0
głosów
- +

Diabły z miasta aniołów

Autor:

Aktualizacja: 14.04.2009


Kategoria: BHP i Ergonomia / Bezpieczeństwo Osobiste


Artykuł
  • 0 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 8743 razy czytane
  • 5 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
 

Jak nazywa się najgroźniejszy gang świata, który powoli opanowuje również Europę? To Mara Salvatrucha.


W Los Angeles, według oficjalnych danych działa 1350 gangów. Ponad 150 tysięcy gangsterów poruszających się po ulicach miasta woli zejść z drogi tym najokrutniejszym. Ich widok napełnia przerażeniem, a nazwa mrozi krew w żyłach – Mara Salvatrucha - w skrócie MS 13.

Eksperci są zgodni i biją na alarm – to najszybciej rozprzestrzeniający się gang na świecie, najbardziej krwiożerczy, odhumanizowany, sadystyczny, zdecydowany na wszystko. Śmierć jest błahostką, nie ma znaczenia. Litość nie istnieje, liczą się krew i pieniądze. Im więcej i jednego i drugiego, tym lepiej.
MS13 ma ambicję opanowania całej kuli ziemskiej. Banda wydała otwartą wojnę wszystkim organizacjom przestępczym w USA i Azji. Powoli dociera też do Europy – tu przyczółkiem, ze względu na język, stała się Hiszpania. Banda przenika też do Afryki (Egipt, Tunezja, Maroko).
Walka o wpływy zbiera krwawe żniwo. Członkowie Mara Salvatrucha działają jak dzikie zwierzęta. Nie tylko zabijają swoje ofiary, ale często zostawiają ich poćwiartowane ciała w publicznych miejscach by wzbudzić jeszcze większe przerażenie. Biją i mordują w biały dzień, często w ruchliwych punktach miast. Nie mają żadnych zahamowań. Zdarzało się, że przypadkowym osobom obcinali palce lub uszy. Dla zabawy.
Do gangu należą już dziesięcioletni chłopcy. Są tak samo brutalni, jak ich starsi koledzy. Działają pod wpływem silnych narkotyków. Nie znają strachu, są zdecydowani na wszystko, ślepo posłuszni. Rodzą się i dorastają w biednych latynoskich dzielnicach, wśród brudu, przestępczości i narkotyków. Nie znają innych sposobów na życie. Gang został z góry wpisany w ich los.

Każdy musi przejść proces inicjacji. Podstawowa polega na sprawdzaniu odporności i samozaparcia – gangsterzy otaczają kołem kandydata i biją tak długo, aż ten osunie się nieprzytomny na ziemię. Jeśli przeżyje, ma szanse stać się członkiem bandy. Kobieta z kolei, musi zostać zgwałcona przez co najmniej sześciu bandziorów. Mimo takich pseudoprocedur gang nie szuka nowych kandydatów. Zgłaszają się sami. Masowo. Często są to osoby wyrzucone ze szkół, uciekinierzy z domów, poprawczaków, schronisk. Im bardziej kryminalna przeszłość, tym większe szanse na dołączenie do grupy. Wszystkie rasy - biali, zółci, czarni...
W zamkniętych środowiskach ubogich dzielnic wiadomo, do kogo się udać, aby przystąpić do bandy. Struktura gangu dzieli go na tzw. kliki mające od 10 do 500 członków. Każda klika ma przywódcę, skarbnika i żołnierzy. Wszystko oparte jest na wzorach zapożyczonych od sycylijskiej mafii. Młodzi szukają tu namiastki rodziny, łatwych pieniędzy i przygody.

„La Mara” to jedna z ulic w mieście San Salvador. Salvatrucha odnosi się zaś do salwatorskich guerillas – partyzantów z okresu wojny domowej. Trzynastka symbolizuje 13th Street w Los Angeles. MS 13 zawiązała się w 1980 roku w dzielnicy Pico Union – jednym z najbiedniejszych i najniebezpieczniejszych dystryktów Los Angeles. Podobno nawet policja zagląda tam z duszą na ramieniu. Jednakże geneza gangu sięga głębiej. Grupy partyzanckie, podczas wojny domowej która doświadczyła Salwador w ostatnich dekadach XX wieku, zamieniały się często w organizacje przestępcze. Z biegiem czasu rozprzestrzeniły się do sąsiednich krajów – głównie Hondurasu. Z kolei tradycyjny kierunek emigracji biedoty z Ameryki Łacińskiej to Kalifornia wraz z jej największą metropolią. Tutaj też trafiało od lat 70-tych coraz więcej Salwadorczyków. Na terenie USA MS 13 początkowo zajmowała się ochroną osiedlających się tu Salwadorczyków – biedota była często celem agresji amerykańskich grup przestępczych. Biali niechętnie spoglądali na napływających Metysów i Indian. Konkurencję wyczuła też La Eme – miejscowa mafia meksykańska. Jednak ofiarami Mara Salvatrucha zaczęli padać coraz częściej sami Salwadorczycy. Gang rósł w siłę, dzięki pieniądzom pochodzącym z przemytu i handlu narkotykami. Powoli przeobrażał się ze swoistej agencji ochroniarskiej w mafię. Banda krok po kroku rozszerzała pole swojej przestępczej działalności – włamania do domów, kradzieże samochodów, porwania, przemyt broni, gwałty, morderstwa, zabójstwa na zlecenie, czarny rynek usług seksualnych, szmugiel ludzi przez granicę z Meksykiem, haracze, podpalenia, napady na sklepy jubilerskie... Obecnie podejrzewa się kierownictwo gangu o kontakty z organizacjami terrorystycznymi, w tym z Al-Quaedą.
W krótkim czasie blady strach padł na mieszkańców Kalifornii. Los Angeles zawsze miało problemy z gangami ulicznymi, jednakże tym razem skala przestępstw i brutalność działania nie miały swojego odpowiednika w całej historii miasta. Salwadorczycy przeżyli brutalną wojnę domową. Widzieli zabijanie z zimną krwią, egzekucje, bezczeszczenie zwłok. Tego nie widziały gangi amerykańskie. Latynosi przyjechali z tymi haniebnymi doświadczeniami i gruntownym przeszkoleniem wojskowym. Mieszkając w Salwadorze musieli zabijać. Mogli tylko wybrać po której stronie staną – rządowej czy lewicowej partyzantki Frontu Wyzwolenia Narodowego. Innej opcji nie było.


Gangsterzy pokrywają całe ciała tatuażami obrazującymi życiorys danej osoby, jej historię i przeżycia. Często na łysych czaszkach widnieją diabielskie rogi, znaki MS 13, swastyki, sztylety, wulgarne hasła. Na plecach tatuują sobie numery, przypominające te z rozgrywek sportowych. Istnieją też znaki zastrzeżone, hierarchiczne. Granat oznacza na przykład, że bandzior specjalizuje się w podkładaniu materiałów wybuchowych.
Często ubierają się na niebiesko i biało nawiązując tym samym do barw narodowych Salwadoru. Szczególnie lubią bluzy baseballowe z cyfrą „13”, czapki z logo Nike Air Jordan (przypomina ich charakterystyczny znak polegający na odpowiednim ułożeniu palców dłoni) i koszulki drużyny New York Yankees. Większość nosi makabryczne pseudonimy – Lucifer, Satan czy Rapist. Ulubione gatunki muzyki to gangsta rap i black metal, w tym zespół Black Sabbath. Gangsterzy znaczą opanowane przez siebie terytoria miast charakterystycznym graffiti. Mają one informować – „My tu rządzimy”. Najczęściej spotykane to MS, Mara Salvatrucha, MS-13, MSXIII lub pierwsze litery nazwy danej kliki.

Członkiem Mara Salvatrucha jest się dożywotnio. Jeśli ktoś odejdzie, gang prędzej czy później go zabije. W ten sposób życie straciło już kilkaset osób, między innymi Ernesto Miranda – jeden ze współzałożycieli gangu w latach osiemdziesiątych. Postanowił studiować prawo, aby pomagać byłym gangsterom zdecydowanym po odsiedzeniu wyroku prowadzić nowe życie. Znaleziono go zastrzelonego nieopodal własnego domu.
W 2002 roku szesnastoletnia Brenda Paz, członkini bandy, przerażona skalą morderstw załamała się i postanowiła opowiedzieć policji wszystko co wie. Jej ciało znaleziono wkrótce na brzegu rzeki Shenandoah w Virginii. Sekcja zwłok wykazała, że była w ciąży.
MS 13 mordują za pomocą kijów baseballowych, maczet, noży, pistoletów. Wielokrotnie używali broni półautomatycznej i automatycznej.

W 2005 roku FBI przeprowadziła zmasowaną akcję przeciwko bandzie aresztując w ciągu dwóch dni kilkaset jej najaktywniejszych członków. Wielu, jako nielegalni imigranci, zostało szybko deportowanych i trafiło do więzień w Salwadorze, Hondurasie, Gwatemali.
Wiadomo, że warunki są tam okrutne, a południwoamerykańskie więzienia, to nie Turcja wakacje.
To spektakularne przedsięwzięcie na niewiele się zdało. Gang stał się kultowym w przestępczych środowiskach USA i Ameryki Łacińskiej, a członkostwo w nim to swoista nobilitacja. Siłą rzeczy banda opanowała nieformalnie więzienia w San Salvador, wprowadziła tam swoją hierarchię i rekrutuję nowych członków wśród więźniów, którzy do tej pory nie mieli do czynienia ze zorganizowaną przestępczością. Nie jest tajemnicą, że żołnierze MS13 posiadają w więzieniach broń, handlują narkotykami i wymuszają haracze od innych osadzonych.
Tym samym Mara Salvatrucha terroryzuje coraz częściej swoją ojczyznę i państwa ościenne. Kilka lat temu w Hondurasie gangsterzy ostrzelali z broni maszynowej autobus dalekobieżny. Zginęło 28 osób, w tym kobiety i dzieci. Motyw napadu – rabunek. Na nic zdało się zaostrzenie prawa w Salwadorze – policja może tam aresztować człowieka nawet za strój przypominający ten gangsterski – praktycznie co tydzień lokalne gazety donoszą o ofiarach młodych zwyrodnialców.

Mało komu udało się porozmawiać z członkami Mara Salvatrucha. Do nielicznych należy ekipa dziennikarzy Los Angeles Times. Polecieli w tym celu do jednego z salwatorskich więzień wykorzystując sytuację, iż tutaj mieli zapewnioną choćby minimalną ochronę. Jednym z rozmówców był Hugo "Flaco" Quintero. Uciekł z Salwadoru w 1989 roku przed przymusem udziału w wojnie domowej po stronie rządu. Trafił do Los Angeles. Z kilkoma dolarami w kieszeni błąkał się po parku Westlake. Tam spotkał rodaków. Okazało się, że są członkami MS13. Dla Quintero nie miało to żadnego znaczenia.
- Oni dali mi jedzenie, dali mi ubrania – mówi. Siłą rzeczy, niemal automatycznie, stał się członkiem gangu. W 1996 roku został deportowany. Odsiaduje 25 lat więzienia za morderstwo i handel narkotykami.
Paul „Little Man” Jovel – przybył do Los Angeles razem z matką i siostrą. Zamieszkali w dzielnicy-gettcie, a młody człowiek zaczął spędzać coraz więcej czasu na ulicach. Szybko wpadł w złe towarzystwo i związał się z MS13. Nie minęło dużo czasu, gdy został aresztowany za kradzież samochodu. Spędził 9 lat w czterech salwadorskich więzieniach. Marzy, jak twierdzi, o powrocie do USA i zerwania z bandą. W Ameryce został jego syn, którego nigdy nie widział.
Wielu członków Mara Salvatrucha nieustannie krąży pomiędzy USA a Salwadorem. Tak jak
Melvin „Joker” Cruz-Mendoza, który był deportowany już czterokrotnie.

W krajach Ameryki Łacińskiej powstały jednostki paramilitarne powołane żywiołowo do walki z MS13. Finansowane są z dobrowolnych datków najbogatszych obywateli. Oddziały złożone z mieszkańców miast, głównie młodych mężczyzn, patrolują przez całą dobę ulice. Zabijają na miejscu każdego, kogo podejrzewają o kontakty z Mara Salvatrucha. Używają podobnych metod jak znienawidzona przez nich banda, jednak na swoje usprawiedliwienie podają fakt, że policja nie radzi sobie, jest nieudolna i na wskroś skorumpowana.
Udowodniono, że conajmniej dwóch gangsterów siedząc w więzieniu Apanteos w Salwadorze, bez problemu zlecało zabójstwa na terenie Stanów Zjednoczonych. Nie wiadomo, kto jest przywódcą MS13. Istnieje hipoteza, że gang kierowany jest z celi więziennej przez kogoś odsiadującego długoletni lub dożywotni wyrok.
Członkowie Mara Salvatrucha porównywani są do wirusa komputerowego – mimo zabezpieczeń potrafią przeniknąć tam gdzie chcą, aby siać spustoszenie i chaos. Na razie nikt nie ma pomysłu w jaki sposób zatrzymać narastający potok przemocy.


Podobał Ci się artykuł?
0
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


System komentarzy dostarcza Disqus

Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij