Pogoda była fatalna, gdy Pan Krzysztof wyjeżdżał z jednego z większych miast Polski. Od kilku godzin padał deszcz, wieczór tego dnia zapadł szybciej niż zwykle, choć słońce powinno dawać jeszcze trochę światła. Niestety dywan ciemnych chmur pokrywał całe niebo i każdy, kto tylko mógł, chował się przed padającym ciągle deszczem.

Data dodania: 2009-11-10

Wyświetleń: 2451

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 3

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

3 Ocena

Licencja: Creative Commons

P. Krzysztof drogę znał, jak mu się wydawało, dość dobrze, choć nie było go w tych okolicach przez kilka ostatnich miesięcy. Okazało się, że w tym czasie droga wyjazdowa z miasta została przebudowana, poszerzona, pojawił się dodatkowy pas ruchu, co było dużym plusem na zatłoczonej zwykle w tym rejonie drogi. Czekając w swoim samochodzie na ostatniej krzyżówce, zajmował lewy pas ruchu, po prawej natomiast widział sznur samochodów, z Tir-em na czele. Gdy tylko zaświeciło się zielone, ruszył tak szybko jak mógł, by zdążyć zjechać przed długim ciężarowym składem.

Wciąż padało, widoczność była fatalna, spowodowana zarówno padającym deszczem, jak i zalegającą ciemnością oraz odbijającymi się na całej powierzchni światłami samochodów, nadjeżdżających z przeciwka. W pewnej chwili, P. Krzysztof zauważył ledwo widoczne linie pokazujące, że należy zjechać na prawy pas, bo ten, po którym się poruszał, już się kończył. Dodając gazu, postanowił bardziej przyspieszyć, by zdążyć jeszcze przed ciężarówką, ale oto, w ostatniej chwili jego oczom ukazała się... wysepka otoczona dość wysokim krawężnikiem. Odruchowo nacisnął na hamulec, tuż przed krawężnikiem puścił, by nie wbić się w wysepkę, po czym wyrzucony jak na skoczni w ostaniej chwili zdążył wjechać przed TIR-a, ale nie udało mu się kontynuować podróży, bo silnik zgasł. Siłą rozpędu, przy dźwiękach klaksonów innych samochodów, zjechał na pobocze, gdzie stały już trzy inne samochody, z włączonymi światłami awaryjnymi. Kierowcy dwóch z nich, przygotowywali się do zmiany kół, które nie wytrzymały spotkania z wysepką.

Gdy nasz bohater nieco ochłonął, wysiadł by ocenić uszkodzenia w swoim samochodzie, ale na szczęście koła były całe. Silnik jednak nie chciał odpalić, ponieważ jak się potem okazało, zadziałał mechanizm odcinający dopływ paliwa, czuły na silne uderzenie. Wykorzystując chwilową lukę w ciągu samochodów, P. Krzysztof sprawdził dlaczego nie zauważył wysepki. Okazało się, że robotnicy, którzy nie dokończyli jeszcze swojego dzieła, nie postawili żadnego znaku, nakazującego zjazd przed płytkami wstawionymi w środek jezdni. Czyżby zapomnieli? Nie wiadomo, ale z pewnością niejeden jeszcze kierowca musiał użyć świateł awaryjnych, bo przegrał walkę z niedbalstwem i bezmyślnością.

To nie koniec opowieści, której miałem okazję wysłuchać. Po uruchomieniu samochodu, mój znajomy, zanim ruszył w dalszą drogę, zadzwonił na policję, zgłaszając, że jest nieoznakowana i niedokończona wysepka, a kilka samochodów zostało już uszkodzonych. Poprosił, by wiadomość ta została przekazana do odpowiednich służb drogowych, bo może dojść do tragedii. Przecież samochódnajeżdżając na wysepkę, mógł zjechać na przeciwny pas ruchu i zderzyć się z innym samochodem.

Dyżurny policjant zapewnił, że sprawa zostanie przekazana tam gdzie trzeba i zagrożenie zniknie tak szybko, jak to tylko możliwe. Można sobie wyobrazić, jak wielkie było zdziwienie P. Krzysztofa, kiedy dwa tygodnie później miał okazję ponownie przejeżdżać przez feralny odcinek i jego oczom ukazała się ta sama wysepka, nie dokończona, nie oznakowana!


Cała sytuacja nie wymaga chyba zbytniego komentarza. Jedyne, co można w tej sytuacji zrobić, to zadać pytanie:

czy musi najpierw dojść do tragedii, w której zginą ludzie, zanim zrobi się coś, jak należy?

Nie wiem, czy to tylko polska rzeczywistość , czy może w innych rejonach świata również czeka się, aż przez ludzką niedbałość, życie straci niewinny człowiek. Przecież to nie kosztuje tak wiele. Jeden słupek ze strzałką nakazującą zjazd na prawo, czy lewo. Jeden pachołek, widoczny z daleka, sygnalizujący przeszkodę w miejscu, gdzie go postawiono.


P. Krzysztof miał szczęście, że jego wypadek zakończył się tak, a nie inaczej. To jednak nie jedyna taka sytuacja, z jaką można się spotkać na polskich drogach. Zwłaszcza teraz, gdy wiele z nich jest w trakcie przebudowy i remontów.

Ile ludzi musi jeszcze zginąć, by na drogach zamiast czarnych punktów, więcej przeszkód, utrudnień i miejsc wymagających od kierowców szczególnej ostrożności, było dobrze oznakowanych? Z pewnością nie dokona się to z dnia na dzień, ale miejmy nadzieję, że w końcu stanie się to faktem i na naszych drogach będzie bezpiecznie.

 

Licencja: Creative Commons