Jednym z zadziwiających, a zarazem trudnych do przyjęcia dla nas sposobów Bożego działania jest budowanie wielkich rzeczy na naszej ludzkiej słabości. Niejeden z nas przekonał się o tym bardzo boleśnie dla swej miłości własnej. Było to jednak konieczne dla Bożej sprawy, gdyż Bóg bez pilnej potrzeby w sprawie Zbawienia świata nie upokarza nikogo. Zwykle trzeba nam po prostu wiedzieć, że sami z siebie do niczego nie jesteśmy zdolni.

Data dodania: 2026-04-16

Wyświetleń: 185

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Suma
głosów

Licencja: Creative Commons

Wie On, z czego zostaliśmy utworzeni; pamięta, że jesteśmy prochem (Ps 103,14)

Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas.” (2 Kor 4,7). Tak właśnie pisze św. Paweł o poznawaniu chwały Chrystusa i przekazywaniu tego poznania braciom.

Jeśli mowa o czasach Ewangelii, zwykle myślimy w tym kontekście o potrójnym zaparciu się Jezusa przez Apostoła Piotra. Po Zmartwychwstaniu Piotr miał okazję zmazać swój grzech trzykrotnie wyznając miłość Jezusowi. Wtedy też otrzymał od Niego ostatecznie misję przewodzenia Kościołowi – gdy już wiedział, że o własnych siłach nie jest do tego zdolny. Bez tej wiedzy, wierząc we własne siły, zaprzepaściłby swoją misję i Kościół.

Jest jednak na kartach Ewangelii ktoś, czyjego upokorzenia często nawet nie dostrzegamy, choć zostało opowiedziane ze szczegółami. A chyba warto zastanowić się nad nim. Choćby dlatego, że przemyślane gruntowo pozwoli nam na wyciągnięcie mądrych i niebanalnych wniosków.

Prokurator Judei Poncjusz Piłat był przez Rzym postawiony na swoim stanowisku po to, by pilnował w prowincji spokoju i sprawiedliwości. Tego oczekiwał od niego Cezar; tego także wymagał jego własny honor Rzymianina. I oto Piłat zostaje postawiony w sytuacji, gdy żądają od niego sprzeciwienia się swojej misji i podeptania honoru. Dzieje się to oczywiście wtedy, gdy przywódcy żydowscy przyprowadzają mu Jezusa, domagając się dla Niego wyroku śmierci krzyżowej.

W dodatku aby wymusić spełnienie swoich żądań, posługują się zastraszaniem i szantażem – a uleganie takim środkom już samo w sobie jest niehonorowe. Tym bardziej zaś, gdy jak tutaj żądającymi są poddani, a chodzi o sprawę gardłową.

Piłat próbuje początkowo uspokoić tłum, już jednak kosztem postąpienia niezupełnie zgodnie ze sprawiedliwością. Proponuje bowiem, że każe Jezusa przed uwolnieniem wychłostać. To był jego błąd – wiedział bowiem, że Jezus jest niewinny i nie zasługuje na żadną karę, nawet chłosty. Nie da się paktować ze złem i wygrać. Piłat był już przegrany, próbując w taki sposób uratować życie Jezusowi.

Musimy jednak go zrozumieć. Aby zgodnie z prawem zachować w prowincji spokój, musiał doprowadzić do tego, aby oskarżyciele wycofali swoje żądania skazania Jezusa na śmierć krzyżową. Jeśli nie chcieli tego zrobić, mógł już tylko oskarżyć ich z kolei o oszczerstwo i zasądzić na taką samą karę, jakiej się domagali. Zaś przez ukrzyżowanie całej starszyzny żydowskiej naraziłby swą prowincję na wojnę domową…

Tymczasem oskarżyciele posuwali się coraz dalej. Najpierw zagrozili Piłatowi procesem o zdradę stanu – „Jeżeli go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara” (J 19,12). A w końcu byli gotowi wyrzec się nawet swej – nienaruszalnej zdawałoby się – dumy żydowskiej. „Poza Cezarem nie mamy króla” (J 19,15). Piłat widząc, jak są zdeterminowani, ze strachu skazał Jezusa na krzyż. W ten sposób sprzeciwił się swej misji i podeptał swój rzymski honor…

W moim odczuciu Poncjusz Piłat jest w Ewangelii postacią tragiczną. Wprost nie mogę sobie wyobrazić, co działo się w sercu tak upokorzonego i zdruzgotanego moralnie człowieka. Ale – co prawie niezwykłe – w tej tragicznej dla siebie chwili prokurator uczynił coś, co przez wszystkie wieki może wskazać drogę tym licznym wiernym, którzy jak on ze zwykłego ludzkiego strachu ulegną otoczeniu i sprzeciwią się Chrystusowi. Obojętnie, czy ulegną lękowi przed wyśmianiem, utratą pracy czy – jak sam Piłat – przed groźbą śmierci (z oskarżenia o zdradę stanu). Poncjusz w chwili swego największego upokorzenia znalazł jeszcze sposób, by choć trochę odciąć się wrogom. A było nim oficjalne ogłoszenie – w tytule winy – skazanego Jezusa królem.

Wobec swojego stanowiska prokuratorskiego i urzędowych okoliczności była to intronizacja w imieniu państwa rzymskiego – co moim zdaniem było duchową podwaliną pod przyszłe ustanowienie w Rzymie stolicy chrześcijaństwa, jak i pod wyłonienie się na gruzach Imperium (jako jego spadkobierczyni) cywilizacji łacińskiej. Ale jest jeszcze coś, co mogło być zauważone już wtedy, chociaż z całą pewnością nie było przez Piłata zaplanowane i najprawdopodobniej stało się bez jego wiedzy.

Tytuł winy „Jezus z Nazaretu, król żydowski” przetłumaczono między innymi na język hebrajski. A w nim brzmi on „Jeszua ha-Nocri wi-Melech ha-Jehudim”. Nie było wówczas zwyczaju stosowania spacji w napisach między wyrazami, ale mimo to były już znane akrostychy. A właśnie pierwsze litery tego napisu tworzą tetragram JHWH – znak Imienia Bożego. Nie wiemy jednak, czy zauważyli to liczni czytający ów napis Żydzi. Ewangeliści bowiem nie wspominają o tym.

To co Piłat na pewno wiedział – choć być może po latach – to to, że dzięki jego ludzkiej słabości i wydaniu niesprawiedliwego, zbrodniczego wyroku dokonało się Odkupienie świata. Bowiem jak głosi tradycja Kościoła Koptyjskiego, po odwołaniu ze stanowiska został chrześcijaninem i nawet potem zginął śmiercią męczeńską, której tak bardzo bał się podczas Jezusowego procesu. Jest w Kościele Koptyjskim jednym ze świętych. Tym samym zmazał swoją uprzednią winę i na powrót odzyskał swój rzymski honor.

A jego tragiczna historia uczy mnie: jeśli nie możesz (z powodu ludzkiej słabości) zrobić tego co chcesz, zrób to co możesz – a Bóg jest w mocy uczynić z tego wielkie rzeczy. Piłat nie zdobył się na uwolnienie Jezusa i nawet od początku próbował paktować ze złem. Ale potrafił odciąć się i ogłosić Chrystusa Królem. Bóg wie, że jesteśmy słabi i Jego plan dla świata to uwzględnia. Ale nawet słaby i upokorzony człowiek coś tam może, jeśli ma choćby pragnienie postępowania sprawiedliwie. Jak piszą Ewangeliści, Piłat takie pragnienie miał...

Bogu może być potrzebne i nasze pragnienie sprawiedliwości, i nasza ludzka słabość w danej chwili. Nie znamy przecież w całości Jego planów. Zaakceptujmy więc siebie jacy jesteśmy, jeśli tylko dążymy do świętości. Perfekcjonizm nie jest nią, wbrew pozorom.

Licencja: Creative Commons
0 Suma
głosów