38 głosów

Organizacja ds. Wpływu Człowieka Na Klimat Antarktyki, która to Antarktyka ma niewątpliwie wielki, choć jeszcze nieznany naókowcom wpływ na światowe globalne ocieplenie/ochłodzenie (niepotrzebne skreślić), opublikowała swój od dawna pożądany i brzemienny niewątpliwie w skutki raport.

Mówi on o przerażającym wpływie człowieka na klimat Antarktyki, która to Antarktyka ma niewątpliwie wielki, choć jeszcze nieznany naókowcom wpływ na światowe globalne ocieplenie/ochłodzenie (niepotrzebne skreślić).

Wielkie podziękowania i większość zaszczytów należą się znanemu naókowcowi, nadzwyczajnemu profesorowi zwyczajnemu, wielokrotnie zrehabilitowanemu doktorowi habilitowanemu, magistrowi, inżynierowi Fu, który niechcący zauważył, podczas gotowania na Antarktydzie wody na herbatę, że wokół niego robi się jakby cieplej. Z dużą przytomnością umysłu skorzystał ze skomplikowanego urządzenia naókowego, tak zwanego termometru (link do Wikipedii), dzięki któremu mógł potwierdzić swoje spostrzeżenie. Z wielkim wysiłkiem wyciągnął z tego niezwykły wniosek, że wpłynął na klimat.

Profesor Fu, człowiek niewątpliwie o wielkiej alternatywnej inteligencji, odznaczany na całym świecie za udowadnianie niemożliwego, słusznie zauważył, że jeżeli on tak podniósł temperaturę na Antarktydzie, to więcej ludzi, być może że podniesie ją jeszcze więcej. Zaprosił w związku z tym wielu równie wybitnych i zasłóżonych naókowców z całego świata na potwierdzenie tej hipotezy. Wnioski z tego spotkania są porażające dla ludzkości. Nie tylko udowodniono, że więcej ludzi bardziej podnosi temperaturę na Antarktydzie, co niezależnie sprawdził siedząc przy buzującym kociołku każdy z zaproszonej światowej elity intelektualnej, ale jeszcze szczęśliwym trafem udało się wykryć dodatkowe zagrożenie.

Od gorąca, spowodowanego błyskawicznym ocieplaniem klimatu, spowodowanego przez liczną grupę naókowców gotujących herbatę, oderwał się duży sopel i spadł do kociołka z wrzącą wodą, która przelała się przez brzegi naczynia. Profesor Fu, niewątpliwie najbardziej błyskotliwy, ochlapany silnie wrzątkiem, określił to zdarzenie jako katastrofę. Profesor Yc, który zawsze słynął z uogólnień, natychmiast przełożył to na ogromny sopel antarktyczny i ocean, który w wyniku tego wystąpi z brzegów i zaleje wszystkich. Zalani tym i innym słynni profesorowie mogli w związku z tym sporządzić raport udokumentowany nie tylko własnymi doświadczeniami, badaniami i pomiarami, ale i przeżyciami. Oszacowali nawet przyszły wzrost temperatury na Antarktydzie dzięki różnicy temperatury zmierzonej przez profesora Fu, gdy dokonywał samopas swego wiekopomnego odkrycia, a temperaturą zmierzoną już wspólnie, oraz dzięki temu, że pilot helikoptera potrafił obliczyć ilość dni dzielących te dwa wydarzenia.

Bezsensowne uwagi inżyniera C, że pływające kry i góry lodowe nie zwiększają poziomu wody po roztopieniu, zostały pominięte oczywistym milczeniem, jako że nie tylko nie był on profesorem, ale nie miał żadnego tytułu naókowego. Dzieje się tak po zachodniej stronie Antarktyki, gdzie na potwierdzenie wniosków słynnych profesorów, nawet poza sezonem pękają i odrywają się ogromne góry i platformy lodowe, mimo że średnia temperatura na Antarktydzie spadła nieodpowiedzialnie w ostatnich dziesięcioleciach od 2 do 4oC (różne stacje pomiarowe), widocznie nie znając jeszcze faktów medialnych i wniosków płynących z raportu.

Bezczelnością są pojawiające się tu i ówdzie niesprawdzone plotki, że zmniejszanie zachodniej części lądolodu Antarktydy, jak również podobno niewielkie czasami wykazywane tam punktowo ocieplenie, jest efektem wykorzystania najnowszych osiągnięć techniki militarnej (przecież to niemożliwe!!! kto i po co by to robił???) na przykład do spektakularnego i oczywiście jak najbardziej samoistnego odrywania się ogromnych gór lodowych, w związku z globalnym ociepleniem powodowanym przez ludzi, co niezbicie udowodnił profesor Fu i jego wybitni koledzy. Jest to oczywiście niemożliwe po stronie wschodniej, gdzie lądolód pokrywa góry i pokrywa lodowa zwiększa się w szybkim tempie. To znaczy możliwe są różne zdarzenia, ale góry przykryte lodem nie zechcą same (przy dzisiejszej technice) oderwać się od reszty lądu, nawet w szczytnym celu wsparcia raportu profesorów.

Uwagi inżyniera C, że niemożliwe jest podniesienie poziomu wód światowego oceanu, jeżeli przybywa lodu na powierzchni Antarktydy, zostały natychmiast błyskotliwie oddalone przez najbardziej przytomnego (jeszcze) profesora Gie, który stwierdził, że jeżeli przybędzie go za dużo, to Antarktyda zatonie pod wpływem własnego ciężaru i spowoduje powódź światową.

Dla niedowiarków przygotowano naókowe doświadczenie ódowadniające wpływ człowieka na zmianę klimatu Antarktydy. Każdemu badaczowi, który jest w stanie przekazać odpowiednio wysoką kwotę na dalsze wyjątkowo kosztowne i niezbędne badania, umożliwia się podchodzenie z termometrem w ręku do miejsca oddziaływania przez człowieka na klimat, czyli do ogromnego kotła, który dostarcza war na herbatę dla coraz większej ilości współpracujących, badających i ódowadniających naókowców.

W sytuacji tak nadzwyczaj istotnych i ważnych dla ludzkości badań, szczytem bezczelności jest kwestionowanie ponad 50 miliardów dolarów wydanych w ostatnim dziesięcioleciu na ódowodnienie globalnego ocieplenia. Środowisko naókowe związane z tym tematem uważa, że żadne kwoty nie są za wysokie na dalsze prowadzenie przez nich absolutnie niezbędnych badań w tym lub dowolnym innym, byle opłacalnym kierunku (takim jak na przykład dziura ozonowa czy wpływ pełni Księżyca na porost włosów u łysych).

Zupełnym nieporozumieniem jest podważanie niepodważalnych decyzji tego środowiska naókowego, że to człowiek przez emisję dwutlenku węgla powoduje te katastrofalne zmiany klimatu. Przecież nikt przy tak zdrowych zmysłach, jak wymienieni naókowcy i ich wybitni, prawie równi im koledzy, nie będzie brał pod uwagę takich drobiazgów jak fakt, że w Ociepleniu Holoceńskim były fantastyczne warunki do życia, mimo że temperatura była o 7°C wyższa niż obecnie, a stężenie CO2 bywało nawet w poprzednim stuleciu znacznie wyższe niż obecnie. A tym bardziej coś takiego jak wybuch wulkanu Krakatau, który wyemitował jednorazowo więcej CO2 niż sumaryczna emisja cywilizacji przemysłowej na przestrzeni dziejów i nie spowodował „globalnego ocieplenia". Przecież nie od dziś wiadomo, że wyjątki potwierdzają regułę. Krakatau tylko raz w tym okresie wyemitował CO2 i pewnie niechcący, wyjątkowo nie spowodował efektu cieplarnianego, co jest właśnie tym wyjątkiem. Za to w całym pozostałym czasie nie podnosił temperatury tylko dlatego, że nie emitował CO2, co dowodzi bezwarunkowo wpływu dwutlenku węgla na ocieplenie.

Jeżeli zaś zupełnym przypadkiem nie będzie globalnego ocieplenia, ani światowej powodzi, to tylko dzięki nadzwyczajnej czujności intelektualnej i bezdennej wiedzy takich naókowców jak profesor Fu, profesor Yc, profesor Gie i ich wybitnych kolegów, którzy potrafili na czas przewidzieć i udokumentować te zdarzenia. Wiadomo przecież, że jak się z góry coś założy, to na pewno to nie wyjdzie. Nie ma w związku z tym ceny na takie badania i dla takich ludzi. To im zawdzięczamy, że nasze życie jest takie jakie jest. To dzięki nim nasze życie w przyszłości będzie wolne od trosk, takich jak na przykład pieniądze, o które nie będziemy już musieli się martwić, ani zastanawiać się co z nimi zrobić.
Oni zagospodarują je za nas.
Wystarczy, że nie będziemy myśleć.

Piotr Waydel

Licencja: Creative Commons