"Obyś żył w ciekawych czasach" – to starożytne przkleństwo, którego autorstwo przypisuje się Chińczykom, szczególnie dziś nie straciło na aktualnośći.

  Żyjemy  w czasach wszechobecnego kultu nauki i techniki. Dziedziny te przynajmniej od czasów Rewolucji Przemysłowej przezywają wielki rozkwit, który w ostatnich dwóch dziesięciolecia XX i początkach XXI wieku niewątpliwie przyśpieszył. Społeczeństwo konsumpcyjne, kultura masowa i liberalna demokracja poszerzyły strefę swoich wpływów o państwa satelickie dawnego ZSRR, do których zalicza się min. Polska, Czechy czy Węgry. Rosja mimo gospodarki rynkowej poszła w kierunku sterowanej demokracji, której głową jest prezydent Władimir Putin. Jak wiadomo, kapitalizm świetnie daje sobie radę bez demokracji, natomiast ta druga nie może funkcjonować bez wolnego handlu.

Kryzys

Kryzys zapoczątkowany przez korporacje finansowe w 2007 roku obnażył wiele wad liberalnej demokracji, takich jak problem z podejmowaniem właściwych decyzji, zmierzających do ukrócenia samowolnych i nieodpowiedzialnych poczynań instytucji finansowych. Zamiast tego z budżetu państwa – a więc pieniędzy podatnika – wpompowano biliony dolarów, byle tylko podtrzymać system, który być może powinien upaść. Decydenci będący jednocześnie sędziami we własnej sprawie, postąpili jednak dokładnie odwrotnie. Może to w niedalekiej przyszłości doprowadzić do podobnego kryzysu, jak ten ostatni. Problem polega na tym, że żyrując beztroskę bankierów, politycy postawili się w sytuacji słynnych karpi, domagających się przyśpieszenia świąt Bożego Narodzenia. Bo to nie bankierów rozlicza społeczeństwo przy urnach wyborczych. Z drugiej strony w krajach takich jak Polska, gdzie o wyniku wyborów w dużej mierze decydują wyobrażenia kreowane przez media,  nie dziwi pewność siebie obecnie rządzącej ekipy, która jako pierwsza po '89 roku uzyskała reelekcję i utrzymała się przy władzy. Nie wdając się jednak w szczegóły przypuszczać można, że sztuka ta może nie udać się ponownie, gdyż rzeczywistość społeczna i ekonomiczna coraz bardziej rozjeżdża się z beztroską propagandą sukcesu, uprawianą przez Donalda Tuska i jego kolegów. 

Alternatywa

Czy polskiej polityce istnieje alternatywa programowa, która pozwoli naszej gospodarce odżyć,  po wielu latach chudych i dalszym zaciskaniu pasa? Na razie takiej nie widać, gdyż najsilniejsza partia opozycyjna żyje sprawami dla większej części społeczeństwa stosunkowo mało istotnymi. Tak przynajmniej wynika z przekazu medialnego, choć w rzeczywistości opozycja mówi o sprawach ważnych, jak np. reforma emerytalna, jednak głos ten słabo przebija się przez szczelny kordon mediów, związanych z obecną ekipą rządzącą zarówno ideowo, jak też finansowo. Elita gospodarcza RP, wykształcona po 89 roku, zaciekle broni staus quo, obniżając tym samym konkurencyjność polskiej gospodarki przez system synekur. Dodatkowo państwo zrzeka się odpowiedzialności w wielu ważnych sferach. Dla przykładu medycyna w coraz większym stopniu alokuje się w sektorze prywatnym, zaś schorzenia takie jak np. progenia, rak nerki, a także nowoczesne lekarstwa coraz niechętnej refundowane są przez państwo. Związane jest to ze zjawiskiem, które prof. Zygmunt Baumann określił mianem prywatyzacji życia społecznego. Postępująca atomizacja i zamykanie się jednostek w sferze własnej prywatności skutkuje atrofią życia społecznego. Ostoją pozostaje wciąż jeszcze silna rodzina, jednak jak wynika z wielu badań przeprowadzonych na zachodnich uniwersytetach, jej ewentualny rozkład w przeciągu 2-4 pokoleń prowadzi do załamania gospodarczego. Jedno jest pewne – żyjemy w ciekawych czasach.

Licencja: Creative Commons