Recenzja filmu "Lektor" w reżyserii Stephena Daldry.

Data dodania: 2009-04-21

Wyświetleń: 1811

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 4

WIEDZA

-4 Ocena

Licencja: Creative Commons

Film bez życia i o jego pozbawianiu. Nic więcej nie trzeba już pisać o "Lektorze". Nie wiem jakie są opinie na temat tego filmu. Poczytam, gdy napiszę swoją, niezabarwioną cudzymi.
Kate Winslet zdobyła za niego m. in. Oskara, Złotego Globa i BAFTA. Zasłużenie? I tak i nie. Tak, jeśli aktorstwo polega na pałętaniu się po planie, epatowaniu nagim ciałem i doprowadzanie widza do pełnej irytacji grą aktorską. Nie, jeśli dostała nagrody właśnie za ową grę samą w sobie.
Winslet strasznie irytuje - jej Hanna Schmitz to postać zupełnie pozbawiona kontektu, nie osadzona w rzeczywistości Niemiec lat powojennych. Równie dobrze kobietę, którą grała można by obsadzić w bajce Walta Disneya i byłaby tak samo pozbawiona wyrazu, nijaka. Nie czuje się do niej nienawiści, sympatii, współczucia. Nic.
Jedyny wyraz temu filmowi daje Ralph Finnes w roli dorosłego Michaela Berga, aczkolwiek z jego poprzednich ról wiemy, że stać go na więcej, i 19-letni aktor David Kross, który zagrał postać młodego Michaela. W sumie jest to jedyny aktor, co do którego można napisać "zagrał postać".

"Lektor" to film o kobiecie, która zamordowała 300 osób oraz przyczyniła się do śmierci tysiąca innych w obozie koncentracyjnym, w którym była strażniczką. Nawiązała też romans z młodszym od siebie Michaelem. Po kilku miesiącach Hanna odchodzi od niego. Po 8 latach Michael śledząc w ramach studiów, zbrodnie nazistowskich morderców, znowu spotyka Hanne, a ta żeby ukryć przed ludźmi fakt, że nie umie czytać i pisać przyznaje się do winy, skazując się tym samym na resztę życia w więzieniu. Lata spędzane w nim "umilają" jej taśmy przysyłane przez Michaela. Taśmy, na których nagrał jej książki, jakich sama nie umiała przeczytać.

Nie czuję obowiązku pochwalenia tego filmu tylko dlatego, że jest pośrednio o holokauście, a o tym mówi się zciszonym głosem i z pokorą lub w ogóle. Film kończy się i... jest to jedyna dobra strona tego wyrobu filmopodobnego. Muzyka, scenariusz, reżyseria... bez wyrazu, nijakie. Nic nie pozostaje w pamięci poza obwisłymi piersiami odchudzonej Kate Winslet. Oskar dla niej jest w tym przypadku potwierdzeniem, że ta nagroda już dawno przestała być wyznacznikiem wartości filmu czy też gry aktorskiej. Dobrej gry aktorskiej.
Jeśli nie macie chwilowo czasu lub pieniędzy na wizytę w kinie - w tym przypadku nie ma czego żałować.

Licencja: Creative Commons