Przedsiębiorcy, jak wszyscy ludzie, dzielą się na uczciwych i takich, którzy przestrzeganie prawa mają za nic. Przykład jednej z polskich firm z branży recyklingu odzieży używanej pokazuje, że partyzanckie metody biznesowe, bez zezwoleń i uiszczania należnych prawem opłat, mogą się opłacać.

Data dodania: 2013-05-14

Wyświetleń: 1472

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Odzieżowa samowolka

Zarządcy spółdzielni mieszkaniowych powinni decydować o tym, kto ustawia cokolwiek na ich terenie. Dotyczy to także pojemników na odzież używaną. Zgodnie z prawem firma, do której należą pojemniki, powinna mieć z właścicielem gruntu podpisaną umowę na dzierżawę terenu. Tak mówi teoria. Praktyka pokazuje, że od wielu lat jedna z firm ze Skarżyska Kamiennej, traktująca odzysk odzieży wyłącznie komercyjnie, uprawia absolutną samowolę. Tym bezprawnym procederem nie są zainteresowane ani służby porządkowe, ani władze miast.

Jak mówi prezes Spółdzielni Mieszkaniowej z Tczewa, Jerzy Kąkolewski: „Firma nie chce płacić za ustawienie pojemników, a ponieważ kilka lat wcześniej sami rozwiązali umowy ze spółdzielniami, więc otrzymują odpowiedź odmowną. Mamy podpisaną umowę z inną firmą, która nie dość, że regularnie opłaca dzierżawę powierzchni pod pojemniki, dba o ich dobry stan, to jeszcze oddaje część odzieży instytucjom charytatywnym." Odmowa jednak nie jest dla przedsiębiorcy zakończeniem tematu, ale początkiem samowolki. Nocą pojawiają się na terenach spółdzielni w wielu miastach w Polsce nieoznakowane pojemniki, którymi obstawia się inne, ustawione legalnie.

Co w tej sytuacji robią prezesi spółdzielni?

Natychmiast wysyłają pisma z wezwaniem do usunięcia nielegalnych pojemników, które nie dość, że szpecą osiedla, to na dodatek często są ustawiane na trawnikach i niszczą zieleń. Co w odpowiedzi robi przedsiębiorca? Udaje, że nie należą do niego i po prostu nie reaguje na wezwania. Zabawa w chowanego trwa w najlepsze. I dopiero gdy prezesi spółdzielni upoważniają inną firmę do usunięcia na własny koszt pojemników, do których nikt się nie przyznaje, zaczyna straszyć ich sądem za kradzież.

Problem nie jest drobny - firma ze Skarżyska uprawia te praktyki na masową skalę w całym kraju. Na polskich osiedlach jest ustawionych ok. 50 tys. pojemników na odzież używaną. Rocznie ludzie wkładają do nich kilkadziesiąt tys. ton ubrań. W samym Białymstoku jest ponad 300 pojemników. Te nielegalne są często zaniedbane, nieopróżniane, w złym stanie technicznym. Wprawdzie czasem jest na nich podany jakiś nr tel., ale nie odpowiada.

Jak mówi prezes Pabianickiej Spółdzielni Mieszkaniowej, Wacław Przybylski: „Wcześniej współpracowaliśmy, ale firma była nierzetelna. Teraz ustawia pojemniki bez naszej zgody i nie reaguje na wezwania do ich usunięcia, więc upoważniliśmy inną firmę do ich zabrania."

Można by zapytać, dlaczego straż miejska nie usunie pojemników z terenów podległych miastu? 

Okazuje się, że nie wolno ich usunąć ot, tak sobie. Ponieważ znajduje się na nich logo, więc mogłoby to być uznane za kradzież. Skoro jednak istnieje podstawa prawna do postawienia zarzutu o zajmowanie terenu bez zezwolenia, straż miejska mogłaby je usunąć, ale władze miasta musiałyby wskazać miejsce, gdzie można by przewieźć pojemniki. Trzeba je także zabezpieczyć. Taka operacja wymaga środków, których straży brakuje.

W kilku miastach poczyniono próby zawalczenia z firmą, która za nic ma prawo i od dawna gra na nosie wszystkim instytucjom, powołanym do jego przestrzegania. W Krakowie, dzięki interwencji miejskiej radnej Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu wszczął postępowanie administracyjne, urząd miasta w Białymstoku nałożył na nieuczciwego przedsiębiorcę dwie kary finansowe na dwadzieścia tysięcy złotych. To jednak kropla w morzu zysków, jakie z tytułu nielegalnego ustawiania pojemników osiąga nieuczciwy przedsiębiorca.

Jak rozpoznać nielegalne pojemniki?

Jest na nich duże, kolorowe logo fundacji z uśmiechniętą buźką. Fundacja to nic innego, jak firma, która przyznaje się tylko wtedy do pojemników, gdy zauważa, że zniknęły i musi je odebrać. W przeciwnym wypadku wiedząc, że zostanie oskarżona o nielegalne ich ustawianie, wypiera się ich. Odbija piłeczkę jeszcze dalej, tłumacząc, że obsługa pojemników należy do 90 tzw. podwykonawców i to oni za wszystko odpowiadają.

Czy odzież z nielegalnych pojemników trafia choć w części do potrzebujących?

Polski Czerwony Krzyż niegdyś współpracował z firmą, ale kilka lat temu ona sama zerwała umowę, tłumacząc się problemami finansowymi. Logo PCK z pojemników zniknęło, zaś w to miejsce pojawiło się kolorowe logo fundacji należącej do przedsiębiorcy.

Gdzie więc trafia odzież, którą wkładamy do pojemników nieoznakowanych lub z logo z uśmiechniętą buźką?

Prosto do sortowni w Skarżysku Kamiennej. Większość pozyskanej w ten sposób odzieży firma sprzedaje w krajach Trzeciego Świata. Najlepsze ubrania trafiają do sklepów - ciuchlandów, zaś wszystko, co nie nadaje się do sprzedaży, firma przerabia na czyściwo do maszyn, które również sprzedaje.

Jak rozpoznać legalne pojemniki, z których część odzieży rzeczywiście trafia do potrzebujących?

Znajdują się na nich jednobarwne, czerwone logo instytucji charytatywnych. 
Dyrektor Caritas Diecezji Pelplińskiej, ks. Grzegorz Weis potwierdza: „Odzież z pojemników oznaczonych logo Caritas rzeczywiście trafia do potrzebujących. Gdy potrzebujemy np. kurtek na zimę czy jakiejkolwiek innej odzieży, dzwonimy do firmy, do której należą pojemniki, i zawsze otrzymujemy posortowaną odzież. Firma wspomaga nas także finansowo."

Zabawa nieprzestrzegającego prawa przedsiębiorcy w kotka i myszkę ze spółdzielniami mieszkaniowymi, strażą miejską i bezsilnymi władzami trwa już kilka lat. Daje to kiepskie świadectwo włodarzom polskich miast i całemu systemowi prawa w naszym kraju. Pokazuje też wyraźne, zielone światło tym, którzy chcą działać nielegalnie. To tak, jakby ten, kto ma dbać o przestrzeganie prawa, wyraźnie mówił: mamy związane ręce, jesteśmy bezsilni, więc jeśli masz tupet i naturę mafijną, rób swoje, my na pewno nie będziemy ci przeszkadzać. 

Licencja: Creative Commons