzie co leki, które ingerują w fizyczne ciało i tutaj bez dwóch zdań co fizyczne to fizyczne, wiadomo, że działa – no właśnie, ale czy to nie wpojony schemat myślowy „wiadomo, że działa” i dlatego działa? Jeśli człowiek nie chce wyzdrowieć, a leczy się lekami np. za namową rodziny, to wyleczy się, ale na chwilę. Jego ciało po niedługim czasie zachoruje znowu.

Podobnie z psychoterapią – jeżeli ktoś nie chce zmienić życia, psychiki, to taka terapia nic nie da, mimo, że jest dziedziną naukową, uznaną, konwencjonalną i tak dalej…

Na tej zasadzie z bioterapią jest podobnie. Jeżeli bioterapeuta wierzy w swoje działania (a zakładam, że tak, bo inaczej nie miałoby to sensu), to już wkłada jakiś ładunek energetyczny w działanie. Dodatkowo pacjent wspomagając całe leczenie własną wiarą otwiera się na to, co mu się przesyła. Tak naprawdę, to nawet wystarczy ta otwartość, ponieważ całkowicie sceptyczne nastawianie typu „rób co chcesz, ale wątpię, że to coś da” buduje na aurze człowieka coś w rodzaju nieprzepuszczalnej tarczy. Jeśli miałabym to opisywać obrazowo, tak to właśnie wygląda. Obudowuje się pancerzem, a przesyłana energia spływa po nim jak po kaczce…

 Idźmy dalej. Czy w takim razie można się leczyć samemu, bo jeśli to kwestia głównie wiary, to po co mi bioterapeuta?

Tak. Można samemu i da się. Tylko nawet posiadając specjalistyczną wiedzę w tej dziedzinie, czy mamy aż tak silną wolę, żeby to zrobić? Czy będąc chorym jesteśmy w stanie się tak skupić, żeby sobie pomóc bez wątpliwości, że to się uda? Na pewno da się, bo przecież wszystko się da jak się chce. Jednak wtedy szybszą metodą wydaje się być bioterapia.

Osobiście uważam, że jeśli są osoby, które mogą nam pomóc, a samemu jesteśmy już w sytuacji, kiedy trudno mówić o wierze i pozytywnym myśleniu, to warto skorzystać z ich pomocy.

Licencja: Creative Commons