Transport kontenera z Azji do Europy kosztuje około tysiąca dolarów. Albo trzy tysiące. Zależy, w jakim czasie złoży się zamówienie. Spedycja morska to rynek bardzo wrażliwy i zmienny. Ceny mogą skakać w górę i w dół nawet o kilkaset procent.

Data dodania: 2012-09-19

Wyświetleń: 1751

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Nagłówek w niemieckiej gazecie Die Welt nie pozostawia wątpliwości: koszty transportu morskiego idą w górę. Dziennik donosi, że w ciągu jednego miesiąca, w marcu 2012 roku, cena frachtu z Azji do Europy skoczyła z 1,2 tys. dolarów do 3,5 tys. dolarów za kontener.

 Wojna cenowa i jej efekty

 Takie zwyżki to nic nadzwyczajnego. Jak mówi cytowany w Die Welt szef jednej z firm spedycyjnych zajmujących się frachtem oceanicznym, wahania cen są nieodmienną cechą rynku, na którym działa. Tyle, że wiosną 2012 roku mieliśmy do czynienia z sytuacją wyjątkową. Z czego się wzięła?

 Odpowiedź jest prosta: to efekt zakończenia wojny cenowej. Giganci walczyli na coraz niższe koszta transportu, w końcu jednak doszli do granicy, której przekroczyć nie mogli. Wyczerpani zaprzestali walki. A ceny wróciły do normalnego poziomu.

 Pół miliarda do interesu

Rachunek był prosty. Tylko jedna firma, międzynarodowy gigant z Danii, Maersk, zanotował w tamtym czasie stratę w wysokości 0,5 mld dolarów. Tyle kosztowały go dopłaty do coraz niższych cen oferowanych kontrahentom. A dokładać musiał coraz więcej.

Na innych rynkach rosły bowiem ceny energii elektrycznej, ropy naftowej i gazu. Do tego coraz trudniej było pozyskać kapitał. Koniec końców firma nie wytrzymała.

Ma być, ale czy jest?

Tak się zresztą musiało stać, prędzej czy później. Transport morski i lotniczy to doskonały wskaźnik światowych nastrojów gospodarczych. Według firmy Kühne + Nagel w 2012 roku liczba przewożonych kontenerów ma być wyższa o 15 proc. w przypadku takim, jak spedycja morska. Lotnictwo ma zyskać 10 proc. Głównymi kierunkami są ciągle Niemcy i Stany Zjednoczone.

Druga połowa roku pokazuje, że popyt na usługi transportowe na morzu raczej nie rośnie. Specjalny indeks, odzwierciedlający stan tego rynku, Baltic Exchange idzie w dół. Wprawdzie we wrześniu 2012 roku cena za fracht typowego kontenera do przewozu towarów takich jak węgiel czy zboże sięgnęła 3,8 tys. dolarów, a w podobnej cenie oferowano transport kontenerami typu Panamax, to jednak sam indeks znajduje się na poziomie z początku roku.

Więcej statków, niższe ceny

W porównaniu z rokiem 2011 jego wartość spadła natomiast trzykrotnie. To oznacza, że zapowiadanego przyspieszenia nie będzie. Czy rzeczywiście? Spadek cen, jakie firmy rządają za usługi takie, jak spedycja morska może mieć inne przyczyny.

Jak podaje Reuters, w ostatnim czasie znacząco wzrosła podaż statków, które używane są do transportu surowców i produktów. I przewyższa popyt na tego rodzaju usługi. Nic dziwnego, że cena spada. Główny indeks Baltic Dry spadł o 65 proc. w tym roku. I to pomimo gwałtownej zwyżki na wiosnę. Koniec walki cenowej był, okazuje się, tylko korektą. Jak to często bywa na rynku.

Licencja: Creative Commons
0 Ocena