Ksiązka Enamorada Eli Walczak cieszy się coraz wiekszym wsparciem wśród czytelników, którzy chetnie uczestnicza w wieczoram autorskich z Elą. W marcu ukaże się ebook Enamorada /epub, mobi /

Data dodania: 2016-02-26

Wyświetleń: 930

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

LITERATURA - KOMEDIA - DRAMAT

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Diego w naszym domu opowiadał, że widział na Kubie takie moce, co to rozum nie mógł tego ogarnąć. Opowiadał, gestykulował. Mateusz krzyknął z łazienki:

- Ela, rozbieraj się. Chcę zobaczyć „zabawkę” programu „Łóżkowe rewolucje”.

Nie wiedziałam za bardzo co krzyczy, bo wsłuchiwałam się w opowiadania naszego

 sąsiada, z którym właśnie popijaliśmy ździebko. Opowiadał jak na Kubie niewidzialna moc w nocy próbowała dotknąć piersi jego siostry. Nachylił się nade mną i chciał po prostu pokazać sytuację. Niestety wszedł Mateusz w samym ręczniku. Diego spojrzał, zatrzymał rękę na mojej piersi, a Mateuszkowi opadł ręcznik i zamarł. No, co? Zdarza się.

- Witam sąsiada - przywitał się goły Mateusz w miarę po ludzku - Co tam, problem?

- I to jaki sąsiedzie. Moja żona kupiła jakiś posążek, czy coś - pokazał coś, które leżało na stole - Przejść się koło tego nie da, bo widzę jakieś światło. Moja żona co noc schodzi  na dół, bo twierdzi, że ją coś do tego ciągnie. Jakiś biznesmen, czy ktoś.  Ela mówi, że to ma przyciągnąć miłość do naszego domu.

- A to wy się nie kochacie? - spytał Mateusz.

- Jak to? - spojrzał Diego na mnie - Marcelina coś mówiła?

- Nic mi o tym nie wiadomo - skłamałam oczywiście, bo wiedziałam przecież o co chodzi.

- Sąsiedzie - Mateusz oparł się o poręcz fotela, założył szlafrok, potem nogę na nogę i zapalił cygaro. - Te wszystkie pierdoły, to babskie sprawy. Po co dajesz się w to wciągać, sąsiad? Cygarko?

- Si. Bo widzisz. Ostatnio nam się nie układało - tłumaczył się Diego - Sytuację mieliśmy napiętą. Dosyć długo nie...

- Nie sypialiście razem - kontynuował  Mateusz - Proszę cię, z takiego kryzysu, to my z żoną wychodziliśmy pół roku. Nie jesteście jedyni.

- I co, już się  przemogłeś? - spytał sąsiad.

- Zażegnaliśmy kryzys razem -  pochwalił się mój mąż.

- Razem z feng - shui - dodałam.

- No widzisz -  zaniepokoił się Diego - Co teraz? A jak mnie zdradza? Poradźcie coś.

- Szkoda mi ciebie, bracie - odrzekł Mati - A jak zdradza? Mam pomysł: zaprośmy do nas Rysia. Może odpowie na parę pytań.

Troszkę żartowaliśmy sobie z naszego gościa, ale mieliśmy do tego prawo, byliśmy już po piątym winku.

- Tego Rysia, co ze zwierzakami gada?

- Tak, Rysiu nie wygląda, ale parę rzeczy wie. Co ty na to, Ela?

- Panowie, idę po Rysia! Takie rzeczy trzeba rozjaśnić, to znaczy wyjaśnić. Jak Rysiu coś wie, to niech mówi.

Ryszard chętnie podjął się konfrontacji z podświadomością Bąbla. Zeszli z Carmen bez sprzeciwu.

- Trzeba zapalić świeczkę - zarządził Ryś - Muszę widzieć pana aurę. To ważne. Jak czerwona, to miłość jest, jak zielona czy jakaś tam, to trzeba będzie myśleć.

- Czy ja umrę? - spytał Diego.

- Co pan widział w tym swoim świetle? - spytał Rysiu.

- Mojego padre - odpowiedział Diego.

- Ano widzi pan. To ważne. Pana ojciec kocha. Pan musi zapalić świeczkę. Zanim się to zrobi, trzeba zadać podświadomości pytanie - nawet mi się podobało.

- Jakie pytanie? - Diego był jednak coraz bardziej przestraszony.

- Można zapytać na przykład: czy wybór mojej miłości życia, jest prawdziwy i trwały?

- Nie zapytam, bo to wiem. Co ten facet za pierdoły opowiada. Wiem, z kim się żeniłem. Kocham ją. Nie będę o nic pytał.

- Zapal. Zobaczymy - podał Diego zapalniczkę.

- Dobra. Zobaczymy, karamba! - Uf, zapalił.

- Ano widzisz pan - przyglądał się aurze Rysiu.

- Co pan widzisz? - spytał Diego.

- Proszę pana widzę, tak: aura prawie pomarańczowa, trochę jakby czerwona.

- Co to znaczy, kurde ? - rozłościł się Diego.

- Pomarańczowy. Objaśniam: żywotny, energetyczny, aura przejdzie za jakiś czas w czerwony: kolor agresji i zmysłowość. Objaśniam - musi pan być dla niej delikatny i czuły. Pana agresja ją zmęczyła, szuka podświadomie miłości i czułości.

Diego nie odezwał się, był wpatrzony w płomień i leciały mu łzy po policzku. Brazyliada na maksa.

- Szuka podświadomie miłości? A ja? Co się stanie ze mną? - wyszeptał nasz sąsiad - Zawsze szukała podświadomie czegoś albo kogoś. A jak nie jestem ojcem Lilki? - płakał jaj bóbr.

- No i widzisz Rysiu, co zrobiłeś - skarciła go Carmen.

- Senior Diego! Niech się pan ogarnie, ojcem Lilki jest...

Zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam, więc nie usłyszałam, kto jest ojcem Lilki.

W drzwiach stała Kwiatkowska.

- Cześć, jest u was Diego?

- Jasne, wejdź.

Marcelina wpadła do pokoju jak burza. Zdmuchnęła świecę i zaczęła krzyczeć. To był czad:

- Diego, jak chcesz o coś zapytać, to pytaj mnie! Słyszałam przez okno. Kto jest ojcem Lilki? Zgłupiałeś do reszty! Chcesz rozwodu? To go za chwilę możesz mieć!

Będziesz wtedy szukał podświadomie w dupie mózgu! I zadawał sobie pytania do

 końca życia! Od pół roku ze mną nie sypiasz. Raz powiedziałeś, że mnie kochasz po dwudziestu latach. Kilka dni temu. To ja mam dosyć, tych twoich mydeł, pachnideł i twoich klientów, z którymi ja utrzymuję kontakty. Nudzisz się Diego. Rozumiesz? Nie kochasz nikogo! Jesteś zazdrosny o moją karierę, o Lilkę. Kiedy usiadłeś, żeby z nami

 normalnie porozmawiać? O czymkolwiek? Normalnie? Nawet, kurde, przy świecach

 i jakimś winie. Siedzisz i przeliczasz, kalkulujesz, niczego nie widzisz. Uprzedzam - daję sygnały od jakiegoś czasu, że mam dosyć. Nie rozumiesz mowy ciała? Bo nie chcesz rozumieć. Rozumiesz?

O cholera, zrobiło się gorąco. Wkroczył Mateusz.

- Marcelina, proszę usiądź i wysłuchaj.

- Nie ma mowy, dosyć tego! Zawsze szukałam podświadomie czegoś albo kogoś.

Odpowiedz sobie sam teraz na pytanie czego szukam, jeśli potrafisz. Bo odchodzę!

- Marcelina, proszę - uspokajałam ją. Sytuacja była poważniejsza niż myślałam.

Licencja: Creative Commons