Przyznam, że moje początkowe uczucia były mocno mieszane. W Battlefield 2 grałem jak naćpany, całymi latami… Jednak widząc Battlefield 2142 oraz Battlefield 1943 zrobiłem przysłowiowy facepalm – ani jedna, ani druga gra nie miała dla mnie żadnego klimatu.

Data dodania: 2013-11-14

Wyświetleń: 1010

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 1

Głosy ujemne: 0

RECENZJA

1 Ocena

Licencja: Creative Commons

Z zasady za grami futurystycznymi nie przepadam, zaś połączenie “przyszłości” oraz Battlefield uznałem za największą pomyłkę od wielu wielu lat. Jedną z nowszych części serii Battlefield – 1943, jakoś odrzuciłem, nie mogąc się przekonać do tego “dziwnego” świata pełnego fajerwerków i moim zdaniem kiepskich rozwiązań.
Szczerze się nie interesowałem Bad Company 2, nawet gdy dowiedziałem się, że głos do polskiej wersji będzie podkładał Czarek Pazura, wywaliłem się ze śmiechu, myśląc sobie “co oni do kobiety lekkich obyczajów myślą”.
Czy decyzja o kupnie oryginalnej gry prosto z półki w Empiku była słuszna?

W sieci można spotkać całą masę ludzi, którzy uważają się za znawców “technologii komputerowej”, sypiący non stop durnymi tekstami, o wymaganiach Bad Company 2… Na forach dyskusyjnych, portalach roi się od “znawców”, którzy z dokładnością, co do 1 FPS są w stanie określić, jak płynnie gra będzie Ci chodzić. Wsadź sobie ich w cztery litery – tyle, co się nasłuchałem “rad” na temat wymagań Bad Company 2, że efekt po instalacji był totalnie inny.
Przykładowo:

wymagania sprzętowe: Core 2 Quad 2.3 GHz, 2 GB RAM, karta grafiki 512 MB (GeForce GTX 260 lub lepsza), 10 GB HDD, Windows XP/Vista/7
wg GryOnline

Wyniki popularnego CanYouRunIt również można wsadzić między bajki. Według testu mój komputer opisany poniżej spełnia lekko ponad minimalne wymagania gry. Tymczasem…

Intel Centrino Duo 2.0 GHz
2048 MB ramku
GeForce 9600M (max 1,7 GB)
Win7 32-bit

Radzi sobie w zarówno w kampanii Bad Company 2, jak i na multi w rozdzielczości 1440×960, przy DX10, wszystkich opcjach ustawione na max, nie licząc antialiasingu. Tak drodzy sceptycy i pesymiści… to jest laptop.

Dziwne?

Nie, normalne, po prostu teksty o kiepskim dostosowaniu Bad Company 2 na PC, można wsadzić sobie w tylną część ciała zwaną odbytem – gra mimo spełniania ledwie ledwie wymagań podanych przez GryOnline chodzi wyśmienicie na maksymalnych obrotach, fakt faktem nieco zwalnia w momentach, w których lokację spowija gęsty dym.

Grając w Battlefield 2 zawsze mi brakowało jednej świetnej rzeczy z Bad Company – mianowicie niszczenia otoczenia, chociaż do pierwszej części Bad Company nigdy nie mogłem się przekonać, zawsze na multi wolałem stary dobry Battlefield 2. Stwierdziłem, że jednak postawię na jedną kartę – po tragicznym moim zdaniem 2142 i słabym (również moim zdaniem) Battlefield 1943, jedynym ratunkiem dla serii będzie właśnie Bad Company 2. Tyle się nasłuchałem, jednocześnie dobrych ocen i słabych… Postanowiłem postawić sobie oryginalną, lśniącą, cieplutką płytkę z półki w sklepie. Czasami może warto…


Single w Bad Company 2

Wcielamy się w rolę jednego z bohaterów “złej kompani” – grupy żołnierzy nie do końca będących wzorem prawdziwego lojalnego i oddanego żołnierza. Starzy znajomi z części pierwszej Bad Company ponownie będą mieli okazję sprawdzić się w boju. Nasila się konflikt między USA i Rosją, ci drudzy zaczynają nie tylko przemieszczać się po Ameryce Południowej, ale również wchodzą na ziemie Alaski.
Z początku słysząc o polskiej wersji Bad Company i głosach podkładanych między innymi przez Cezarego Pazurę, lekko parskałem śmiechem, sądząc iż z gry akcji zrobili komedię z elementami FPS, jednak…

… jednak się pomyliłem. Zła kompania w polskiej wersji językowej prezentuje się po prostu miodnie, szczególnie wliczając w to dziesiątki różnorodnych wstawek filmowych z lekko “dobitnym” humorem. Z początku sądziłem, że głos znanego komika zniszczy cały dubbing w Bad Company 2, jednak Pazura grający Sweetwater’a – wojennego “geeka informatycznego” z okularami, wyszedł po prostu świetnie.
Dodatkowo owy dubbing w Bad Company 2 daje jakiś taki, bardzo fajny klimat na multiplayer. Nie każdy oczywiście lubi polskie głosy w grach multiplayer, w szczególności w FPSach, jednak wydaje mi się, że to rozwiązanie wyszło autorom świetnie – możemy oczywiście ustawić, by głos polski był tylko dla naszej drużyny, zaś by przeciwnicy mówili językiem “ojczystym”.
Zapomniałbym dodać – kobiety lekkich obyczajów, kał, wulgarne określenie miłości fizycznej – te słowa powtarzają się baaardzo często :-)

Tryb single, w Bad Company 2 jest o tyle interesujący, że w przeciwieństwie do wielu innych gier to my odgrywamy tutaj kluczową rolę i rozgrywka jest bardziej nastawiona na wątek fabularny niż tylko na durne strzelanie. Seria Call of Duty już dawno u mnie straciła jakąkolwiek szansę na kupno gry tuż po premierze – Bad Company 2 ma trzy duże punkty, które przeważają nad serią CoD.

Przede wszystkim jest to wątek fabularny – gra często zaskoczy nas świetnymi wstawkami czy nagłymi zwrotami wątku, ciekawą kreacją postaci, szczerze najbardziej spodobał mi się Flynn, pilot śmigłowca – gdy zagracie, sami się przekonacie dlaczego. Druga sprawa przeważająca nad CoD, to efekty i możliwości – w CoD po prostu idziemy i strzelamy, zaś wszelkiego rodzaju wybuchy czy efekty są po prostu przeciętne. W Bad Company 2 nie tylko możemy zrównać wioskę z ziemią (zarówno w multi jak i w single), co dodatkowo przeciwnik stara się wykorzystać – niszcząc np. przeszkody, czy stara się “wywabić” nas zza zasłony.

W single przyjdzie nam walczyć w różnych lokacjach – na pustyni, w górach, miasteczkach, dżungli czy w otwartym terenie. Nie tylko pieszo z drużyną, ale również samotnie, na pokładzie śmigłowca, w czołgu czy w innym pojeździe.
Trzecia sprawa, która moim zdaniem daje przewagę Bad Company 2 nad najnowszymi częściami Call of Duty jest fakt, że akcja jest bardziej tonowana – są momenty, gdy po prostu ścieramy się z wrogimi siłami, ale z drugiej strony dynamiczna rozgrywka stoi na przyjemniejszym poziomie. W serii CoD po prostu lejemy ołowiem, zaś w Bad Company 2 latają odłamki, framugi, gdy do budynku wrzucimy granat czy całe cegły, kiedy w budynek trafi pocisk przeciwpancerny. W przypadku Bad Company 2 wręcz musimy wykorzystywać otoczenie, by przeżyć, jednak musimy zwracać uwagę, że zaraz ściany, za którą stoimy może po prostu nie być, a by będziemy leżeć ogłuszeni z widocznie “pokrwawionym obrazem”.

Ogółem cały single w Bad Company 2 jest moim zdaniem jednym z najlepszych wśród FPSów z ostatnich lat, dynamiczny kiedy trzeba, spokojny kiedy trzeba, czasami wręcz filmowy, pełen wstawek i świetnych dialogów. Z drugiej jednak strony również single w Bad Company 2 cierpi na pewną “chorobę”, na którą również cierpią niemal wszystkie gry FPS w ciągu ostatnich kilku ładnych lat – mianowicie single w Bad Company 2 jest po prostu krótki. Z resztą… jak w większości nowych gier, jednak śmiało można powiedzieć, że jest o niebo lepszy niż w Crysis czy w Modern American Warfare 2, gdzie po czterech godzinach gry jesteśmy daleko za połową.


Multi w Bad Company 2

Szczerze? Bad Company 2, zarówno jak i inne części Battlefield chyba nie byłyby “batlefildami” gdyby nie tryb Multiplayer. Z tego ta seria słynie… i po rozgrywce w Bad Company 2 z pewnością jeszcze długo będzie w najściślejszej czołówce sieciowych FPS. Mimo, że maksymalna ilość graczy na serwerach jest mniejsza niż w przypadku wciąż popularnego Battlefield 2, to efekty graficzne, znaczna ilość możliwości oraz klimat sprawiają, że gra się o wiele przyjemniej.

Podobnie, jak w poprzednich częściach serii mamy kilka profecji do wyboru – zwiadowca, medyk, inżynier i szturmowiec. Tradycyjnie każda z nich posiada różne rodzaje broni i możliwości dodatkowe (chyba nie trzeba tłumaczyć, że medyk ma apteczki…), wraz z naszym awansem oraz rozwojem w grze będziemy mogli zdobywać różnorodne odznaczenia czy odblokowywać modyfikacje broni.

Cóż… kto nie zagra, ten nie poczuje ;-)

Licencja: Creative Commons