0
głosów
- +

Zobaczyć niebo

Autor:

Aktualizacja: 29.08.2009


Kategoria: Twórczość / Opowiadania


Artykuł
  • 0 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 2987 razy czytane
  • 2 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
 

Gdy będąc w kwiecie wieku dotrze do Ciebie wiadomość, która wywróci twoje życie na lewą stronę, nie przejmuj się. Nie jesteś osamotniony w problemach przetrwania burz i wichrów. Opowieść, którą zaczynamy, ujawni co los przynosi tym, którzy wierzą w przyszłość.


Nie sposób streścić uczuć. Niemoc wobec wydarzeń nie zabija. Artur przeciskał się jak w transie zatłoczoną ulicą. Potrącał przechodniów. Nie czuł ani bólu obijanych członków, nie zwracał uwagi na pretensjonalne spojrzenia i gburowate odzywki. Wszystko co działo się wokół było mu obojętne. Jeszcze nigdy świat nie był taki szary. Nigdy, jak sięgnął pamięcią, nie czuł się tak beznadziejnie. Przestał zdawać sobie sprawę dokąd idzie. Kierunki były mu obojętne. Tak właściwie, to nie miał dokąd pójść. W którąkolwiek stronę spojrzał wszystko wydawało mu się tak obce, jak gdyby znalazł się w innym świecie. Nawet nie innym mieście, czy dzielnicy. Ten obcy świat przytłaczał go nie tylko swoim ogromem, ale dławił mu oddech i przyduszał swoją beznadziejnością. Każdy dom, każda ulica wypełniona była szarościami, których ponurość powaliła by nawet anioła. Twarze ludzi nie miały kształtów ani wyrazu. Wszystko go denerwowało. Drażnili go przechodnie, samochody…
- Wszystko przeciw mnie – pomyślał – nawet światła na przejściu dla pieszych.
Przystanął w gronie niecierpliwych obcych i zimnych stworzeń przestępujących niecierpliwie z nogi na nogę i mamroczących coś do siebie.
Stracił wszystkie ideały. Wszystko, co przez tyle lat było najwyższą świętością w jednej chwili przestało istnieć. To co z taką pasją budował okazało się tak nietrwałe jak domek z kart. Wspomnienie tego co stracił jeszcze bardziej wpychało go w przerażającą otchłań. Zobojętnienie przeradzało się w strach. W rozpaczy zaczął analizować swoje poczynania. Ale w jego głowie panował taki chaos, że nie mógł sklecić logicznej myśli. Przypomniał sobie kiedyś zasłyszane słowa : „ buduj na skale, nie na piasku”.
- Myślałem, że buduję na skale – wyszeptał jak by z kimś rozmawiał. - Oparłem zaufanie na ideałach, które doprowadziły mnie do klęski.
- Wszystko co nas nie zabije nas wzmocni. Nie wstyd jest upaść, wstyd nie próbować się podnieść.


Nagle uświadomił sobie, że jego cichy szept nie trafił w próżnię. Dotarł do kogoś, kto w jego głowie rozpoczął nowe dzieło. Poczuł się wyśmienicie. Jedno zdanie przywróciło mu nadzieję. Tak niewiele trzeba by poczuć siłę.
Szedł dalej, lecz świat stał się inny. Kolory nabrały barw, a mijający go ludzie twarze. Zaczął postrzegać rzeczywistość. Powietrze, którym oddychał stało się rześkie, poczuł jego smak.
-Czy tak wygląda zmartwychwstanie?
Wiedział dokąd ma iść.
-Do domu – wyszeptał.
Do tego prawdziwego. Tego, który budował z miłością. Gdzie zostawił tych, których kochał. To było tak dawno.
- Czy jest tam jeszcze dla mnie miejsce – westchnął – czy przyjmą mnie powrotem jak swego, czy też zamkną drzwi przed nosem.
Zwątpienie wypełniło jego duszę.
- Nie, nie mogę tak po prostu tam wrócić. Co im powiem
Wyobraził sobie, że wchodzi do domu, jago żona całuje go na powitanie, a córka i syn rzucają się na szyję. A jak będzie inaczej. Jak z powitają go obojętne spojrzenia i usłyszy słowa „pan już tu nie mieszka”.
-Nie mogę pozwolić sobie na takie ryzyko – pomyślał – to by mnie zabiło. Nic ze zmartwychwstania gdy zaraz potem popełnia się samobójstwo.
-Co robić? – wyszeptał. Myśli zaczęły kłębić mu się w głowie. Zaczął wracać chaos.
„Co nas nie zabije nas wzmocni”, „co nas nie zabije nas wzmocni”, „co nas nie zabije nas wzmocni” – zaczął powtarzać jak mantrę. Znów wracał spokój. Zaczął układać w logicznej kolejności swoje myśli. Przypomniał sobie wykład z psychologii z dawnych studenckich czasów i proste ćwiczenie. Jego mentor mawiał: by dowiedzieć się czegoś o sobie musisz rozmawiać sam z sobą. Najprostsza rozmowa to najprostszy schemat. Pytanie, odpowiedź. Pytaj się swojej duszy i żądaj od niej odpowiedzi.
- Pytanie, odpowiedź – powtórzył by uwolnić się z bezładu. Pytanie – odpowiedź.
- Co robiłem gdy nie potrafiłem sobie z czymś poradzić?
- Szukałem podpowiedzi.
- Gdzie szukałem tych podpowiedzi?
- W książkach, u przyjaciół, nauczycieli, mentorów.
- Gdzie są moi przyjaciele?
- Brak
- Naprawdę?
- Ojciec !!!
On jeden nigdy nie odwrócił się od niego.


Podobał Ci się artykuł?
0
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.
Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij