2
głosów
- +

DDA - Najważniejsze problemy, wyzwania i tematy do pracy cz.2

Autor:

Aktualizacja: 14.01.2013


Kategoria: Psychologia / Uzależnienia i współuzależnienia


Artykuł
  • 2 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 2312 razy czytane
  • 3 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
 

W tej części artykułu opisuję mechanizmy:  wkręcania się w spirale wzorców DDA, strachu przed zmianami, wynikajacym z dorastania w trudnych i nieprzewidywalnych warunkach, oraz o związkach DDA, a także o pragnienu bycia potrzebnym.


5. Wkręcanie sie w spiralę wzorców.

DDA wciąga jak narkotyk, wkręca jak hazard - już chcesz to przerwać, już się bronisz, a stare mechanizmy pociągają za sznurki, aż znów je uwolnisz. Im szybciej się orietujesz, że sie wkręcasz, tym szybciej możesz temu zaradzić, a z  czasem już nie dasz się w to wciągać. Niewkręcanie się nie zawsze jest wynikiem zerwania kontaktu, tylko wycofania się z kontaktu (rozmowy, przekonania, dyskusji, działania) opartego, napędzanego na wzorcach DDA.

Ileż to razy dajemy się wkręcać w rozmowy, o których wiemy, że nakręcają tylko spiralę złości i nieporozumienia. Ile razy prowadzimy dyskusje, po raz kolejny próbując kogoś przekonać do czegoś, do czego ten ktoś nie da się przekonać. Odgrywaliśmy setki razy te same sytuacje i wiedząc, jak się to zakończy, nie potrafiliśmy zachować się inaczej niż poprzednio. Coś pchało nas do tego, by postąpić właśnie tak, powiedzieć właśnie to i zrobić taką minę, a nie inną. Każdy z nas mógłby pewnie przytoczyć takie sytuacje ze swojego życia, pokazać, kiedy działa schematycznie. Dotyczy to szczególnie relacji rodzinnych, rodziców, rodzeństwa, a potem własnego partnera i dzieci. Ile ja takich rozmów „kierowanych” przeprowadziłam w życiu, starając się przekonać kogoś do tego, o czym ten ktoś kompletnie nie był przekonany. Ogromny wydatek energetyczny i nakręcenie. Taka sytuacja zaczyna się z pozoru spokojnie, choć w środku już wszystko świdruje, starannie dobieramy słowa, jeszcze nie widząc, że toczymy walkę na argumenty, aż wzorce już nas mają, emocje biorą górę i nawet jeśli nie kończy się to wybuchem, długo trzeba dochodzić do siebie energetycznie, człowiek jest rozbity, skołowany.

Kiedy odkryłam tę prawidłowość, czułam niemoc, wiedziałam już, kiedy to się dzieje, ale bezwolnie się temu poddawałam, czując bezradność wobec fali, która mnie niosła. Chcę wyjść, wycofać się, skończyć rozmowę, ale nie mogę, dalej stoję i mówię. I ulegałam temu tak długo, jak długo wewnętrznie, gdzieś w głębi podświadomości, czułam taką potrzebę, czułam jakąś przyjemność z tego („ale fajna jazda”), ale przyszedł moment, że już nie było przyjemności, że zmęczenie brało górę.

Bo to było jak walka rozbitka z morzem w czasie sztormu, rzucało mną na lewo, prawo, do przodu i do tyłu, a ja nic nie mogłam zrobić. A jednak mogłam! Zanim nauczyłam się nie reagować na zaczepki i prowokacje, to udawało mi się znaleźć tyle siły woli, by wycofać się z rozmowy w trakcie jej trwania, zanim się pogrążyłam i zaczęłam odczuwać silne negatywne skutki. To był pierwszy krok, potem przychodzi drugi – nie musisz wychodzić, żeby przerwać rozmowy, po prostu kończysz rozmawiać, zmieniasz temat i nie czujesz już negatywnych emocji w stosunku do tej osoby, sytuacji. Jeżeli te negatywne emocje jednak są, najlepiej spojrzeć w siebie, porozmawiać z duszą i uwolnić się. Przychodzi też kolejny etap, kiedy od razu dostrzegasz prowokację i możliwe wzorce i z uśmiechem z nich rezygnujesz, zanim na nie zareagujesz. Oczywiście nie jest to możliwe zawsze, stale spotykamy nowych ludzi i sytuacje, ale to jest już zupełnie inny poziom funkcjonowania, inny poziom relacji, kontaktów międzyludzkich.

Gdy rozluźnia się pancerz wzorców, widzimy coraz więcej, coraz więcej decyzji podejmujemy „my”, a coraz rzadziej są to reakcje na wzorce. Kiedy zauważasz, że rozmawiają wzorce, a nie ty sam, trzeba się zatrzymać, przyjrzeć temu i zacząć samemu mówić za siebie i rozmawiać na tematy, na które ma się ochotę, i z ludźmi, z którymi naprawdę chce się rozmawiać.


6. Świat bez zasad

DDA/DDTR dorasta w świecie bez stałych zasad i norm, w środowisku kompletnie nieprzewidywalnym, w którym rosnące dziecko nie ma się czego złapać i czuje się zagrożone. Dzisiaj wolno jedno, jutro drugie, w trzeci dzień za pierwsze dostaniesz burę, a za drugie lanie. To ciągła potrzeba bezpieczeństwa oraz zmaganie się z chęcią aprobaty najbliższych i ciągłe znoszenie ich dezaprobaty. Nawet jeśli dziecko nie doświadcza przemocy fizycznej, ta psychiczna i emocjonalna potrafi ranić jeszcze dotkliwiej i na dłużej. Dlatego dziecko próbuje znaleźć choć odrobinę stałości i pewności, a później ta stałość i pewność staje się substytutem poczucia bezpieczeństwa. Dlatego DDA boi się zmian, boi się, by było inaczej, przeraża je, że coś zmieni swój dotychczasowy porządek, bo to oznacza zagrożenie utraty tej stabilności, którą wypracowało. Życie w tak rozdygotanym świecie jest niezmiernie trudne, więc ścisła kontrola i pilnowanie rytuałów i powtarzalności pozwala przetrwać.

Jednak potem, w dorosłym życiu, ten plan na przetrwanie nie pozwala się rozwijać, zawęża widzenie/rozumienie do walki o przetrwanie. Nawet kiedy już tego nie pamiętamy i ten dziecięcy strach zepchnęliśmy gdzieś głęboko, on nadal jest, a program ochrony/przetrwania nadal funkcjonuje. Jako dorosłe osoby go nie potrzebujemy, powiem więcej, jeśli mamy dorosnąć, ten program ochrony trzeba zdezaktualizować i wyłączyć, bo będzie nam utrudniał życie, zamiast wspierać i pomagać. Wciąż będzie wracał do nas (w zupełnie już nieadekwatnych sytuacjach) lęk małego dziecka, że sobie nie poradzi, mimo że nie ma do tego realnych podstaw. Potem wielu rzeczy w życiu DDA/DDTR nie spróbuje, bo się ich boi, odruchowo mówi „nie”, choć chciałoby spróbować, kiedy jednak czuje znajomy niepokój, poddaje się, myśląc, że to intuicja, a to tylko stary program. Nierzadko wybiera coś w zamian, w zastępstwie, coś, co wydaje się w danej chwili bezpieczniejsze i mniej przeraża. DDA boi się wziąć odpowiedzialność za chęci i znaleźć siły, by je realizować, jest to obawa o zmianę rytuałów, znajomych zwyczajów. Taka osoba woli „bezpiecznie” pozostać w tym, co znajome, nawet jeśli nie jest to dla niej satysfakcjonujące. Tak się dzieje oczywiście do czasu, aż postanowimy zbudować prawdziwe poczucie bezpieczeństwa, prawdziwą zdrową samoocenę i zrezygnujemy wreszcie z kontroli, która blokuje nas lękiem, by sięgnąć po to, czego chcemy, spróbować nowych rzeczy, nowego życia na wolności.


7. Związki DDA

DDA/DDTR buduje związki – to jest dopiero ciekawa rzecz. Z pozoru wszystko może wyglądać dobrze, że kocha, że dba, że dla bliskich zrobi wiele albo wszystko, tylko że to dzieje się własnym kosztem, nie jest prawdziwe, to odgrywanie wizji związku/rodziny, jaką DDA ma w swojej głowie. DDA/DDTR ma WYOBRAŻENIE, a nie WIEDZĘ czy doświadczenie na temat tego, jak wygląda miłość, jak wygląda dobry związek, jak wyglądają bliskość, zwyczaje rodzinne, rozmowy.

Doświadczenia domu rodzinnego DDA/DDTR to nie sielanka, a trauma, więc marzeniem każdego DDA jest stworzyć „idealny związek/idealną rodzinę” i taką wizję tworzy w swojej głowie wraz z misternym planem, jak to ma wyglądać. Kiedy już znajdzie partnera, jak się wydaje odpowiedniego, zaczyna realizować ten plan, z klapkami na oczach podąża ku swojej wizji, nie zważając na nic, zwłaszcza na chęci i potrzeby partnera czy pozostałych członków rodziny. Cały plan DDA dotyczący idealnego związku i rodziny jest ograniczony jego wyobrażeniami, nie ma tu miejsca na niespodzianki, spontaniczność, zmiany, bo nie ma otwartości (wcześniejszy wpis o poczuciu bezpieczeństwa budowanym na kontroli).
Idea idealnego związku wydaje się DDA tak porywająca, że nie przyjdzie mu do głowy wprowadzić korekty w planach – bo po co? I to jest największa pułapka, ponieważ DDA nie zważa na zmiany w otoczeniu, w sobie, partnerze i nie koryguje planu pod te zmiany, tylko trzyma się sztywno wcześniejszych ustaleń, które – co ciekawe – poczyniło samo ze sobą, a nie z partnerem, rodziną.

Wiec tak naprawdę gdzie tu miłość, gdzie tu bliskość, gdzie tu idealny związek?
Dla DDA miłość to zbitka wyobrażeń własnych, podłapanych z otoczenia, mediów, strzępków rozmów, książek, romantycznych lub ekscytujących filmów i nie taka łatwa jest konfrontacja tego z rzeczywistością i przyznanie, że to mit oraz otwarcie się i poszukanie szczerego, prawdziwego uczucia. Dlatego DDA na partnera najczęściej wybiera kogoś, kto też nie ma tej otwartości, co daje „bezpieczeństwo” utrzymania stworzonego światka i niewychylania z niego nosa na rzeczywiste możliwości gamy odczuć, doznań możliwych do przeżywania w relacji/ach przy otwarciu, przepływie, otwartym sercu i kanale miłości. DDA nie chce płynąć z nikim, chce trzymać się tego, co ma w swojej wizji – ze strachu, że to straci, że cała reszta to niepewność.

Tylko co możemy zyskać, oszukując siebie, żyjąc w iluzji, zamykając się na siebie i na bliskich? Bo czy kontrolowana miłość to miłość? Kontrolowana bliskość to bliskość? Czy są to tylko wyobrażenia, że tak jest?

Co to za miłość odtąd – dotąd, otwarcie się na kogoś w ograniczonym zakresie, bliskość od – do? To takie ħś-owe (hś – hierarchia światła). Ja sama teraz już nie rozumiem, co mogło być tak pociągającego w takim dozowaniu, manipulowaniu? To krzywdzenie siebie i bliskich.
Oczywiście tu w grę jeszcze wchodzą wszystkie misje ochrony/nauki/ratowania od.. więc zdaniem DDA ono pomaga bliskim, prowadzi ich, broni, chroni, bo więcej wie, rozumie itd.

W efekcie blokuje partnerowi i rodzinie możliwość poznania prawdziwej nieograniczonej miłości, bliskości, przepływu, rozwoju, samodzielności.
Przyznam, że trzeba mieć dużo odwagi, by to przyznać i podważyć prawdziwość świata, w którym się żyje, który się zbudowało. Zrobiłam to ładnych parę lat temu i wtedy było to dla mnie wielkim szokiem. Cały misternie ułożony plan stworzenia „idealnej rodziny/związku” legł w gruzach, bo zobaczyłam, że jest iluzją. Zrozumiałam, dlaczego mimo iż z pozoru wszystko wyglądało dobrze, ciągle mi czegoś brakowało, że stale coś było nie tak. A było „nie tak”, bo było nieprawdziwe, bo to był mój plan, a nie plan mojego partnera czy rodziny, i dążyłam sobie do niego sama. Mój partner nie „nadążał” za mną, miał inne potrzeby, nie szukał tego co ja.

Czemu czegoś brakowało? A można się najeść wirtualnym jedzeniem? Jeśli ktoś szuka autentycznej miłości, bliskość, relacji, przepływu, to czy choćby najpiękniejsza iluzja da spełnienie? Jednak jeśli szuka się autentyczności, nie można ograniczać jej swoimi wyobrażeniami. Najczęściej jednak nawet nie wiemy, że mamy wyobrażenia, realizujemy je, żyjemy nimi, zanim je odkryjemy. I kiedy już to zobaczymy i rozpoznamy, dopiero wtedy można przyjrzeć się temu, co realnie stworzyliśmy, gdzie w tym wszystkim jesteśmy my i jacy jesteśmy, gdzie w tym wszystkim są nasi bliscy, partner i jacy są. Odnaleźć to, czego się naprawdę chce, jakiej się chce relacji i zobaczyć, czy to się pokrywa z pragnieniami partnera, bo po latach może się okazać, że priorytety, potrzeby i chęci są rozbieżne albo że między partnerami nie ma przepływu.


8. Bycie potrzebnym

Ważnym aspektem tworzenia relacji przez DDA jest to, że właściwie wszystkie relacje stworzone przez nie opierają się najczęściej na byciu potrzebnym (często mylone jest to z miłością) osobom, z którymi się wiążą – to główny napęd działania, często nieświadomy. DDA wiąże się z tymi, którym, jak sądzi, jest potrzebne, bo sobie bez niego nie poradzą, bo musi z nimi być i im pomagać (życie cudzym życiem, przeżyciami, emocjami – współuzależnienie).

DDA zatem najlepiej czują się w towarzystwie tych, którym na różne sposoby mogą pomagać, udzielać rad, wyręczać i w sumie tylko z takimi osobami dobrze się czują i widzą sens wiązania się z nimi. Nie umieją cieszyć się z bycia z kimś dla samej przyjemności bycia, dzielenia się sobą, partnerskie relacje to zagrożenie zburzeniem porządku świata, odrzuceniem (bo kiedy ktoś nie potrzebuje, to zostawia), ale często też DDA kontynuują tylko te znajomości, w których są bardzo ważne jako doradcy, pomagający, wspierający, ci mądrzejsi. Tam, gdzie nie muszą się opiekować, pomagać, brać odpowiedzialności, to nie ma tej atrakcyjności i DDA często nie widzą sensu dalszej znajomości. Swoją misję uważają za skończoną.

Dzięki życiu cudzym życiem mogą „podbudować” swoją samoocenę, są przydatni, użyteczni, niezbędni i czują się bezpiecznie w swoim wyobrażeniu, bo takie „opiekujące” relacje nie są wyzwaniem. Partnerstwo jest natomiast ogromnym wyzwaniem dla DDA, tam gdzie zakładana jest równość, nie ma mądrzejszego, lepszego z założenia.

A co w sytuacji, kiedy partner okaże się silniejszy, mądrzejszy, w czymś lepszy? To koniec świata dla DDA. To znaczy jego świata iluzji bezpieczeństwa, idealnych relacji i kontroli. Bo przecież w partnerskiej relacji nie ma miejsca na kontrolę.

http://integracja-dda.pl


Podobał Ci się artykuł?
2
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


System komentarzy dostarcza Disqus

Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij