Rosną koszty utrzymania polskiej biurokracji, podnosi się podatki i sankcje,  politycy nie robią nic z absurdalnymi przepisami, a społeczeństwo karmione jest papką medialną. Dlaczego z Polski nie można uczynić raju podatkowego?

Data dodania: 2011-11-15

Wyświetleń: 1206

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Jeśli zastanawiasz się przed wyborami na którą partię głosować i który program wyborczy poprzeć to mam to mam dla Ciebie smutną nowinę. Obojętnie jaka koalicja utworzy nowy rząd i jaką medialną twarz przyjmie, to rządzić dalej będzie biurokracja. To Ty Podatniku utrzymujesz to państwo z wypracowanych podatków, ale nie oznacza to, że jest ono dla Ciebie! Nie, nie to państwo modeluje partia innego poziomu.

Biurokracja powiększa się systematycznie i konsekwentnie zagarnia przestrzeń działań obywatela. Dla zamaskowania rosnącego obciążania budżetu pobierane podatki dzieli na składki, cła, akcyzę, vat i różne przymusowe opłaty oraz wymyśla nowe daniny. Tak samo maskuje się rozrastanie biurokratycznego aparatu państwowego, dzieląc go na administrację, samorządy, ZUS, NFZ, agencje itp. System biurokratyczny uważa się za niezbędny i szalenie nam pomocny. Faktycznie zaś żyje na koszt tych, którzy wydajnie pracują i z inicjatywą prowadzą działalność gospodarczą. Biurokracja nie tworzy dochodu narodowego, nic nie produkuje, nie zarabia forsy.

Dlaczego system biurokracji w Polsce jest gospodarczym rakiem?

Moim zdaniem z powodu rosnących stale kosztów. Chodzi tu nie tylko o wydatki na pensje, biura oraz o korupcję. Duże straty powoduje marnotrawstwo i niesprawność działań ekonomicznych. System generuje też zbędne koszty w otoczeniu firm. Zawiłe przepisy są przyczyną jałowej pracy prawników i księgowych, przedsiębiorcy marnują energię na działania nierozwojowe, rynek kreuje przedsięwzięcia najlepiej powiązane z rządzącymi funkcjonariuszami, przekreśla konkurencję (koncesje, zezwolenia, limity CO2), podnosi ryzyko biznesowe.

Ogranicza wolność i prywatność, bo gangrena biurokracji czerpie uzasadnienie swego istnienia z tego, że nami rządzi, wyręcza w decyzjach. Począwszy od poważnych: jak plany zagospodarowania, leczenie, ubezpieczenia, przynależność podatkowa, prawo do informacji publicznej, obowiązkowe raporty, uliczny monitoring, podsłuchy, sankcje, kontrole (firm, kont bankowych, komputerów, samochodów) po błache: prawo jazdy, wybór szkoły dla dziecka, wywóz śmieci, wycinkę drzewa z prywatnej działki.

Biurokracja jest mało sprawna, aparat zbyt wielki, niespójny, opieszały i zawiły. Pojedynczy funkcjonariusz ponosi małą odpowiedzialność za podejmowane decyzje lub jej brak. A ponieważ władza ta w mikroskopijnym stopniu zależy od obywateli, toteż niewiele się troszczy o to, czego ci obywatele naprawdę od biurokracji potrzebują.

Z drugiej strony politycy używają biurokracji do rządzenia państwem, gdyż sami nie znają się na szczegółach. Perspektywa sprawowania władzy nie jest zaś długa (ok. 2-3 lata). Z punktu widzenia polityka nie opłaca się dokonywanie gruntownych reform i ograniczać jej rozrostu. Dlatego średni szczebel biurokratów (ministerstwa, urzędy) wrósł na stałe w system sprawowania władzy i nakażdym polu broni regulacji i skomplikowanego prawa.

Licencja: Creative Commons
0 Ocena