Ta niewiarygodna przygoda wydarzyła się gdy straciłam już wszelką nadzieję na wyleczenie córki. Wiem od lekarki, że tego typu problem ma więcej rodziców. Opisuję więc tą historię z całą dramaturgią wydarzeń. Oto jak było…

Data dodania: 2009-05-18

Wyświetleń: 2985

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

- Mamo, boli mnie głowa. I brzuch też. - Moje dziecko prawie codziennie skarży się na takie bóle. Czuję jak serce ściska mi niewidzialna obręcz, a bezradność przytłacza do ziemi. Co robić, co robić? Postanawiam iść do lekarza. Zacznę od ogólnego, zobaczymy co powie.
- Co się dzieje? – Lekarka zadaje rutynowe pytanie. Zastanawiam się ile razy w życiu już je zadała, ale nie mam czasu na rozmyślania.
- Boli ją głowa i brzuch, prawie codziennie, a do tego jest osłabiona. Już nie wiem co mam robić.
- Trzeba zrobić badania – Pani doktor nie jest zbyt odkrywcza, ale to i tak lepsze niż gdyby działała w ciemno. Na co ja liczyłam? Że zdiagnozuje ją z tęczówki oka albo z wyglądu skóry? Zejdźmy na ziemię. Widzę, że jestem do niej uprzedzona, a może do lekarzy ogólnie i postanawiam współpracować na tyle na ile potrafię.
- Dobrze – mówię i czuję, że wstępuje we mnie iskierka nadziei.
- Zrobimy badania krwi, moczu, prześwietlenie głowy... - Lekarka zaczyna wymieniać całą listę, a mnie włącza się czerwona lampka już przy badaniu krwi. Jak mam to zrobić? Przecież mała nie pozwoli wkłuć się do żyły... A może wystarczy z palca?
- A czy ta krew do badania będzie pobierana z żyły? – Pytam z nadzieją, że może zaprzeczy.
- Oczywiście, że tak, czemu pani pyta?
- A bo moja córka robi problemy w takich sytuacjach, mówiąc ściśle już raz nie udało się pielęgniarce pobrać jej krwi, mimo, że trzymało ją kilka osób. – Wyjaśniam przypominając sobie dantejską scenę, jaką wtedy urządziła używając w samoobronie czterech kończyn, paznokci (nie przypuszczałam, że przed pobieraniem krwi trzeba dziecku obciąć paznokcie), głowy, zębów, wrzasków (wtedy, kiedy nie używała zębów). Chyba nikt nie przypuszczał wtedy, że ta mała dziewczynka, wyglądająca jak aniołek, potrafi walczyć jak lwica w obronie małych.
- Jest taki prywatny gabinet, w którym robią badania pobierając krew z palca. Proszę, tu ma pani telefon. – Czuję jak tymi słowami zdejmuje mi ciężar z serca.
- Dziękuję bardzo.- Mówię i jestem jej naprawdę wdzięczna.
- Proszę przyjść z wynikami.
- Oczywiście. – Cieszę się, że przynajmniej coś zaczęło dziać się w tej sprawie. Może uda się to wyleczyć? Miejmy nadzieję.

Pełna optymizmu postanawiam przygotować córkę do tego badania, jednak ona natychmiast wyprowadza mnie z błędu.
- Nie pozwolę pobrać sobie krwi. – Oświadcza, z pełną świadomością, że już raz jej się to udało.
- Ale to nie będzie z żyły. – Mówię, myśląc naiwnie, że to coś zmieni.
- Nie pozwolę i już.- Powtarza z jeszcze bardziej zaciętą miną. Zobaczymy, myślę sobie, ale nie mówię już tego na głos. Tamta sytuacja mnie też czegoś nauczyła. Tym razem nie masz żadnych szans. Co to znaczy, żeby nie móc pobrać dziecku krwi!!! Zaczynam się wkurzać. Czy ona musi mnie jeszcze dodatkowo denerwować? Mało mam problemu z tą jej chorobą???

Jestem w prywatnym gabinecie, który mi lekarka wskazała. Nie mogę powiedzieć, żebym była spokojna. Córka wydaje się być bardziej spokojna ode mnie. Pewnie myśli, że jej się znowu uda. Niedoczekanie!

Właśnie odebrałam wszystkie wyniki badań. O pobieraniu krwi nie ma co nawet wspominać. W końcu jak dwie kobiety trzymają małą dziewczynkę w żelaznym uścisku, a trzecia wykonuje badanie, które trwa jeden ułamek sekundy (bo ile może trwać ukłucie?) to wynik jest z góry przesądzony.
Z tych wyników niewiele wiem, jest ich tak dużo, no ale przecież to nie ja mam się na tym znać. Jesteśmy znowu w tym samym gabinecie, ta sama lekarka.
- Nie widzę tu nic niepokojącego. – Mówi oglądając wyniki badań.
- Jak to? Wyniki są w porządku??? – Pytam z niedowierzaniem. Wszystkiego się spodziewałam, tylko nie tego, że wyniki będą w porządku.
- Tak. Krew, mocz, prześwietlenia.
- No więc jaka może być przyczyna tych bólów głowy i brzucha?
- Wie pani, są takie dzieci, najczęściej są to chude niejadki, które często skarżą się na bóle głowy i brzucha. Żadne badania u nich nic nie wykazują. Nieznana jest przyczyna tych bólów.- Znowu żelazna obręcz zaciska się w moim wnętrzu. Cholera jasna, co mogę jeszcze zrobić? Co???
- Co mogłabym jeszcze zrobić? – Zadaję jednak to pytanie sądząc naiwnie, że ona coś wymyśli.
- Przepiszę jej witaminy, to powinno jej pomóc. – Akurat! Myślę sobie, a na głos:
- Dobrze, spróbuję jej podawać witaminy. –Mówię, a w głowie kłębią mi się myśli: Przecież jesteś lekarką!!! Powinnaś coś na to poradzić!!! Ja stąd wyjdę, więc dla ciebie problem z głowy. Ale ja z tym problemem zostanę!
Pójdę do innego lekarza. Oczywiście, że też na to od razu nie wpadłam. Przecież muszą w końcu dojść przyczyny tych bólów. Muszą...

Jestem po wizycie u innego lekarza. Rezultat ten sam. Badania ocenił tak samo, że wyszły dobrze, nie wie co jest. Załamać się można. Czego ich uczą na tych studiach??? Wiem, że jestem niesprawiedliwa, ale czuję się bezradna. Co robić? Kto mógłby mi pomóc? Przecież musi być jakaś przyczyna!
Wczoraj córka czekała na mnie w przedpokoju jak wychodziłyśmy z domu, może minutę lub dwie, tyle co ubierałam buty i płaszcz, a ona nie miała siły, żeby ustać na nogach i położyła się na podłodze w przedpokoju! Bo nie miała siły stać w ubraniu. Okropny widok. Innym razem ważyła swoją głowę na wadze łazienkowej, bo mówi że ma bardzo ciężką głowę i trudno jest jej ją nosić. Każde takie jej wyznanie przygnębia mnie jeszcze bardziej. Wyczerpałam już wszystkie swoje możliwości, chyba tylko cud może mi pomóc...


- Ależ ta zima się przeciąga, mogłaby już w końcu przyjść wiosna. – Siedzimy z moją znajomą, Anetą przy herbacie, a ja znowu zaczynam narzekać. Dlaczego ciągle to robię?
- Wybieram się jutro do Tarnowa. Masz ochotę się przejechać? Ma być ładna pogoda. – Aneta nie daje się wciągnąć w ten ton, jak zawsze radosna i pełna optymizmu. Skąd ona go czerpie? Może faktycznie bym się przejechała? Zapowiadają ocieplenie, dobrze mi to zrobi.
- A co będziesz tam robić? – Pytam z pewnym zainteresowaniem.
- Jadę do takiej pani, która pomogła wyleczyć się wielu ludziom. Pomogła już takiej pani... - Agnieszka zaczyna wymieniać osoby, którym ta pani pomogła, a ja słucham jej raczej z uprzejmości. Niezbyt mnie to interesuje.
- Tak? A jak to robi? – pytam z cieniem zainteresowania.
- Zobaczysz, też możesz z nią porozmawiać.
- OK. Więc do jutra.

Nazajutrz jest faktycznie piękna, słoneczna pogoda, chociaż dalej zimno. Jak mi tego słońca brakowało! Jedziemy w dobrych nastrojach, wystawiamy twarze do słońca upajając się chwilą. Podróż się wreszcie kończy, jesteśmy na miejscu. Okazuje się, że trzeba czekać, takich osób jak my jest więcej. Obserwuję otoczenie, ale tylko widzę jak ludzie wchodzą za drzwi i po pewnej chwili wychodzą. Nie mogę nic wywnioskować. Wreszcie nasza kolej, wchodzimy razem. Maleńki pokoik, stolik, krzesła. Pani zaczyna rozmowę z Anetą, częstuje nas ciasteczkami. Jestem w tym momencie tylko obserwatorem. To jest już kolejna wizyta Anety, rozmawiają o jej samopoczuciu, ich rozmowa nie robi na mnie większego wrażenia. Na koniec Aneta pyta czy ona mogłaby porozmawiać również ze mną. Kobieta się zgadza. Ja nic nie mówię, bo właściwie nie wiem co miałabym powiedzieć. Ona przez chwilę mi się przygląda.
- Ma pani dużo toksyn w organiźmie. – Zaczyna mówić, a ja patrzę na nią z pewnym zdziwieniem.
- Boli panią często głowa. – Kontynuuje, a moje oczy robią się coraz większe. Dalej milczę.
- Ma pani bakterie w nerkach, oprócz tego... - Zaczyna wymieniać moje choroby i dolegliwości jedna po drugiej a ja mam wrażenie, że jestem w jakimś innym świecie. Co jest? Skąd ona to wie???
- Skąd pani to wie??? – Pytam, bo tylko tyle jestem w stanie wydukać z wrażenia.
- Po prostu to widzę. – Odpowiada, jakbym pytała o najnormalniejszą rzecz pod słońcem.
- Acha.- Mówię, to jest wszystko na co mnie stać.
- Wypiszę co ma pani zażywać. – Mówi ze spokojem. Pewnie przyzwyczaiła się już do takich reakcji. Słucham jej uważnie, choć w mojej głowie kłębi się tylko jedna myśl. Może ona zdiagnozuje moją córkę!!! Serce bije mi jak oszalałe i dla pewności pytam czy mogę z nią przyjechać. Ona oczywiście się zgadza i na następny dzień jestem u niej z powrotem, tym razem z córką. Sytuacja się powtarza, czekamy w kolejce, wchodzimy. Jest zimny dzień, moja córka w luźnym płaszczu i czapce, tak, że nie widać jej nic oprócz kawałka twarzy. Nie widać nawet jaka jest szczupła. Pani popatrzyła tylko ulotnie na nią nawet do niej nie podchodząc.
- Pani córka ma zamulone jelita i nie przyswaja nic z tego co je. – Zaczyna mówić, a moje oczy kolejny raz robią się coraz większe. Nie mówię nic.
- Wszystko co je przelatuje przez nią i nie ma większego znaczenia jak wartościowe rzeczy pani jej daje do jedzenia, bo jej organizm i tak tego nie przyswaja. – Kontynuuje, a ja dalej milczę wpatrzona w nią jak w obrazek.
- Żadne leki ani witaminy jej nie pomogą, ponieważ i tak nic z nich nie przyswoi. Jedyne co może jej pomóc to zmiana diety. Nie wolno jej jeść żadnych słodyczy, frytek, chipsów i jak najmniej produktów przetworzonych. To powinno jej pomóc.- Kończy, a ja siedzę oniemiała z wrażenia powtarzając w kółko:
- Dobrze, dobrze...- Wizyta dobiega końca. Usiłuję dość niezręcznie wcisnąć jej czekoladki, bo już wiem, że ona pieniędzy nie bierze.
- Dziękuję, proszę to zabrać. – Odmawia. – Nie mogę tego przyjąć. Ten dar dostałam za darmo i za darmo się nim dzielę. – Przyjmuję do wiadomości i wychodzę oszołomiona.
Czuję jak nowa nadzieja we mnie wstępuje i przeprowadzam rozmowę z moją córką na temat nowej diety. Na szczęście podchodzi do tego wyjątkowo rozsądnie (też ma dość tej męki) i zgadza się na te restrykcje. Następne dni, pełne niepokoju, potwierdziły w 100% diagnozę tej pani. Bóle minęły jak ręką odjął! Od tego czasu moje dziecko nigdy więcej nie miało już tego rodzaju problemu!!! Pojawiały się tylko pytania typu: A czy to mogę jeść? A to? Na tym tle były między nami małe przepychanki, ale jakoś dochodziłyśmy zawsze do porozumienia.
A co najważniejsze, po pewnym czasie takich ścisłych ograniczeń, pod naciskiem córki pozwoliłam jej na pewne ustępstwa i choroba nie wróciła!
No i czy to nie jest cud??? Dla mnie jak najbardziej

Licencja: Creative Commons