0 głosów
Pobierz artykul
0 głosów dodatnich
0 głosów ujemnych
1238 razy czytane
0 przedrukowany
Creative Commons Licencja

     Społeczeństwo polskie jest niczym kwiaty na holenderskich polach. Niby zawsze takie same, ciche i poddające się każdemu podmuchowi wiatru. Tak więc Polacy są dokładnie jak te kwiaty, niby bierni, a jednak obserwacje mediów, które próbują nimi manipulować, sprawiają, że dążą do prawdy.

 To, że Polacy spotkali się na Królewskim Przedmieściu i śpiewali hymn, trzymając flagi biało-czerwone, a nie biegali z krzykiem na ustach, rzucając koktajle Mołotowa, gdzie popadnie, oznacza, iż Polacy chcą mieć demokrację. Wyrazić swoje poglądy na ulicy, ponieważ w głównych mediach nie mają na to szans, żeby poświadczyć o swoim patriotyzmie. Już niebawem pewnie przez Warszawę znów przejdzie parada równości -  ci, którzy dzisiaj w arogancki sposób odnoszą się do prawie 100-tysięcznego zgromadzenia z Krakowskiego Przedmieścia, odbierając mu możliwość uczestnictwa w debacie, w przypadku parady promującej zgoła inny światopogląd przyklasną i stwierdzą, że jest demokracja każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie. Polacy niezgadzający się z obecną władzą są w takim rozdaniu oszołomami i moherami - taka właśnie anty-demokracja sączy się w mediach  publicznych. Publicyści robią dokładnie to samo. Mamy do czynienia z próbą wprowadzenia tylnymi drzwiami, trochę po kryjomu, jednostronnego, ograniczonego i okrojonego obrazu rzeczywistości.

 Jeśli chodzy o przywództwo, to najbardziej uderzające jest to, że próbuje się wykreować wizerunek Jarosława Kaczyńskiego jako tego, który rządzi silną, wręcz agresywną ręką, jest prawie jak Łukaszenko, natomiast Donald Tusk jest łagodny i spokojny - to on jest rzekomo prawdziwym liderem. To są dwa nieprawdziwe wizerunki. Media nie mają zamiaru pokazywać rzetelnie wydarzeń. Narzucają jedyną słuszną interpretację wyselekcjonowanych faktów.Widzimy więc, jak ogromna jest determinacja, aby zbagatelizować obchody na Krakowskim Przedmieściu i zdeprecjonizować kilkadziesiąt tysięcy obywateli naszego kraju.

Mam takie wrażenie, że społeczeństwo dojrzało przez ten rok. Ludzie, którzy rok po katastrofie przyszli na Krakowskie Przedmieście, już nie tylko pragnęli uczcić ofiary katastrofy, ale przede wszystkim próbowali skutecznie zamanifestować swój głos-głos niepokoju o własne państwo. To wszystko, co dzieje się wokół katastrofy w Smoleńsku,egzemplifikuje styl rządzenia obecnej władzy w Polsce. Mamy bowiem do czynienia z szeregiem niedomówień i takich kłamstewek , które próbowano sprzedać ludziom.

Po rocznicy katastrofy widać wyrażnie, że jest spora część społeczeństwa mówiąca "nie" i nie bojąca się tego. I co istotne, dotyczy to nie tylko katastrofy samolotowej, ale - wiele innych spraw związanych z  prywatyzacją. Poza tym trudno nie dostrzec niekonsekwencji premiera, który najpierw wysyła przekaz, że bezsprzecznie ufa Rosjanom, a potem się z tego wyłamuje w dość pokrętny sposób. Ten przekaz, złożony właśnie z szeregu kłamstw, zrodził w ludziach naturalny sposób sprzeciwu i nieufności.

Licencja: Creative Commons