Ostatnie tygodnie przyniosły wysyp informacji na temat tego, jak oszczędzają Polacy. Z pobieżnej ich lektury wynikają spore rozbieżności.

Data dodania: 2007-11-16

Wyświetleń: 6700

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Ostatnie tygodnie przyniosły wysyp informacji na temat tego, jak oszczędzają Polacy. Z pobieżnej ich lektury wynikają spore rozbieżności.
Z jednej strony systematycznie rośnie ogólna wartość oszczędności, z drugiej dowiadujemy się, że regularnie oszczędza zaledwie kilka procent Polaków.

Skąd tak różne informacje?Najprostszym wytłumaczeniem wydają się źródła informacji. Firma PBS DGA, która przeprowadziła badanie na zlecenie Gazety Prawnej i firmy Open Finance objęła nim zaledwie 1064 osoby.
Trudno, aby wyniki były miarodajne dla kilkunastu milionów Polaków. Nieznana jest wielkość próby badawczej przeprowadzonej wspólnie przez Bank Handlowy i KNF. Niemniej jednak z obu badań płyną cenne informacje. Cześć Polaków musi oszczędzać, skoro wartość oszczędności po II kw. 2007 roku przekroczyła 625 mld zł, a same TFI mają już blisko 150 mld zł aktywów. Gorzej sprawa wygląda, gdy przyjrzymy się bliżej wynikom badań.

Informacje z badań przeprowadzonych przez Bank Handlowy i Komisję Nadzoru Finansowego:
Regularnie oszczędza zaledwie 7% Polaków.
Aż 64% pytanych przyznaje, że całe zarobki przeznacza na bieżącą konsumpcję.
Do zaoszczędzenia określonej kwoty przyznaje się tylko 27% Polaków, z czego 66% odłożyło w ostatnim roku trzy pensje.

Informacje z badań przeprowadzonych przez Open Finance i Gazetę Prawną, a wykonane przez firmę PBS DGA:
58% Polaków nie posiada żadnych oszczędności.
8% odkłada na emeryturę.
42% przyznaje, że posiada oszczędności.

Największą popularnością cieszą się rachunki i lokaty bankowe, które stanowią aż 44% ogółu odpowiedzi. Na dalszych miejscach znajdują się nieruchomości, a dopiero na czwartym fundusze inwestycyjne, które wskazało 14% badanych. Trudno uznać za rzeczowy argument stwierdzenie, że nie posiada się wystarczająco wysokich środków aby oszczędzać. Większość funduszy inwestycyjnych przyjmuje bowiem wpłaty już od 100 zł.

Prawda o oszczędzaniu jest raczej gorzka.
Wygląda bowiem na to, że lwia część oszczędności zdeponowanych na lokatach w funduszach inwestycyjnych czy akcjach pozostaje w rękach kilku procent Polaków. Martwić powinno również to, że pomimo dobrej koniunktury, nieznacznie bo ok. 5%, wzrósł odsetek osób posiadających oszczędności. Reszta ma zbyt niskie wynagrodzenia nie pozwalające na oszczędzanie lub stała się ofiarami boomu kredytowego i przeznacza na spłatę rat znaczną część dochodów. Czym grozi takie życie na limicie zdolności finansowych, nie muszę chyba mówić.

Sytuacja 2/3 Polaków jest o tyle nie do pozazdroszczenia, iż prawdopodobnie nieprędko uda im się coś zaoszczędzić. Należą do grupy społecznej, która jako ostatnia korzysta (o ile korzysta) z dobrej koniunktury. Wiele wskazuje na to, że koniunktura gospodarcza osiągnęła już swój szczyt i równie dobrze jak dziś w przyszłych latach już nie będzie. To może oznaczać, że możliwość oszczędzania jeszcze bardziej oddali się od znacznej części społeczeństwa.

Oszczędności to jedno, a wiedza gdzie je ulokować to drugie.
W tej materii też nie ma powodów do zadowolenia.
Okazuje się bowiem, że 61% osób biorących udział w badaniu (BH i KNF) za najlepsze miejsce do przechowywania oszczędności uważa oprocentowane konto, 35% za takie miejsce uważa obligacje.
Mówiąc najprościej są to obecnie najmniej rentowne formy oszczędzania. Oprocentowanie jakie dają rachunki osobiste nie pokrywają zwykle nawet kosztów prowadzenia konta. Lokaty i obligacje po uwzględnieniu inflacji dają 2-3% rocznie. Dopiero trzecie miejsce zajęły OFE.
Co ciekawe, są one obowiązkowe i wynikają z reformy emerytalnej, nie mając wiele wspólnego z samodzielnym oszczędzaniem.

Polacy nie są entuzjastami produktów oferowanych przez instytucje finansowe. Za najbardziej atrakcyjne uważają nieruchomości, a co dziesiąty badany trzyma oszczędności w domu. To ciekawe, gdyż to właśnie Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych i Banki są rekordzistami jeśli chodzi o wielkość wydatków na reklamy. Telewizja, prasa, internet pełne są reklam zachwalających nowe fundusze czy lokaty terminowe. Czy zatem wydatki te nie przynoszą zamierzonych rezultatów?
Choć systematycznie rośnie wartość aktywów zgromadzonych w TFI, to jednak ilość rejestrów (rejestracja konta w jednym z TFI) wynosi zaledwie 2,7 mln. Przyjmując, że niektórzy klienci posiadają jednostki funduszy w kilku TFI, rzeczywista ilość oszczędzających w TFI jest znacznie mniejsza niż ilość rejestrów. Nawet jeśli oszczędzających w TFI jest 1,2-1,5 mln osób, to stanowi to ok. 3-5% dorosłych Polaków. Dystans jaki dzieli nas pod tym względem od krajów dawnej UE jest ogromny. Jeszcze gorzej wygląda sprawa jeśli chodzi o samodzielne inwestycje giełdowe. Z danych domów maklerskich wynika, że aktywnych inwestorów jest niewiele ponad 300 tys. Stanowi to więc zaledwie 1% dorosłych Polaków.

Skąd Polacy czerpią wiedzę na temat możliwości oszczędzania?
Choć widać postęp w tej materii, to jednak wiele można tu poprawić.
Okazuje się bowiem, że Polacy w swoich wyborach metod oszczędzania kierują się przede wszystkim:
- zdaniem rodziny i znajomych - 56%,
- poradą firm doradztwa finansowego - 43%,
- materiałami banków i innych instytucji finansowych - 33%,
- informacjami znalezionymi w internecie - 27%

Polacy są świadomi braków wiedzy na temat możliwości lokowania kapitału. Choć prawie połowa badanych przyznaje, że posiada średnią wiedzę na ten temat, to zaledwie 6% uważa posiadaną wiedzę za dużą.

31 października obchodzono Światowy Dzień Oszczędzania. W Polsce organizowany jest on przez koalicję fundacji i instytucji finansowych. Akcja ma na celu promocję oszczędzania oraz poprawę wiedzy ekonomicznej i finansowej Polaków. Warto, aby nowo powstały rząd zapoznał się zarówno z tymi jak i innymi wynikami badań. Samo obchodzenie Światowego Dnia Oszczędzania to za mało.
Zza biurek w eleganckich gabinetach nie widać życia przeciętnego Kowalskiego. Dopóki Polacy będą biedni, dopóty nasza gospodarka będzie kuleć. Niska siła nabywcza stanowi poważne zagrożenie dla gospodarki. Cóż z tego, że firmy importują i produkują wiele towarów, skoro ilość nabywców jest znacznie ograniczona. Rok 2008 r. będzie rokiem podwyżek. Zarówno cen energii jak i stóp procentowych. To tylko utrudni zmniejszenie różnic w zamożności Polaków. To jednak zupełnie osobny temat.
Licencja: Creative Commons